Strona główna > Aktualności > Publicystyka > Quo vadis, Polsko? VII

Quo vadis, Polsko? VII

people walking in front of multicolored buildings

Miłosz Warchoł dla Kongresów

„Dajcie Polakom rządzić, a sami się wykończą” miał niegdyś powiedzieć kanclerz II Rzeszy Niemieckiej – Otto von Bismarck. Dziś łatwo odnieść wrażenie, że do takiego stanu nam niedaleko. Polska jest podzielona niemal równo na pół. Zwolennik partii rządzącej, sympatyk opozycji. Heteroseksualista, homoseksualista. “Lewak” i “faszysta”. Wykształcony miastowy lub mieszkaniec wsi z wykształceniem podstawowym. Taki rozłam i narastanie stereotypów widać szczególnie od kilku lat.  Warto więc sobie zadać pytanie, dlaczego tak się dzieje.

Starożytne rzymskie przysłowie “divide et impera” oznacza “dziel i rządź”.     W historii świata sprawdziło się niejednokrotnie, zatem użycie tej metody powinno być czymś naturalnym dla elity politycznej, która ucieka się do praktyk niedemokratycznych. Współczesna nam Polska nigdy jeszcze nie doświadczyła społecznej dysharmonii na dużą skalę, ponieważ istniały pewne święte i nienaruszalne standardy. Wraz ze zdobyciem samodzielnej większości w Sejmie przez Prawo             i Sprawiedliwość, pycha zwycięstwa popchnęła je ku upadkowi. Miejsce debaty zajęła dyscyplina partyjna, a zamiast stanowienia dobrego prawa pojawił się legislacyjny pośpiech. Rządy większościowe pozwoliły na przejęcie kluczowych dla funkcjonowania państwa instytucji – Trybunał Konstytucyjny, Sąd Najwyższy          (w drugiej kadencji), Prokuratura, Rzecznik Praw Dziecka czy Telewizja Polska. Zwłaszcza to ostatnie wiedzie prym w dzieleniu społeczeństwa i jest niczym respirator dla poparcia PiS. W 2018 roku aż 37% gospodarstw domowych z dostępem do TV, korzystało wyłącznie z telewizji naziemnej*. Zawiera ona w sobie tylko 29 kanałów, wśród których TVP stanowi trzon. Nie znajdziemy tam TVN24 czy Polsat News. Łatwo więc zauważyć kluczową rolę telewizji publicznej w kreowaniu przekazu medialnego wśród Polaków. Początkiem 2016 roku ruszyła machina propagandowa. Dalsze losy rządowych już mediów znamy: ataki na prezydenta Gdańska – Pawła Adamowicza, szkalowanie WOŚP, partii opozycyjnych, mniejszości czy aktywny wręcz udział w każdej kampanii wyborczej, zwłaszcza prezydenckiej. Nacechowane emocjonalnie “paski”, nieobiektywne wypowiedzi oraz przeinaczone fakty szybko stały się znakiem firmowym telewizji państwowej. 

Polacy zostali podzieleni na gruncie obyczajowym. Modelowym wręcz przykładem takiego zagrania są wybory do Parlamentu Europejskiego w 2019 roku. Wówczas ataki na mniejszości seksualne przybrały największy rozmach. Skutek tego był taki, że ugrupowania opozycyjne (zwłaszcza Koalicja Europejska oraz frakcje lewicowe) zajęły się głównie tematami obyczajowymi, rzadziej eksponując program    i konstruktywnie budując poparcie. Z perspektywy przeciętnego wyborcy niezbyt zainteresowanego polityką, mogło to wywołać wrażenie, jakoby komitety te nie miały do zaoferowania nic innego, niż liberalizacja w sferze obyczajowej. W świetle problemów egzystencjalnych społeczeństwa, takich jak zadłużenie, trudność               z nabyciem mieszkania na własność, wysokie opodatkowanie czy wykluczenie komunikacyjne małych miejscowości, musiało to spowodować pozostanie dużej grupy wyborców w domach lub głosowanie właśnie na PiS. Jest to partia, której można wiele zarzucić, jednak cechowała się wtedy dużą skutecznością w sferze socjalnej. To był ich mocny argument. Opozycji zajętej głównie agendą obyczajową, zwyczajnie zaczęło tych argumentów brakować. Już kilka miesięcy później, partie opozycyjne bardziej eksponowały swój program i wartości, co doprowadziło do wygranej w Senacie oraz osłabienia partii rządzącej w Sejmie podczas wyborów parlamentarnych.

Apogeum podzielenia przypada na tegoroczne wybory prezydenckie, gdzie      w drugiej turze starli się ze sobą: Andrzej Duda popierany przez Prawo                        i Sprawiedliwość oraz Rafał Trzaskowski popierany przez Koalicję Obywatelską. Ubiegający się o reelekcję porównywał społeczność LGBT do bolszewików, przy czym wtórowali mu partyjni koledzy, a politycznych oponentów z czasów rządów PO-PSL określał mianem gorszych od koronawirusa. Przed drugą turą obaj kandydaci nie potrafili stanąć do wspólnej debaty – głównie za sprawą TVP, która nie zgodziła się na takową pomimo chęci kilku innych stacji telewizyjnych. W toku samej kampanii zostało też zarejestrowanych kilka ataków na zwolenników kandydata opozycyjnego za sam fakt wywieszenia jego plakatów. Liczby głosów                           i charakterystyka wyborców dobrze oddają społeczną dysharmonię. Na Andrzeja Dudę głosowało 10,5 mln osób, głównie z małych miasteczek i wsi. Na Rafała Trzaskowskiego 10 mln osób, przeważnie z dużych miast.

Jest jednak dla Polski nadzieja. W trudnej, pandemicznej sytuacji, Trybunał Konstytucyjny orzekł o niezgodności z ustawą zasadniczą możliwości dokonania aborcji ze względu na wady płodu. Ta decyzja wyprowadziła na ulice setki tysięcy demonstrantów, ponieważ zachodzi prawdopodobieństwo wywierania nacisków politycznych na Trybunał. Z dnia na dzień poparcie dla PiS stopniało pomimo wysiłków państwowej telewizji. Elektorat centroprawicowy zaczął się wykruszać. Akty oporu można było dostrzec także w małych miejscowościach, zatem jest szansa, że uda się pewną oś sporu zamknąć i w przyszłości scalić ponownie nasz naród. Już dziś – z okazji Święta Niepodległości – życzmy sobie tego jak najprędzej dla nas oraz przyszłych pokoleń.

 

*Informacja o widowni telewizyjnej w Polsce w 2018 roku. Zestawienia danych pochodzą z badania firmy AGB Nielsen Media Research. Analiza i opracowanie – Justyna Reisner, Departament Monitoringu, Warszawa 2019