Strona główna > Aktualności > Publicystyka > Wszyscy powinniśmy zrobić rachunek sumienia

Wszyscy powinniśmy zrobić rachunek sumienia

Czas czytania: 2 minuty

To nie jest książka śmieszna, choć z pozoru mogłaby się nią wydawać. I to nawet pomimo faktu, że wielokrotnie wybuchniemy śmiechem podczas jej lektury. Dwa lata po premierze „21 polskich grzechów głównych” Piotra Stankiewicza pandemia brutalnie uwypukliła wiele z naszych narodowych wad. To właśnie one sprawiły, że pod koniec 2020 r. znajdujemy się w takim a nie innym miejscu.

W pełnej okazałości ujrzeliśmy tupolewizm (przygotowany naprędce lot Antonowa wypełnionego podrobionym chłamem) połączony z optymizmem magicznym (szef GIS-u zachęcający w lutym jedną z senatorek do „zagrania w chińczyka” podczas komisji sejmowej dotyczącej rozprzestrzeniającej się szybko pandemii), antyproceduralizm (gdy nielegalnie drukowano karty wyborcze albo wprowadzano niekonstytucyjne zakazy przemieszczania się) czy zarządzanie rozmyciem odpowiedzialności (bo często nie wiadomo, kto i za co odpowiada).

Wszystko to okraszone zostało szczyptą dezinformacji (kiedy po wyłapaniu nieprawidłowości przez Michała Rogalskiego zakazano lokalnym sanepidom publikowania informacji o liczbie zakażeń) i rozbieżnością prawa od zwyczaju – na Wigilii może być co prawda tylko 5 osób, ale przecież WIADOMO, że nikt tego nie będzie sprawdzał. Polska realizowała również grzech „Wyrodnego Państwa”, gdy wiosną potrafiła wystawiać mandaty rowerzystom na kwotę kilku tysięcy złotych, by latem ochoczo pozwolić na gromadzenie się ludzi na olbrzymich przedwyborczych wiecach.

Do listy grzechów dopisać możemy jeszcze widzimisizm (czyli przekonanie, że opinie przypadkowych ludzi można traktować na równi z ekspercką wiedzą albo przynajmniej uznawać je za „wartościowy głos w dyskusji”), który regularnie rozbrzmiewał w internecie od samego początku pandemii, a wraz z pierwszymi szczepieniami na COVID-19 uderzył w nas z niespotykaną wcześniej mocą.

Nie da się też ukryć, że nadzwyczaj często dawaliśmy się ponieść czemuś, co Stankiewicz w swojej książce określił mianem grzechu „autorasizmu”. Jasne, poczynań rządu Prawa i Sprawiedliwości bronić jest ciężko, ale Polska nie była przecież jedynym krajem, który popełnił podczas walki z pandemią poważne błędy. Doszło do tego jeszcze nasze „natręctwo porównywania” – także z tymi krajami, które mają od nas kompletnie inną strukturę demograficzną i gęstość zaludnienia, żeby już nie wspomnieć o stopniu rozwoju gospodarczego czy jakości służby zdrowia.

I wreszcie grzech, który prawdopodobnie sam popełniam pisząc ten tekst: Narodowy Esencjalizm. Jak pisze Stankiewicz, „[jest] to przekonanie, że nasze zachowanie jest przede wszystkim polskie, a nie po prostu ludzkie. […] Przykładem narodowego esencjalizmu jest choćby ta książka, która wady typowo ludzkie przedstawia jako wady typowo polskie”.

Bo to przecież nie jest tak, że my jesteśmy do popełniania tych wszystkich grzechów zaprogramowani. Możemy z nimi walczyć. I powinniśmy – w końcu nikt tego za nas nie zrobi.