Strona główna > Aktualności > Polityka młodzieżowa > Strajk kobiet, czyli obalmy PiS

Strajk kobiet, czyli obalmy PiS

Czas czytania: 5 minuty

Strajki kobiet – każdy, kto mieszka w większym mieście czy nawet w średniej wielkości miasteczku, na pewno słyszał hasła takowego protestu zza otwartych okien. I nawet jeśli nie był bezpośrednio zainteresowany tematem, to siłą rzeczy niemalże każdego wieczoru słyszał maksymy w stylu: „wolność, równość, rewolucja”, „myślę, czuję, decyduję” oraz te bardziej niecenzuralne, których tutaj nie wymienię. 

Owe „spacery” miały miejsce na przełomie października i listopada, kiedy to do Trybunału Konstytucyjnego został złożony wniosek o zakaz aborcji, ale nie całkowity – tylko z niektórych powodów. Cała sytuacja odbiła się echem i jestem pewna, że takiego odzewu partia rządząca się nie spodziewała.

Teraz, pod koniec listopada, cała sprawa trochę ucichła, ale myślę, iż jest to temat na tyle ważny, że należy o nim nadal rozmawiać. Dlatego postanowiłam przeprowadzić „mini-wywiady” z osobami z mojego otoczenia. Z niektórymi rozmawiałam przez ponad godzinę, a inni przedstawili temat bardzo surowo, mieszcząc się w zaledwie kilku zdaniach.

Basia, lat 18

„Zdecydowanie popieram strajki kobiet. Uważam, że jest to konieczność, by w tej sytuacji wyjść na przeciw władzy i pokazać, że chcemy mieć własny wybór. Dlaczego ktokolwiek miałby podejmować za nas decyzje? Za cel postawiłam sobie przede wszystkim walkę o wolność. To, czy strajk wpłynie na decyzje władz, okaże się w przyszłości, ale mogę śmiało powiedzieć, że na pewno uświadomił on pewną rzecz milionom Polek i Polaków – musimy pokazać wspólną siłę teraz, aby w przyszłych latach móc cieszyć się wolnością czynu i słowa”.

Adrian, lat 18

„Nie jestem ani za, ani przeciw. Po prostu nie dziwię się, że kobiety wyszły na ulice i rozumiem je. Nie jestem za, ponieważ demonstrujące nie robią nic dobrego, a tylko miejscami wprowadzają bałagan (między innymi petycją o zmianę nazwy ronda w Warszawie na rondo imienia strajku kobiet). Z drugiej jednak strony rozumiem złość i zdenerwowanie, bo jest im odbierane prawo głosu i decyzji o swoim ciele. Nie, nie uczestniczyłem w strajku i nie mam nigdy zamiaru (chyba, że po stronie porządkowej – wtedy tak). Myślę, iż strajk przyniósł więcej złego niż dobrego”.

Filip, lat 22

„Jak najbardziej, popieram strajk kobiet, nawet pomimo tego, że jestem raczej przeciwnikiem aborcji. Każdy jednak ma swoje sumienie i każdy powinien sam podejmować takie decyzje. To nie powinno być narzucone z góry. Cieszę się też, że poza głównym postulatem strajk stał się również po prostu antyrządowy. Poza tym zakazywanie czegoś nie powoduje, że tego nie ma, a po prostu powstaje podziemie, a ludzie i tak robią swoje. Jako efekt można potraktować wzrost świadomości ludzi na temat tego, co rząd robi za ich plecami i jak bardzo jest to podłe”.

Kacper, lat 19

„Myślę, że w tej sprawie powinien być zachowany pewien kompromis, który nie narusza moich wartości, ponieważ bliżej mi do prawej strony barykady. Dowolnej aborcji się sprzeciwiam, ale kiedy genetyka płata figle, powinien mimo wszystko być wybór. Według mnie to duży błąd ze strony rządu, że w obliczu doby koronawirusa złożyli wniosek do TK o tak delikatną sprawę. To była najgorsza decyzja przedstawicieli władzy, jaką mogli teraz podjąć – było do przewidzenia, że ludzie wyjdą na ulice. Jeżeli takie jest orzeczenie TK, to jest to interpretacja Konstytucji, a jedyną drogą, aby ją zmienić, byłaby zmiana samej Konstytucji, co w obecnych czasach wydaje się być konieczne”.

