Strona główna > Aktualności > Polityka > TVN da sobie radę

TVN da sobie radę

turned-on flat screen television
Czas czytania: 5 min.

Polska prawica ma duży kompleks względem mediów. Gdy po roku 1989 kształował się nowy ład prasowy, żadnemu z liczących się środowisk prawicowych nie udało się zbudować trwałego projektu, który cieszłyby się zaufaniem odbiorców. Więcej – do 2015 roku jedynymi mediami strony konserwatywnej były nieliczące się tygodniki w stylu „Gazety Polskiej” i „Sieci” czy Telewizja Republika, której udziały w rynku były w granicach błędu statystycznego. Ludzie prawicy czuli się w III RP marginalizowani, wypychani poza nawias, wobec tego nie dziwi fakt, iż temat ten budzi wśród nich frustacje i, co ważniejsze, chęć swego rodzaju wyrównania rachunków wobec „mainstreamowych” mediów, których symbolami stały się „Gazeta Wyborcza” i TVN.

Jednym z najbardziej prominentnych przedstawicieli środowiska żądnego zemsty jest Jarosław Kaczyński. Prezes PiS ani nie potrafi mediami zarządzać – o czym świadczy historia „Tygodnika Solidarność” – ani nie ma za wiele szacunku dla niezależności dziennikarzy. Patrząc na ostatnie lata, ze świecą szukać wywiadów, których Kaczyński udzieliłby mediom niesprzyjającym PiS-owi. O tym, co zrobił z Telewizją Polską, już nawet nie wspominam.

Naturalne więc, że w ramach domykania systemu podnosi on rękę na TVN. Robi to, jak zwykle, drogą okrężną, ale i bezwstydną. Oto bowiem wnioskodawcą nowelizacji ustawy o Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji został poseł Marek Suski. Ten sam, który w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” przyznał, iż za wzór rzetelności uznaje TVP pod kierownictwem Jacka Kurskiego. Ten sam, który został niedawno przewodniczącym Rady Programowej Polskiego Radia.

Sama nowelizacja ta zakłada, że: „koncesja [umożliwiająca nadawanie na terenie Polski – red.] może być również udzielona osobie zagranicznej, której siedziba lub stałe miejsce zamieszkania znajduje się w państwie członkowskim Europejskiego Obszaru Gospodarczego, pod warunkiem, że osoba taka nie jest zależna (…) od osoby zagranicznej, której siedziba lub stałe miejsce zamieszkania znajduje się w państwie niebędącym państwem członkowskim Europejskiego Obszaru Gospodarczego”.

W uzasadnieniu projektu czytamy, że ma on służyć ochronie bezpieczeństwa państwa. Jakie zatem zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski stanowi amerykańska Grupa Discovery? A biorąc pod uwagę narrację PiS-u, jakoby USA były naszym najważniejszym partnerem, oraz zasadę, że prawo nie działa wstecz – wychodzi kompletny absurd.


TVN to swoiste dziecko III RP, jedno z najważniejszych mediów, które w tym czasie powstały. Koncept budowany od zera przez tych mających za sobą mniejsze lub większe doświadczenie, i tych początkujących, którzy pod okiem pierwszych uczyli się zawodu. Początki działalności tej stacji opisał Tomasz Lis w swojej autobiografii pt. „Historia Prywatna”: „Mijały kolejne miesiące, oglądalność szła trochę w górę, jednak zdecydowanie za mało. Przy takim wzroście nakłady nie miały najmniejszych szans się zwrócić. Wiadomo było, że cierpliwość właścicieli stacji będzie poddawana coraz cięższej próbie. Wydatki rosły bowiem potężnie, a efekty były mizerne”.

To był rok 1997, niedługo po tym, jak 3 października ukazało się pierwsze wydanie „Faktów”. Jak dalej opisuje Lis, mimo niepokoju okazało się, że raczkujący zespół nie do końca wiedział, jak należy odczytywać słupki oglądalności. „W efekcie porównywaliśmy oglądalność z deszczowego końca kwietnia z nieprawdopodobnie ciepłym początkiem maja, i to z długim weekendem, gdy publiczność zawsze dość masowo odpływa sprzed telewizorów. Teoretycznie niewielki wzrost był więc wzrostem imponującym, bo bez zmiany godziny [nadawania głównego wydania – red.] bylibyśmy nie na poziomie 3,3, ale 1,3 proc.” – pisze ówczesny szef redakcji „Faktów”. Szef, który niedługo potem musiał zmierzyć się z kolejnym „problemem”. Niecałe cztery lata później wystartowała bowiem TVN24 – pierwsza w Polsce telewizja informacyjna. Doszło więc do sytuacji, w której w ramach jednej firmy działały dwie niezależne od siebie redakcje informacyjne, co – wiadomo – musiało rodzić pewne napięcia. Udało się je jednak jakoś zneutralizować, a sama TVN24 odniosła niebywały sukces.

