Vox Populi

 

Źródło: Element5 Digital, Pexels.com.

W poprzednim Szurlejowskim odcinku: „Gdy to wszystko się skończy. Chcę zobaczyć tylko jedną rzecz… Wcześniej trzeba jednak odrzucić wszystkie bogobojne mrzonki o Wielkiej Rzeczpospolitej! Dość tego narodowego bałamucenia społeczeństwa. Tej sztuczności… Chcę żyć. Nieważne, czy w państwie socjalistycznym, czy kapitalistycznym. Nieważne przez kogo rządzonym. Nieważne! Wszystko jest niepewne. Nie chcę już czytać o mitach i historii. Dajcie mi Lechonia!

A wiosną – niechaj wiosnę, nie Polskę zobaczę!

Wiosna, wiosna, wiosna…

… Teraz czekam na Stańczyka, który zejdzie z obrazu… Przecież Polska to wielka rzecz…”.

Stańczyk niestety do mnie nie przyszedł. Może to dlatego, że nie mam obrazu Jana Matejki w domu… Zadzwonił za to do mnie mój kolega z Rzeszowa. Nie, aby wręczyć mi kaduceusz polski, ale żeby zaprosić na piwo do naszej ulubionej restauracji. Nawiązując jeszcze do „Wesela”: „Chopin, gdyby jeszcze żył, toby pił”.

Na szczęście nie sprawdził się mój złowieszczy artykuł „Wiosna”. Przeżyliśmy pandemię w miarę dobrym stanie. W miarę dobrym… Oczywiście statystyki podawane przez GUS nie są zbyt optymistyczne – jednakże nie mamy marszu ludzi głodnych (tak jak w Sanoku w 1930 r.)  W tym tygodniu na rynku w Rzeszowie widziałem bawiące się dzieci, długą kolejkę do pączkarni i młodzież palącą papierosy na zaułku ulicy. A ja nawet kilka dni temu byłem u fryzjera! Nie jest źle! Co ciekawe, łączna liczba zgonów w czterech pierwszych miesiącach 2020 roku jest niższa niż w latach ubiegłych w tym samym przedziale czasowym. Największa epidemia od 100 lat przyczyniła się do mniejszej śmiertelności. Można powiedzieć: oby więcej takich „epidemii”!

Jednak cały czas towarzyszy mi strach. Po pierwsze boję się matury. Nie jest to jednak nic nadzwyczajnego. Jak ja oceniam działania Ministerstwa Edukacji Narodowej? Powinien chyba teraz krytykować rząd… no ale czemu? Przesunęli matury na bezpieczny termin. Powiadomili o tym wcześniej. Jest okej. Nie mam pretensji. Jednakże zawsze mogło być lepiej. Przede wszystkim, jeśli chodzi o komunikację, ale tu też nie było najgorzej. Z perspektywy czasu można stwierdzić, że fatalną decyzją byłoby całkowite odwołanie matur i niewłaściwą przenoszenie egzaminów na lipiec. Niestety okres kwarantanny nie sprzyjał nauce, teraz też ciężko się skupić. Ktoś powie, że maturzyści mają więcej czasu na przygotowanie. Szanowni państwo, to tak nie działa. Naprawdę chciałbym tę maturę napisać w maju i mieć ją po prostu z głowy.

