Jak powszechnie wiadomo, Bałkany są rejonem, którego chwiejność, wywołana rozrzedzeniem etnicznym i religijnym, jest w stanie wywołać gorączkę u dużej części świata. Po pokoju w Dayton, wieńczącym rozpad Jugosławii, uwierzyliśmy, że ten kompromis pomoże trwale złagodzić napięcie. Niestety, na co wskazują niedawne wydarzenia, przekonanie to okazało się błędne; Bałkany, w głównej mierze za sprawą Serbów, znowu wrą.
Milorad Dodik, czyli jak zbijać polityczny kapitał na podżeganiu do konfliktu
To właśnie za sprawą tego polityka, będącego przewodniczącym SNSD, czyli partii mającej większość w parlamencie Republiki Serbskiej, zauważyć można zdecydowaną destabilizację sytuacji w kraju. Promowane przez niego i jego partię stopniowe wycofywanie się spod wpływów rządu centralnego, zdecydowanie nasiliło się pod koniec ubiegłego roku.
To wtedy zostały ogłoszone plany wycofania serbskiej części z trzech głównych urzędów państwowych – armii, systemu podatkowego i sądowniczego. To ostatnie spełnione zostało 10 lutego tego roku, kiedy to parlament przegłosował ustawę oddającą w ręce władz lokalnych kwestię wybierania sędziów i prokuratorów, co w dłuższej perspektywie oznacza wycofanie Republiki Serbskiej spod federalnej jurysdykcji. Pomimo że działanie to nie jest nielegalne, większość analityków jest zgodna, że jeśli konkretniejsze kroki w stronę naprawienia sytuacji nie zostaną podjęte, będzie to oznaczało powolny koniec Bośni i Hercegowiny.
Taka wizja byłaby spełnieniem marzeń dla partii rządzącej Republiką Serbską, czego zresztą jej przewodniczący nie ukrywa. Po zapoznaniu się z wypowiedziami jej członków, twierdzących, że idea istnienia Bośni i Hercegowiny już się wyczerpała, jedyną drogą dla serbskiej części jest dołączenie do tej ze stolicą w Belgradzie, a także tych otwarcie nieuznających masakry w Srebrenicy za ludobójstwo lub negujących to wydarzenie, ich cel staje się jasny. Jednak to , co podgrzało atmosferę w kraju najbardziej, miało miejsce 9 stycznia w Banja Luce (stolicy Republiki Serbskiej) – to wtedy odbyły się obchody „Dnia Republiki Serbskiej”; właśnie tego dnia, równo 30 lat wcześniej, bośniaccy Serbowie proklamowali swoje własne państwo. To od tego wydarzenia liczy się początek wojny w Jugosławii, w której życie straciło ponad 100 tysięcy ludzi, a wywołana przez nią społeczna trauma jest widoczna gołym okiem po dziś dzień. Obchody tego święta według bośniackiego prawa są nielegalne, ze względu na połączone z nimi okazywanie poparcia dla czynu, który wywołał krwawą wojnę.
Kryzys staje się na tyle poważny, że według źródeł agencji Reuters, Unia Europejska rozważa nałożenie sankcji gospodarczych na Republikę Serbską i partię Dodika. Miałoby to za zadanie powstrzymać decydentów w Republice Serbskiej od kontynuowania swoich działań, dążących do oderwania serbskiej części od reszty kraju. Niestety, biorąc pod uwagę szerszy kontekst i potencjalne następstwa takiej decyzji, może to nie być dobra decyzja.
Serbia we wschodnich objęciach
Unia Europejska, jak każda potęga, potrzebuje rozwoju. Po przyjęciu w swoje szeregi Chorwacji w 2013 r., jej ekspansja jednak się zakończyła. Następnymi w kolejce do przyjęcia do grona Wspólnoty miały być pozostałe kraje bałkańskie – to jednak nigdy nie nastąpiło. Powodów ku temu można szukać w różnych aspektach. Czy to zniechęcenie Unii po problemach z Rumunią i Bułgarią, czy to zdecydowane niespełnianie unijnych norm przez rzeczone kraje, czy to problemy etniczne i ryzyko destabilizacji (serbskie roszczenia wobec Kosowa)? Z dzisiejszej perspektywy jednak te pobudki zaczynają tracić na znaczeniu. Jasnym staje się, że nienawiązanie maksymalnych możliwych relacji z Bałkanami, może kosztować Brukselę bardzo dużo.