Henryk, lat 18

„Sama idea strajku, skupiająca się tylko na aborcji, była zrozumiała, niestety strajkujący, wychodząc, pokazali tylko nienawiść, brak zrozumienia, dezinformację i brak kultury. Uważam aborcję za jeden z najgorszych czynów, jakie może popełnić człowiek, bo jest to zabranie szansy na życie, ale z drugiej strony to kobieta powinna decydować, co stanie się zarówno z nią, jak i jej dzieckiem. Według mnie, jedynymi efektami strajku było podzielenie ludzi oraz zniechęcenie społeczeństwa do siebie nawzajem”.

Patryk, lat 19

„Ten strajk był nam potrzebny. To dopiero początek i demonstracja, do czego lud jest zdolny, jeśli się go ogranicza, a tak się dzieje w dzisiejszych czasach. Tutaj nie chodzi tylko o kobiety, ale o wszystko, bo prędzej czy później nasz rząd będzie się posuwał dalej. Niestety strajki nie dały dużo. Uczestniczyłem w jednym i policja łapała ludzi tylko wtedy, gdy odchodzili od tłumu, tchórze! Najbardziej zdenerwowało mnie to, że osoby palące, niebiorące udziału w strajku, nie dostały mandatu za niezałożenie maseczki. Natomiast osoba strajkująca, która zdjęła na chwilę maseczkę, od razu dostała reprymendę od władz. Gdzie tutaj równość? Wszyscy to wszyscy. Wracając do kobiet, mimo że jestem wierzący, to stwierdzam, że każdy powinien mieć wybór”.

Łukasz, lat 16

„Popieram strajk kobiet. Uważam, że to skandal, że nie doszło do jakichkolwiek konsultacji, dialogu społecznego – rządzący nie chcieli wysłuchać narodu, tylko po cichu posłużyli się TK. Strajki jako takie nie przyniosły efektów- z dwóch powodów: nieudolność organizatorów i postulaty strajku. Dymisja rządu była niejako symbolem strajków, ale nie można zdymisjonować rządu w trakcie pandemii. Gniew w ludziach można byłoby zagospodarować i przetworzyć w konkretne, racjonalne postulaty. Wyrok na kobiety jest początkiem końca PiS-u i kościoła katolickiego w oczach młodych”.

Powyższe wypowiedzi są odpowiedziami na zadane przeze mnie trzy pytania; każda osoba otrzymała ten sam zestaw. Oczywiście, w miarę rozwoju i kierunku, w jakim nasza rozmowa się rozwijała, modyfikowałam nieco ich formę, jednakże w pierwotnej wersji brzmiały one tak: „Czy jesteś zwolennikiem, czy opozycjonistą strajku kobiet? Dlaczego jesteś za/przeciw? Czy myślisz, że strajk przyniósł jakiekolwiek efekty?”.

Można się domyśleć, że moi rozmówcy posiadają odmienne upodobania polityczne. Basia, Łukasz i Patryk są, jak to kiedyś określił Krzysztof Lepczyński, ,,lewakami”. Filip to centrowiec, natomiast pozostali – prawicowcy. Co dziwne, wszyscy (w większym lub mniejszym stopniu) popierają strajk kobiet. Najbardziej zaskoczył mnie Kacper, którego uważałam za zagorzałego zwolennika ,,pro-life”! Dzięki długiej rozmowie z nim zrozumiałam, że czasem warto posłuchać kogoś propagującego działania politycznie skrajnie różne od moich!

Z niektórymi znajomymi zgadzam się w 100%, z innymi tylko w pewnej części. Nie zmienia to jednak faktu, że z każdym przeprowadziłam intrygującą debatę, co pozwoliło mi nie tylko usłyszeć ich zdanie na temat tak delikatny, ale również zmienić własne postrzeganie poglądów innych tylko poprzez pryzmat partii, na którą głosują lub, tak jak w przypadku Łukasza, głosować dopiero będą. Ten artykuł byłby niekompletny, bez charakteru, gdybym – jako autorka – nie przedstawiła własnego punktu widzenia.

Mówiąc krótko i zwięźle – według mnie, strajki kobiet niejako przybrały formę sprzeciwienia się obecnej władzy. Oprócz tego, że głównym zamysłem protestów była chęć pokazania, że nie można za plecami obywateli decydować o sprawie takiej rangi, przekształcił się on w ogólnopolski sprzeciw, bo w samych manifestacjach uczestniczyły zarówno kobiety, jak i mężczyźni, którym nie podobało się odebranie pewnego prawa Polkom. Obecnie strajki kobiet nie są organizowane. Nie znaczy to jednak, że złość i wzburzenie w sercach Polaków wygaśnie. Polacy, jak to Polacy – zawsze będą walczyć o swoje.