Po drugie. Bałem się i boję paraliżu konstytucyjnego państwa. Nie potrafię się wypowiedzieć w sprawie planowanego przez Sasina głosowania korespondencyjnego. Może narażę się tą wypowiedzią na niemiłe komentarze, ale gdyby takie wybory się odbyły, to wziąłbym w nich udział. Nie odbyły się. Wina Senatu? Wina rządu? Nie wiem, pewnie wina (a może zasługa) wszystkich po trochu. Tak, zgadzam się. Wybory muszą spełniać zasady demokratycznego państwa prawa. Muszą być równe, powszechne, bezpośrednie i tajne. Muszą się także odbyć! Muszą się odbyć w konstytucyjnym i prawnym terminie. Sytuacja była w tym roku bezprecedensowa… Wybory jakby były, ale jednak ich nie było. Trzeba było rozpisać je od nowa. Czy można było wprowadzić któryś ze stanów nadzwyczajnych? Można było. Dlaczego tego nie zrobiono? Było to oczywiście negatywne dla partii rządzącej, ale jednocześnie nie spełniało przesłanek prawnych. Wprowadzenie stanu klęski żywiołowej w maju po to, żeby przełożyć wybory? Ogłaszać stan wyjątkowy pod koniec pandemii, kiedy znoszone są kolejne obostrzenia? No absurd! Tak naprawdę każdą podjętą decyzję można by podważać i krytykować. Zawsze można wyjść na ulicę i sobie pokrzyczeć „Konstytucja”! Niestety nasz ustawa zasadnicza nie przewidziała, co trzeba zrobić, kiedy w kraju wybuchnie epidemia. Wcale mnie to jednak nie dziwi… W takich sytuacjach trzeba liczyć na intelekt klasy politycznej. Na wypracowania powszechnego stanowiska. Nie udało się. To też mnie nie dziwi. Konflikt o Sąd Najwyższy, konflikt o Prezesa TVP, konflikt o władzę. Czy ktoś przypuszczał, że wszystkie polityczne strony nagle się dogadają i wypracują wspólne stanowisko? W imię czego? Dobra Polski? Dla PiS-u dobro Polski to zwycięstwo Andrzeja Dudy, dla opozycji to zwycięstwo Trzaskowskiego albo Hołowni, albo Kosiniaka. Każda strona ma prawo, żeby powiedzieć, że robiła wszystko, myśląc o przyszłości kraju. I znowu: dla PiS-u przyszłość to zwycięstwo Andrzeja Dudy i on musi wygrać, żeby (nie)Zjednoczona Prawica mogła dalej rządzić. Dla opozycji jest to batalia o jej przyszłość. Porażka oznacza kolejne chude lata, bardzo chude… Już może bez cichego poparcia SN, Rzecznika Praw Obywatelskich, może niektórych mediów. Jeśli wygra obecny prezydent, to nawet senacka większość może się zachwiać i upaść. Zostaną niektóre samorządy, ale ile one jeszcze wytrzymają? Inna perspektywa i zwycięstwo któregoś z kandydatów opozycji może oznaczać drogę do przejęcia władzy. Całkowitego przejęcia. Tak, to są wybory o wszystko. Zdecyduje głos ludu, a on jest głosem Boga… Vox populi, vox Dei!

Po trzecie. Boję się zwycięstwa… każdego z kandydatów. Niestety nie mam swojego wymarzonego i najlepszego prezydenta. Zapewne do ostatniej chwili będę się zastanawiał, na kogo oddać głos. Może zbojkotować wybory? Może oddać głos na Żółtka, a prawdziwego wyboru dokonać w drugiej turze? Tak, to jest pewne. Mogę postawić swoją pensję z „Kongresów” (nie, nie zarabiamy tyle, co Ogórek w TVP), że wybory nie rozstrzygną się w pierwszej turze. Postawię swoją premię, że w drugiej turze zmierzy się Andrzej Duda z Rafałem Trzaskowskim. Co zrobię wtedy?

Podobno pana prezydenta Warszawy nie zna prowincja, Polska powiatowa. Jest w tych słowach pewna słuszność, ale tylko pewna. Drodzy dziennikarze i eksperci, do tej Polski „B” dociera Internet! Ba, są nawet osoby, które oglądają TVN i czytają Gazetę „Wyborczą”. Będę tu walczył ze stereotypem, że wszyscy mieszkańcy terenów wiejskich (głównie wschodnia Polska) to niewykształceni chłopi – ultrakatolicy i analfabeci. Nie, szanowni państwo, naprawdę nie warto się wywyższać tylko na podstawie miejsca swojego urodzenia. Tak, pan Trzaskowski będzie musiał się napracować, żeby zdobyć nasze poparcie. Trzeba przede wszystkim z nami porozmawiać. Nie z wysokości swojego ego, tu nikt nie będzie podziwiał pochodzenia kandydata ani jego wielkiego wykształcenia zdobytego na francuskich uczelniach. Pytanie, czy Rafał Trzaskowski potrafi „zniżyć” się do poziomu ludzi z Podkarpacia. Prawdziwie ich wysłuchać. Od polityków PO można było usłyszeć wiele słów negatywnych pod adresem domniemanych wyborców PiS-u. Mam nadzieję, że Rafał Trzaskowski nie będzie reprezentował taktyki „ch*j tam z tą Polską wschodnią”.

