Strona główna > Aktualności > Publicystyka > Witamy w przyszłości. Teraz. Jutro.

Witamy w przyszłości. Teraz. Jutro.

Czas czytania: 7 minuty

Zdaje się, że ludzie cały czas szukają choćby cienia wyobrażenia tego, jak świat będzie wyglądał za kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt lat. Ten nierówny wyścig z czasem nieustannie sprawia, że wyobraźnia wizjonerów musi wznosić się na coraz wyższy poziom, by wizje te były trafne. Rzadko zdarza się, by chociaż ułamek z tego, czego oczekujemy, ziścił się. Najsmutniejszym punktem rozważań o przyszłości, zawsze było, jest i będzie zderzenie ich z wyczekiwaną rzeczywistością. Głównie ze względu na nikłość ludzi, których to umiejętności wynosi się stale na piedestał wśród innych istnień, a w rzeczywistości jednostka jest tylko niewiele znaczącym elementem tego skomplikowanego trybu.

Rozwój wsteczny

Zbliża się koniec roku 2020. Dwie dekady XXI wieku staną się przeszłością. Historią. Myślę, że w wypowiedzi tak młodego człowieka, jakim jestem, nie powinien się pojawić pierwiastek narzekania, ale się pojawi. Przy czym nie będzie to typowo polski żal o to, że sprzedawca w sklepie nie wydał mi grosika. Zresztą, co ma do tego mój wiek. Każdy może zawsze odczuwać zawód. Tym bardziej w chwili, gdy postęp staje się z wolna regresem.

Źródło: pixabay.com

Nie ma chyba nic gorszego niż cofanie się, jeżeli mówimy o rozwoju. Do tego zdaje się, co stwierdzam z niemałym smutkiem, dążymy. Ludzie coraz bardziej przesuwają się na osi stworzenia w kierunku tworów humanoidalnych. Fascynacja tą gałęzią wynalazczości niesie za sobą z reguły smutne wnioski. Tego rodzaju rozprawę nad próbą rozróżnienia androida od człowieka podjął skutecznie przed laty jeden z najwybitniejszych pisarzy science-fiction w historii. Philip K. Dick w powieści “Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?”, znanej szerzej pod tytułem filmu Ridleya Scotta “Blade Runner”, nakreślił świat, w którym ciężko jest już odróżnić wytwór od pierwowzoru. Kryterium porównawczym była empatia, jednak łatwo wywnioskować, że ta metoda testowania może za niedługo stracić sens. Wcale nie z powodu stworzenia skutecznej imitacji mechanizmu empatii u androidów, lecz dlatego, że to ludzie z dnia na dzień okazują jej sobie coraz mniej.

Niebezpieczeństwa naszych czasów

Zaraz staniemy u progu roku 2021, w którym to została osadzona akcja powieści Dicka. Tak jak wizje latających samochodów, skażonej Ziemi, czy życia na Marsie nie sprawdziły się, tak samo sedno utworu pozostaje na szczycie aktualności. Brak empatii uwidacznia się w tej chwili na całym świecie. Szczególnie widoczny jest w Polsce, która w pewnym momencie dziejowym podzieliła obywateli na dwie, nierówne sobie grupy. Jedna nieustannie zwalcza drugą, druga podgryza pierwszą. I tak bez chwili wytchnienia. Zresztą jest to zjawisko, którego doświadcza cały glob. Widać je także w przykładzie Stanów Zjednoczonych i narodowej wojny o prawa człowieka, różniących się tylko kolorem skóry. Również takie antagonizmy powstały w związku z elekcją Bidena. Obrazom teraźniejszym od przeszłości bliżej jest do konfliktu, który obejmie cały świat. Natomiast jego genezy nie upatrywał nikt w braku poszanowania drugiego człowieka, albo bezpodstawnych oszczerstwach. To brak wody, czy użycie broni nuklearnej miały stać się zarzewiem kolejnej wojny światowej. Wypadałoby więc odpowiedzieć sobie na pytanie: Czy wymagania wobec gatunku ludzkiego, jakie stawiali sobie XX-wieczni wizjonerzy, nie były zbyt wysublimowane?

Postęp bez wytchnienia

Faktem jest ogromny postęp technologiczny, mówiąc już w perspektywie trzydziestu lat, nie wspominając o rozwoju na przestrzeni ostatniego stulecia. Nie powstają jednak żadne nowinki, które czynią ogół szczęśliwym. Mówię tu o prawdziwym szczęściu, a nie o pozorach, które są dotkliwie weryfikowane przez realny obraz świata. Co z tego, że królują komputery, jeżeli zmierzamy w kierunku wtórnego analfabetyzmu? Wkrótce umiejętności ręcznego pisania oraz czytania będą rarytasami, zupełnie jak we wczesnym średniowieczu. W czym lepsza jest rozmowa drogą internetową od kontaktu z drugą osobą? Przecież to tylko ultraszybka korespondencja, która została pozbawiona duszy koperty i papieru. Nie ma porównania, a obecny okres, kiedy przymusza się ludzi do unikania spotkań, tylko wzmaga ich aspołeczność. Z rozwojem wiąże się bezpośrednio grupa chorób, zwanych cywilizacyjnymi. Depresja wynika bezpośrednio z tego, o czym wspomniałem wcześniej. Za to na przykład otyłość jest efektem biernego trybu życia. To też sprawka postępu. Zakupy robimy przez internet, po książki nie chodzi się już do biblioteki, a różnych spraw nie finalizuje w urzędach. Najważniejsze jest to, że wszyscy zatęsknimy jeszcze za normalnym życiem. Poza tym, kolejną przyczyną otyłości będzie z pewnością jakość jedzenia. Pora wreszcie uświadomić sobie, co dokładnie jemy. Jeżeli mleko, które nie stoi nawet w sklepowej lodówce, ma datę przydatności do spożycia ustaloną na kilka miesięcy, a normalny produkt wytrzymuje ledwie kilka dni, to co my w zasadzie jemy?