Wycofanie się Unii wywołało w Serbii, największym kraju Bałkanów, poszukiwania innego, równie korzystnego partnera. Niefortunnie dla Europejczyków, Belgradowi ta misja się powiodła.
Aktualnie Serbia, nie licząc kilku krajów afrykańskich, utrzymuje najbliższe relacje z Chinami ze wszystkich na świecie. Tutaj również Chińczycy prowadzą podobną, niemalże kolonizacyjną politykę. Chińskie firmy prowadzą na serbskiej ziemi szeroko zakrojone inwestycje, jak chociażby fabryka opon Ling Lang, której budowa będzie opiewać na 900 mln dolarów (niemal 2% całego serbskiego PKB).
Ogromne chińskie inwestycje spowodowały, że według danych dla trzeciego kwartału 2021 roku serbskie PKB rośnie w tempie 7.5% względem poprzedniego roku. Jest to oszałamiający wynik, biorąc pod uwagę, że w Unii Europejskiej jedynie Irlandia i Estonia mogą się poszczycić lepszym wynikiem.
Co ciekawe, Chińczycy w Serbii przepychają również niektóre moralnie wątpliwe projekty. Jednym z nich jest implementacja w Belgradzie wywołującego wiele kontrowersji chińskiego systemu monitoringu, wyposażonego w rozbudowany mechanizm rozpoznawania i zapamiętywania twarzy.
Bałkany a sytuacja w Europie
Biorąc pod uwagę fakt, że Bałkany znajdują się w bezpośrednim sąsiedztwie Unii Europejskiej, ich stopniowa destabilizacja i oddalanie się od zachodniej strefy wpływów, są dla Brukseli porażką. Obecna sytuacja na Ukrainie, a także coraz bardziej widoczna destabilizacja sytuacji na świecie pokazuje, że sytuacja ta jest dla Unii nie tylko kompromitacją wizerunkową, ale też rzeczywistym zagrożeniem. Bałkańskie kraje, jeśli zostaną oddane w ręce Rosji czy Chin, mogą im służyć za świetne narzędzie do szantażu, siania dezorientacji i chaosu (o analogicznej sytuacji w Ameryce Południowej pisałem tutaj).
Co intrygujące, niektóre serbskie akcje pozwalają żywić realną nadzieję na jej dołączenie do stałej europejskiej strefy wpływów. Jej prezydent, Aleksandar Vučić, dalej podaje dążenie do integracji z UE jako jeden ze swoich głównych celów. Niedawno również odbyło się referendum w sprawie zmiany systemu sądownictwa w kraju na bardziej demokratyczne i liberalne.
Daje to nadzieję na skuteczność ewentualnych europejskich działań. Jednakże, posługując się truizmem, żeby działanie było skuteczne, najpierw trzeba je podjąć. Nie mogą to jednak być działania takie jak wyżej wspomniane sankcje, jako że spowoduje to dalsze popchnięcie Serbii w stronę Chin i Rosji, co jest ostatnią rzeczą, jaka może przynieść Brukseli benefity. Można tylko żywić nadzieję, że najbliższe unijne obrady na ten temat – zaplanowane na 21 lutego – przyniosą adekwatne i wyważone akcje.
O autorze
Zafascynowany tym, jak właściwie działa świat, piszę (i mówię) o polityce międzynarodowej. Kierowany tym poczuciem zacząłem pisać artykuły do Kongresów już w lutym 2022 roku, a obecnie tworzę mój autorski podcast - Sprawy Uparcie Międzynarodowe.