Strona główna > Aktualności > Młodzieżówki > Zagrożenia dla demokracji – co robić?

Zagrożenia dla demokracji – co robić?

tables and chairs inside the hall
Czas czytania: 6 minuty

Od wielu już lat obserwujemy rosnącą polaryzację społeczeństwa. W przeciągu kilku ostatnich lat utworzył się żelazny elektorat PiS-u i PO. Wiele osób uważa, że ten stan rzeczy jest tylko i wyłącznie kwestią polskiej sceny politycznej, jednakże podobne procesy zaszły w innych krajach całego zachodniego kręgu kulturowego. Doskonałym tego przykładem są Stany Zjednoczone, gdzie przeciętnego republikanina i przeciętnego demokratę nie łączy już w zasadzie nic, mimo tego że obie partie formalnie uznają się za liberalne. Podobnie sprawy mają się w Kanadzie, Wielkiej Brytanii, Francji, czy Niemczech. 

Z perspektywy dziejów wydaje się to dosyć zaskakujące. Niegdyś opinia publiczna była niezwykle burzliwa i szybko zmieniała poglądy. Rządy upadały z hukiem, gdy wybuchały afery. Teraz gdy jeszcze echem pobrzmiewają słowa premiera Morawieckiego o pracy za “miskę ryżu”, słupki poparcia Zjednoczonej Prawicy ani drgną. Ba, nawet nie dochodzi do dymisji osób skompromitowanych czy to z lewicy, czy prawicy. 

Z kolejnymi latami zatrważająco spada poziom intelektualny dyskusji publicznej. Debaty wyborcze, które niegdyś decydowały o wynikach wyborów (tak było prawdopodobnie w przypadku debaty Lech Wałęsa – Aleksander Kwaśniewski) i były emocjonującymi pokazami starć racji obu stron sceny politycznej. Obecnie sprowadzają się do farsy przypominającej teleturniej z 30 sekundami na nie merytoryczne pytanie. Tłumów nie porywają przemówienia, hasła, tylko wulgarne “Wy****dalać” pozbawione głębszego znaczenia. Partie polityczne już nie mają oporów przed używaniem wulgaryzmów na swoich oficjalnych profilach. Młodzi Razem ostatnio wstawili na swoim fanpage’u grafikę z hasłem “J**ać policję” Czyż to nie oddaje najlepiej, że naszych oponentów traktujemy nie do końca jak ludzi, tylko bezkształtnych czarnych charakterów znanych z popkultury? Tracimy szacunek do naszego wspólnego dobra, jakim jest państwo, o które powinniśmy dbać. 

Dlaczego demokracja zaczyna nas – jak się zdaje – zawodzić? 

Możemy tylko snuć domysły, ale z pewnością na ten stan rzeczy z pewnością złożyło się kilka czynników. Szeroko pojęta klasa niższa uzyskała świadomość polityczną. Dziś każdy Polak potrafi wskazać, na jaką partię polityczną oddałby głos. Jednak gdy zapytamy o powody takiej decyzji, rzadko usłyszymy odpowiedzi mówiące o wizji ustroju państwa, systemie podatkowym czy założeniach współpracy międzynarodowej. Usłyszymy za to o kwestiach emocjonujących, ale zdecydowanie nieistotnych i na pewno nie w sposób merytoryczny. Świadomość polityczna w społeczeństwie jest powierzchowna i wręcz pozorna. Osoby, które decydują o losie narodu, często nie wiedzą, jak ma na imię premier RP czy nie znają definicji słowa “demokracja”. Według badań prof. Dominiki Maison z Wydziału Psychologii UW wynika, że 21% Polaków uważa, że nie płaci ŻADNYCH podatków. Te dane są zatrważające. Dlaczego oddaliśmy więc władzę masom? Bo w dziewiętnastym i dwudziestym stuleciu realia społeczne były zupełnie inne niż te obecne.

Obywatel nie był zewsząd bombardowany informacjami. Kreowanie opinii publicznej było znacznie trudniejsze. Idąc do pracy, robotnik mógł dostać ulotkę, przeczytać ją i o niej zapomnieć. Teraz gdy spędzamy cały czas życia stale połączeni z mediami społecznymi, każde sprawdzenie Facebooka wiąże się z przyjęciem kolejnej dawki propagandy za pośrednictwem systemu, który został stworzony, by uzależniać. Doprowadza to do tworzenia baniek informacyjnych, na które mimo wielkiego zagrożenia płynącego z ich powodu nie zwraca się uwagi. Przeniesienie dyskursu do internetu zwolniło nas z obowiązku bronienia swoich przekonań. Teraz gdy dani ludzie nam się nie podobają, możemy przejść na strzeżony safe-space, gdzie nikt nie zmusi nas do logicznego myślenia. Niebezpieczeństwo jest o tyle duże, ponieważ serwisy takie jak Facebook czy Youtube są całkowitymi monopolistami na rynku i nie mają swoich konkurentów. Jedna decyzja zarządu modyfikująca sposób działania systemu polecania filmów może zmieniać opinię milionów ludzi. 