Wracając jeszcze do kandydata/ów z ramienia Koalicji Obywatelskiej. Pamiętacie mój artykuł „Brak wyboru” (nie, nie pamiętacie)? Odnosiłem się w nim negatywnie do kandydatury Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Ktoś mi wtedy powiedział: „masz trochę racji, ale jednak MKB to najlepszy kandydat”. No jednak chyba nie… Tak po ludzku to szkoda mi pani marszałek. Osamotniona, porzucona przez swoich kompanów z partii, musiała zrezygnować ze startu w wyborach. Jeszcze kilka tygodni temu politycy z PO deklarowali, że pani Małgorzata to najlepszy kandydat, że to prawdziwa prezydent, prezydent przyszłości. No jednak chyba nie… Zwyciężyła chłodna kalkulacja i pragmatyzm. W tym miejscu chyba zacytuję ten artykuł: „Często się zastanawiam, kto wystawił panią Małgorzatę, kto mógł popełnić taki błąd? Start MKB to przecież pomysł Grzegorza Schetyny. I dlatego może to nie jest błąd, tylko celowe działanie? Grzegorz Schetyna, który wiedział, że straci przywódco w partii, może postanowił zemścić się i podłożyć pułapkę dla swojego następcy. Kolejna porażka w wyborach obciąży konto już Borysa Budki, a nie Schetyny”.

Przełożenie wyborów uratowało skórę Panu Budce… Ale i cała Platforma chyba może odetchnąć z ulgą.

Czy któryś z innych kandydatów opozycji ma szanse na drugą turę? Szanse oczywiście ma, ale czy realne? Może Hołownia? Tego boję się chyba najbardziej. Szymon nie wzbudza u mnie zaufania. Śmiałem się z Ukrainy. Czy teraz może to się powtórzyć w Polsce? Zabawny pan z telewizji będzie prezydentem? Zdobywa poparcie, pokrzykując w Internecie, płacząc nad Konstytucją, przepowiadając, że tylko on, prawdziwy niezależny kandydat, może powstrzymać dyktaturę Kaczyńskiego. Przypomina mi to trochę Pawła Kukiza. Ta niezależność, ten bunt, ta siła nowości. Gdzie jest teraz Paweł? Naprawdę ktoś myśli, że Hołownia to jakaś nowa jakość w polityce? Użyję słów pana Sławomira Mentzena: „XD”. Ufam bardziej Kamyszowi, który zmienia poglądy co kampanię, ale jednak jest taki swój ludowiec. Niestety spadają szanse na jego wejście do drugiej tury…

Co jeszcze? Słaby Biedroń… Tak, o tym też pisałem: „Biedronia nie lubię i żałuję, że nie startuje Zandberg… Potrzeba nam prawdziwego marksistowskiego kandydata, a nie jakiegoś celebryty”.

A najbardziej merytoryczny kandydat, czyli Bosak, szans nie zwycięstwo nie ma, ale może 10% przekroczy, co i tak będzie sukcesem. Przypomnę: „Najbardziej jednak to bym chciał, żeby prezydentem został Bosak. Mówcie, co chcecie, ale obecnie jest najbardziej merytorycznym kandydatem. Ma swoje stałe poglądy i przekonania. Ruch Narodowy zrobił tutaj wielki postęp. Przecież pięć lat temu kandydatem był Marian Kowalski… Przypomnijcie sobie jego spoty i główne hasło wyborcze: »Prezydent nie może być pierdołą«”.

Na tym będę kończył moje nieudane dywagacje. Jeśli będziesz chciał mnie krytykować (proszę zrób to), to przeczytam ci wiersz Tuwima „Do krytyków”: „A w maju / Zwykłem jeździć, szanowni panowie, / Na przedniej platformie tramwaju! / Miasto na wskroś mnie przeszywa! / Co się tam dzieje w mej głowie: / Pędy, zapędy, ognie, ogniwa, / Wesoło w czubie i w piętach, / A najweselej na skrętach!”.

I tak, jak napisałem tam gdzieś wyżej. Głos ludu jest głosem Boga. Każdy okres potrzebuje swojej władzy. Minęło pięć lat rządów Andrzeja Dudy. Tak, potrzebowaliśmy tych rządów. Potrzebowaliśmy ich, aby zobaczyć, co jest dla nas ważne. Dla kogoś będzie to teraz oznaczać potrzebę zmian, dla kogoś innego obronę statusu quo.

A ja, szanowni panowie, pojadę na przedniej platformie tramwaju…

Szymon Szurlej