Strona główna > Aktualności > Partnerzy > Sąd sądem…

Sąd sądem…

Czas czytania: 6 minuty

„Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie” – powiedziała Leonia Pawlak do swojego syna jadącego na rozprawę sądową, równocześnie podając mu granat. Ta scena z kultowego filmu „Sami swoi” nie straciła nic ze swej aktualności. Oczywiście w rozumieniu samego podejścia do kwestii prawa i poczucia sprawiedliwości (bo zapasy drugowojennych granatów stety/niestety szybko się skończyły; ewentualnie czekają na jakiś napad mafii, jak w Wilkowyjach). Świadczy o tym współczesne powiedzonko „zasady są po to, aby je łamać”. Już na pierwszy rzut oka widać, że świadomość i kultura prawna w naszym społeczeństwie nie jest powalająca. I choć mamy na to, moim zdaniem, przekonujące wytłumaczenie, którym jest doświadczanie przez dwieście lat (jak nie zabory, to dwa totalitaryzmy i dwa autorytaryzmy) prawa, które w głównej mierze tworzone było przeciw ludziom, to jednak pasowałoby coś z tą świadomością i kulturą prawną Polaków zrobić.

Pochylając się głębiej nad ww. cytatem, zastanówmy się, jaka dokładnie jest ta współczesna Leonia Pawlak. Przede wszystkim oddziela ona prawo, rozumiane jako przepisy wprowadzane przez władzę, od swojego wewnętrznego poczucia sprawiedliwości. I nie byłoby to nic nadzwyczajnego (w końcu w nauce też mamy rozróżnienie na normy moralne, na prawo naturalne i prawo stanowione), gdyby Leonia dążyła do tego, by to prawo stanowione było zgodne ze „społecznym poczuciem sprawiedliwości”. Wysoki poziom świadomości prawnej wymaga właśnie takiej postawy. Tymczasem my, w osobie Pani Pawlak, jesteśmy absolutnie pogodzeni z myślą, że prawo prawem, a sprawiedliwość to co innego. Czemu tak jest? Ano przede wszystkim „przez dwieście ostatnich lat Polki i Polacy” spotykali się z prawem, które w oczywisty sposób było niesprawiedliwe. Przegraną z wszelkimi podmiotami, za którymi stanęło owo niesprawiedliwe prawo, mogliśmy sobie osładzać tym, że jednak sprawiedliwość i racja (tylko taka lepsza, bo „moralna”) jest właśnie po naszej stronie. Tyle, że moralna nie musi mieć żadnego związku z racjonalną – dającą się dowieść logicznym rozumowaniem. Gdy opinia Pawlakowej na dany temat nic nie zmieniała (a tak było przynajmniej od wyczerpania zapasów materiałów wybuchowych), nie musiała być przy jej ferowaniu obiektywna. Mogła do woli kierować się własnym interesem bez próby postawienia się w tej samej sytuacji, tylko z drugiej, kargulowej strony. Zatem w momencie, gdy społeczeństwo odzyskało wpływ na stanowione prawo, mogąc wymusić ukształtowanie go zgodnie ze „społecznym poczuciem sprawiedliwości”, to poczucie straciło swój epitet, który został zastąpiony „pawlakowym”, „kargulowym” itd. Tak silnie zindywidualizowane, nieobiektywne i sprzeczne odczucia nie mogły być podstawą prawa.

Prawo utworzone w oderwaniu od wyobrażeń i opinii Pawlaków oraz Karguli (choć ankiety pokazują, że intuicyjne rozwiązania często są zgodne z literą prawa) jest dla nich wygodne. Pozwala im mieć poczucie racji nawet w momencie, gdy z przyczyn merytorycznych jej nie mają i w zależności od tego, po której stronie się obecnie znajdują, różnie oceniać tę samą sprawę. Jednak niesie to szereg negatywnych konsekwencji dla świadomości i kultury prawnej. Wciąż postrzegamy prawo jako narzucone przez władzę ograniczenia, a nie wypracowane atmosferze dialogu społecznego reguły. Stąd przyzwolenie na ich łamanie – należy jednak wspomnieć, że poziom legislacji i administracji publicznej nie jest tu bez winy; przepisy faktycznie często bardziej szkodzą niż pomagają. Takie postrzeganie prawa sprawia, że nie kierujemy się nim na co dzień, a tym samym nie mamy potrzeby choć umiarkowanej jego znajomości. Podobne skutki niesie ze sobą wyżej opisane zjawisko „sprawiedliwości pawlakowej”. Gdyby, tak jak powinno być normalnie, Pawlakom zależało, by to prawo przyznawało im rację w sporze, to chcieliby je znać i według niego postępować. Korzystaliby również z pomocy prawnej nie tylko w momencie, gdy już toczy się postępowanie przed sądem – a jest to objaw wysokiej kultury prawnej.