Zdobyć kosmos
Źródło: pixabay.com

Obracając się w kręgu pisarzy science-fiction, ciężko pominąć temat ekspansji kosmosu. Wydaje się on sensowną alternatywą poszerzania terytorium państwa, zachowując względny pokój na Ziemi. My już dawno powinniśmy żyć na Marsie, a badać planety, których jeszcze nie znamy. Zakończenie tzw. gwiezdnych wojen doprowadziło do tego, że te oczywistości z tamtego czasu, straciły na znaczeniu. Zresztą samo zainteresowanie podróżami w kosmos wśród literatów jest dość ciekawym zjawiskiem. W takich utworach rzadko życie ziemskie jest równorzędnie uwzględnione z tym, gdzieś hen, daleko. Zakładam, że część z autorów po prostu założyła panujący spokój na naszej planecie, w czasie gdy pozostali uznali jej unicestwienie. Na całe szczęście jeszcze mamy gdzie żyć, ale nie jest też tak kolorowo. Mówi się o obecnej epoce, jako najbezpieczniejszych dziejach w historii. W mojej opinii jest to tylko cisza przed burzą. Poza wspomnianym wcześniej potencjałem nuklearnym, który stale rośnie i nie może się zmarnować, zaczną się większe problemy, powiązane z naturą. Już niedługo zabraknie wody, zmniejszy się łączna powierzchnia lądów, a ludzi będzie coraz więcej. Dzisiaj już doświadczamy wojny z użyciem broni biologicznej, jaką jest wypuszczenie tego sztucznie stworzonego wirusa w świat. Inny rodzaj wojny, który już od kilku lat jest testowany na społeczeństwie to przesyt informacji i danych, często sprzecznych wobec siebie. Przyszło nam żyć w epoce, kiedy każdy prezentuje na swój sposób retorykę historyczną, czy przeinacza fakty. W krajach takich jak Polska lub Białoruś wraca się do sposobów radzenia sobie z protestami, żywcem wziętych z głębokiej komuny. Największym paradoksem tej sytuacji jest fakt, że właśnie stosując narrację historyczną, odpowiednią do obecnych nastrojów społecznych, rządy starają się wymazać w ogóle tamten fragment z kart dziejów. Powrotem do dwudziestolecia międzywojennego stały się rosnące w siłę skrajności polityczne, niebezpiecznie zbliżające się ideowo do zbrodniczych reżimów tamtych czasów.

Źródło: pixabay.com
Ból istnienia

Łatwo można dojść do tego, że ludzkość nie sprostała oczekiwaniom przodków. Mimo ogromu postępu, nie jest on wykorzystywany do czynienia dobra, a jednak w perspektywie długofalowej szkodzi na dużą skalę. Społeczeństwa stają się nieczułe, bierne wobec cudzej krzywdy. Pojawia się kult silnych osobowości, które niczym nie różnią się od tworów humanoidalnych. Wreszcie ryzyko rychłej wojny, znów pochłaniającej miliony, czy raczej miliardy istnień, z pewnością na niespotykaną dotąd skalę. Czyni to nasze życie pełnym niepokoju i smutnym, bo skazanym z góry na nieciekawy koniec. Zamiast zgodnie z porządkiem natury, koegzystować w spokoju na naszej planecie, ludzie za wszelką cenę starają się naturę przechytrzyć. Być może będzie to pogląd kontrowersyjny, ale nasz gatunek rozwijał się tylko do pewnego momentu, który mamy już dawno za sobą. Potem źle interpretowana chęć postępu rozpoczęła powolny powrót na ścieżce cywilizacji. Czy ten szaleńczy wyścig z zatraceniem uda się jeszcze wygrać? Może my po prostu nie dożyjemy chwili ostatecznego upadku, co stanowi jakieś marne, bo marne – pocieszenie? Pisarze science-fiction to zdecydowanie myśliciele naiwni, którzy zbytnio chcieli ufać myśli, że człowiek wykorzysta nowe okazje do polepszenia swojego losu, zajdzie coś w rodzaju reakcji łańcuchowej. Dobrze, że jeszcze piekielne rury nie zioną ogniem o temperaturze 451 stopni w skali Fahrenheita i czytanie nie zostało zakazane…