Tematy jak mniejszości seksualne czy rozdział państwa od kościoła całkowicie zdominowały dyskusję polityczną. Dzieje się tak, ponieważ partie polityczne chcąc zmobilizować elektorat i wygrać wybory, muszą dostosować się do wymagań wyborców. Nikt nie porwie tłumów wizją obniżenia podatków czy zmianą ordynacji wyborczej. Politycznemu establishmentowi nie zależy na utrzymywaniu debaty publicznej na wysokim poziomie, bo jest to nieopłacalne. Łatwiej jest dzielić społeczeństwo przez sianie demagogii. 

Podatni na indoktrynację, gdzieś po drodze straciliśmy szacunek do ludzi o innych poglądach. Nie możemy zapominać że jeśli nawet ktoś głosi poglądy w oczywisty sposób szkodliwe i nie okazuje szacunku innym, to nie możemy zniżać się do jego poziomu. Podobnie winnego zabójstwa nie okładamy pałkami z ramienia wymiaru sprawiedliwości. Jeśli przestaniemy panować nad swoimi emocjami, , to inni również, prowadząc do eskalacji konfliktu i użycia przemocy. Właśnie po to godzimy się na życie w społeczności, jakiej jest państwo, by wygrywał ten który mówi prawdę, a nie silniejszy. 

Mimowolnie kultura popularna podświadomie przyzwyczaja nas do takiego spojrzenia na świat. Żyjemy w czasach zerojedynkowych bohaterów – protagonistów i antagonistów. Dobro zawsze zwycięża i jest zawsze dobrze widoczne. Wystarczy pokazać prawdziwego siebie, a problemy same się rozwiążą. Tylko że życie to nie film. 

Sytuacja polskiej oświaty też nie pomaga. W podstawie programowej wos-u czy podstaw przedsiębiorczości brakuje tematów mówiących o takich kwestiach jak erystyka, teorie spiskowe, techniki manipulacji, metody rzetelności oceny źródeł czy błędy procesu rozumowania. Szkoła nie uczy młodych Polaków logicznego myślenia. Cała ich wiedza na tematy społeczne po ukończeniu edukacji opiera się na tym, co przeczytali na Demotywatorach, widząc w ścieku instagrama traktaty filozoficzne. 

Co robić? 

Wobec stale pogarszającej się sytuacji na scenie politycznej wydaje się oczywiste, że należy podjąć jakieś działania. Wbrew temu co się może wydawać, ograniczanie prawa wyborczego dla osób niekompetentnych to najgorsze co można zrobić. Przywilej raz dany niezwykle trudno odebrać i nie obyłoby się to bez zdecydowanego sprzeciwu i destabilizacji w

państwie. Mogłoby to doprowadzić również do pomijania interesów osób, które nie mają praw wyborczych i ponownego rozwarstwienia społeczeństwa. Można przyjąć, że proces stopniowego zwiększania się praw ludności do samostanowienia był naturalną wypadkową poszerzania się wiedzy i kompetencji kolejnych warstw społecznych. Niegdyś jedynie tylko członkowie zamożnych rodów arystokratycznych umieli pisać i czytać. Te zdolności otwierały drogę do dalszej wiedzy oraz komunikacji ze światem. Stopniowo mieszczaństwo i inne klasy społeczne zwiększały swoje kompetencje aż do czasów XIX wieku, gdy robotnicy i chłopi uzyskali prawa wyborcze, a analfabetyzm został zlikwidowany w Europie. Nie możemy popadać w reakcjonizm i nie powinniśmy próbować zawracać strumienia czasu. 

Spójrzmy więc w stronę okresu, w którym kuje się charakter każdego umysłu. Dajmy młodym narzędzia do obrony przed demagogią. Naprawmy wadliwy system edukacji, wprowadzając doń elementy nauk społecznych. Zmieńmy przyszłe pokolenia. Ujrzyjmy po drugiej stronie barykady drugiego człowieka i zawalczmy o debatę publiczną na wysokim poziomie, pozbawioną populizmu i demagogii. Może więc powinniśmy przypomnieć sobie o pozytywistycznych ideałach pracy organicznej i pracy u podstaw? Ostudzić romantyczną walkę idei, rozejrzeć się dookoła, dostrzec błędy które popełniamy my, a o które obwiniamy system i rozpocząć mozolną pracę przebudowy społeczeństwa, które zostanie oparte na sceptycyzmie i logice. 

Nie niszczmy demokracji, tylko spróbujmy ją dostosować do obecnych realiów. W końcu niegdyś sprawdzała się bardzo dobrze, a ta epoka aż tak bardzo nie różniła się od naszej. Tu jest właśnie zadanie nas – młodych. Podejmijmy razem wspólny trud dla przyszłości.

Maciej Grzymała – Młoda Unia