Wydaje nam się, że prawo powstało w oderwaniu od zasad od pokoleń w społeczeństwie funkcjonujących. Nie znamy go, nie kierujemy się nim w życiu, przez co wydaje nam się, że prawa w naszym codziennym życiu nie ma, że jest pojęciem odległym oraz abstrakcyjnym. Co w tym czasie robią Ci, którzy chcą rozbudzać w Polakach świadomość i kulturę prawną? Uważają, i tym przeświadczeniem konsekwentnie kierują się w swoich działaniach, że tego „oświecenia prawnego” społeczeństwa można dokonać, edukując o prawach człowieka i zapisach z konstytucji. Przecież lekcje WOS-u w głównej mierze właśnie na tym się opierają. Sporadycznie pojawiają się tam zagadnienia z prawa pracy czy prawa cywilnego. Czy takie działania nie utwierdzają w społeczeństwie abstrakcyjnego i nieżyciowego wizerunku prawa? Cóż nam po tym, że wiemy o zapewnionej przez konstytucję wolności przemieszczania się, prawie do bezpiecznych i higienicznych warunków pracy, urlopu, czy ochronie praw lokatorów, gdy każdej z tych gwarancji jest dołączone „określa ustawa” – zwrot znaczący „więcej niż tysiąc słów”. Narasta w nas frustracja, gdy nagle zakazuje nam się wychodzić z domu, pracodawca odmawia udzielenia urlopu, a w gazetach czytamy o brutalnych eksmisjach podczas których wyrzuca się ludzi, niejednokrotnie osoby starsze lub niepełnoprawne, na bruk. I wiemy, że łamie to nasze konstytucyjne prawa, a jednak powołanie się na artykuł 75 ust. 2 czy 52 ust. 1 na niewiele się zda. Trudno wtedy nie odnieść wrażenia, że prawo prawem, a życie życiem. Niestety, nie są to jedyne informacje, które przekazuje się społeczeństwu w ramach edukacji prawnej – zarówno tej w szkołach, jak i prowadzonej przez różne organizacje. O ile jeszcze może się zdarzyć, że wykorzystamy prawo lub wolność gwarantowaną przez konstytucję w życiu codziennym, o tyle wiedzy o tym ilu jest posłów, jaka jest procedura powołania Rzecznika Praw Obywatelskich, czy kadencja prezydenta już z pewnością nie użyjemy. Oczywiście, są to informacje, które społeczeństwo obywatelskie powinno posiadać, tylko czy nie próbujemy zrobić z Leonii obywatela nie zauważając, że żeby zainteresować ją tym, jak wybiera się parlamentarzystów należy pokazać, iż efekt ich pracy – prawo, jest czymś, co można z powodzeniem wykorzystać we własnym interesie?

Dlatego edukacja prawna Polaków powinna polegać na pokazaniu, iż z prawem stykamy się na co dzień, a więc nie jest ono pojęciem odległym i abstrakcyjnym oraz, że jest ono doskonałym narzędziem do ochrony własnych interesów, własnej racji. Przykładem takich właśnie „życiowych” przepisów jest art. 556 kodeksu cywilnego albo 27 ustawy o prawach konsumenta. Pierwszy z nich pozwala nam reklamować wadliwy produkt niezależnie od tego, czy sprzedawca oferuje na niego gwarancję. Znajomość tego przepisu docenimy za każdym razem, gdy nie damy się oszukać wywieszkom „po odejściu od kasy reklamacji nie uwzględniamy”. Drugi pozwala nam odstąpić od umowy zawartej na odległość, czyli upraszając np. zwrócić towar kupiony przez Internet; gdy wybraliśmy najtańszy sposób dostawy, to również koszty przesyłki będą spoczywały po stronie przedsiębiorcy. Pokazując, że prawo jest naprawdę przydatne, zachęcimy do jego poznawania, a następnie do korzystania z niego, w czym pomocni mogą się okazać prawnicy – rośnie zatem kultura prawna społeczeństwa. W momencie, gdy kształt prawa przestanie być Polakom obojętny – bo przecież będą go już znać i stosować, zaczną śledzić i oceniać jego zmiany – budując tym samym swoją świadomość prawną, a stąd już prosta droga do chęci odziaływania na organy; to prawo stanowiące i stosujące, do czego najlepszym narzędziem będzie demokracja i społeczeństwo obywatelskie.

Rys. “wPRAWIEni”

Chcąc, poprzez inną niż dotychczas edukację prawną, budować świadome społeczeństwo, objęliśmy jako stowarzyszenie swym patronatem projekt małopolskiej młodzieży pn. „wPRAWIEni”. Starają się oni budować kulturę i świadomość prawną wśród rówieśników właśnie poprzez pokazywanie praktycznych oraz ciekawych aspektów prawa. Zachęcamy serdecznie do odnalezienia ich w mediach społecznościowych.

Szymon Wincenciak

Stowarzyszenie Demokracja w Praktyce

członek zespołu „wPRAWIEni”

Autor