Strona główna > Aktualności > Historia > Zygmunt Bauman. Podwójna persona non grata

Zygmunt Bauman. Podwójna persona non grata

Źródło: obraz OpenClipart-Vectors z Pixabay

Do marca 1968 roku jego wiara w komunizm była niczym niezachwiana. Odrzucał postawy rewizjonistów takich jak Krzysztof Pomian czy Leszek Kołakowski. Miał swoje powody- przeżył wojnę dzięki ucieczce do ZSRR. Gdyby został w Polsce, to najpewniej skończyłby jak rodzina jego matki. Właśnie dlatego jemu Armia Czerwona nie kojarzyła się z mordowaniami i zesłaniami na Sybir. Dla niego komunizm równoznaczny był z ideą równości i sprawiedliwości. Stąd niebywałe zszokowanie po wysłuchaniu referatu Nikity Chruszczowa w 1954 roku, kiedy to dowiedział się o zbrodniach epoki stalinizmu.

Zygmunt Bauman to postać niejednoznaczna. W Polsce w szczególności. Jedni zachwycają się nad jego socjologicznymi pracami, które są przecież cenione na całym świecie, a drudzy nazywają go „stalinowskim katem” tudzież „czerwoną hołotą”. Bardzo przeżywał, gdy w 2013 roku we Wrocławiu na jego odczyt na tamtejszym uniwersytecie wtargnęła grupa pseudokibiców Śląska Wrocław, która lżyła go od najgorszych. Przeprosił on najmocniej ówczesnego włodarza miasta i poprzysiągł, że więcej do Polski nie wróci. Odrzuciła go wszak po raz drugi. Pierwszy raz oczywiście w roku 1968 roku.

 Bauman był jednym z pierwszych znanych emigrantów marcowych. Wraz z piątką kolegów i koleżanek został wyrzucony z pracy na uczelni. Pozostał więc wyjazd. Najpierw do Izraela, gdzie na długo miejsca nie zagrzał. Po zaledwie kilku latach przeniósł się do Leeds w Wielkiej Brytanii. Tam napisał największe dzieła, za które podziwia go świat. Jego „Nowoczesność i Zagłada” oraz „Prawodawcy i tłumacze”, w których wyjaśnia, jak na przestrzeni wieków zmieniła się rola intelektualisty, to publikacje cieszące się międzynarodowym uznaniem. Baumanowska krytyka nowoczesności jako płynnej, bez fundamentów, zrobiła światową karierę. 

Piszę o tym nie bez przyczyny. Kilka dni temu skończyłem „Baumana” Dariusza Rosiaka, czyli pierwszą biografię Zygmunta Baumana. Książka wprawdzie nie najnowsza, bo wydana w 2019 roku, ale gorąco zachęcam do przeczytania. Gdy to zrobicie, to dowiecie się, że nie był wcale żadnym „stalinowskim katem”.