I tak dochodzimy do roku 2021, w którym to wygasa koncesja TVN24. Mimo że do września czasu zostało niedużo, nadal nikt się nie kwapi, by ją przedłużyć. Gdy dodamy do tego wspomnianą nowelizację ustawy o KRRiT, to rysuje nam się klarowny obraz.

Nie uważam oczywiście, że TVN to telewizja bez skazy. Raz – takich mediów nie ma; dwa – wszystkie tego typu instytucje podlegają różnego rodzaju naciskom: i tym biznesowym, i tym w jakimś sensie politycznym. Poza tym, co tu dużo mówić, dziennikarze to też ludzie, którzy mają swoje sympatie i antypatie. Niemniej nie powinny być one zanadto widoczne podczas prowadzenia programu, a wiemy, że i takie przypadki się zdarzały. Przykład? Gdy Lewica dogadała się z premierem Morawieckim w sprawie głosowania nad ratyfikacją Funduszu Odbudowy, posłanka Beata Maciejewska, reprezentująca właśnie tę formację, była gościnią Andrzeja Morozowskiego w programie „Tak jest”. Redaktor Morozowski niemalże krzyczał na polityczkę, dziwiąc się, dlaczego Lewica nie chciała – wraz z Koalicją Obywatelską – dokonać próby obalenia rządu poprzez głosowanie przeciw.

Takie ewidentne przekroczenia granicy są jednak incydentalne. Co ciekawe, niektórzy prowadzący podlegają krytycy również z drugiej, antypisowskiej, strony. Ileż to razy czytałem na Twitterze rozmaite obelgi pod adresem Marcina Mellera (autora słynnej już frazy: „Nie straszcie PiS-em”) czy Konrada Piaseckiego, którzy albo zapraszali do swoich programów tych złych symetrystów (Meller), albo zadawali trudne pytania, czyli biorąc pod uwagę rolę dziennikarza: naturalne i normalne (Piasecki). Krytyka ta jest zupełnie niesłuszna i tylko dowodzi temu, że wyżej wymienieni prowadzący dobrze wykonują swoją pracę.


TVN da sobie jednak radę. PiS ma to do siebie, że lubi „dawać świadectwo” i ogłaszać wielkie plany, z których potem i tak nic nie wychodzi. Pamiętacie 2018 rok i nowelizację ustawy o IPN? Bezprawne wybory kopertowe Jacka Sasina? A podatek od reklam? No właśnie. W przypadku tzw. lex TVN wydarzy się najpewniej to samo, co przy okazji tego ostatniego, a więc Jarosław Gowin – dysponujący jeszcze kilkunastoma szablami – popsuje Kaczyńskiemu zabawę. Porozumienie przedstawiło poprawkę, wskutek której kraje OECD (czyli m.in. USA) zastąpiłyby Europejski Obszar Gospodarczy. Przepis ten nie dotknąłby wówczas Grupy Discovery.

Gowin oczywiście robi to z powodów czysto pragmatycznych – posłowie i posłanki Porozumienia mają zakaz wstępu do telewizji Jacka Kurskiego, więc w mediach funkcjonują tylko dzięki m.in. Radiu TOK FM czy właśnie TVN24. Również Konfederacja wypowiadała się o tym projekcie chłodno, choć po jej narodowej części spodziewać się można wszystkiego.

Oby zatem zły scenariusz się nie ziścił, a czarne plansze z protestu „Media bez wyboru” nie stały się rzeczywistością.

Autor

  • Licealista. W przyszłości marzy o pracy dziennikarza. Pisze również do "Gazety Młodych", lokalnego dodatku do "Gazety Wyborczej". Wstaje codziennie o szóstej rano. Nawet jak nie musi. Czyta gazety. Wyczulony na punkcie homofobii i antysemityzmu.