Strona główna > Aktualności > Publicystyka > Quo Vadis, Polsko 2020? VI

Quo Vadis, Polsko 2020? VI

Borys Jakub Kopytnik dla Kongresów

Niezwykle ciężkim zadaniem jest odpowiedzenie na tytułowe pytanie, gdyż wymaga to spojrzenia na całą historię, by odszukać przyczynę każdego segmentu, który składa się na naszą sytuację. Dlatego zanim odpowiem na pytanie ”Quo Vadis?” (łac. Dokąd zmierzasz), zadam zgoła inne: ”Cur Ibi Vadis?” ( łac. Dlaczego tędy? ), bowiem tylko spojrzenie w przeszłość pozwoli wytłumaczyć i ocenić teraźniejszość, by przedstawić wizję jutra, czyli punktu, do którego jako kraj i społeczeństwo zmierzamy. 

I. Polacy nie odrobili pracy domowej!
Pierwszą część pragnę zatytułować nieco żartobliwie, ale czynię to z powagą bowiem, chyba każdy kto uczęszczał do szkoły, niezależnie od jej specyfiki, po elementarnej nauce historii potrafiłby wskazać główny motyw naszej historii – naszą narodową cechę, czyli pogoń za wolnością, bez spoglądania za siebie. Pogoń mimo ogromnej ceny, którą niejeden raz już płaciliśmy od 1795 roku, kiedy III rozbiór wymazał nas z mapy, poprzez dzieje Księstwa Warszawskiego, utworzonej namiastki państwa dzięki Cesarzowi Francuzów Napoleonowi, poprzez dzieje Królestwa Polskiego, którego korona spoczywała na skroniach Cara, aż do śmierci ostatniego przedstawiciela władców Rosji dynastii Romanowów – Mikołaja II. 

Przez lata, dekady, stulecia walczyliśmy o naszą wolność, nieważne czy stając jako I Rzeczpospolita Szlachecka do walki ze Szwecją, Rusią, Kozaczyzną, Turcją jak w XVII wieku, czy jako powstańcy, walcząc w trzech zaborach o nasze godne prawa, aż po odzyskanie Niepodległości w 1918 roku, by stracić ją już w 1939, kiedy to stanęliśmy znów do nierównej walki z III Rzeszą i ZSRR. Walczyliśmy całym sercem, walczyli nasi żołnierze, walczyli i zwykli cywile w powstaniach, by znów posiadać swoje własne państwo, które po 1945 roku zostało przywrócone, ale i obrócone w PRL, póki strajkami, ogromnym wysiłkiem całego społeczeństwa, jak nasi przodkowie nie wywalczyliśmy na powrót niezależności, której symbolem stała się III Rzeczpospolita Polska, wydawać by się mogło że wygraliśmy, zwyciężyliśmy. Jednak coś się złego dzieje z nami, w naszym własnym państwie, społeczeństwo nie jest szczęśliwe, walczy, znów walczy całym sercem, ale nie z najazdem, ale z samym sobą. 

Nie odrobiliśmy lekcji naszej własnej historii, dlatego przedstawiając poszczególne elementy które tworzą naszą rzeczywistość w roku 2020, postaram się je komentować, wskazując najlepiej jak tylko potrafię, przyczynę w historii naszego kraju, państwa, społeczeństwa i narodu.

II. O taczce łajna, maseczce, tęczy, wieszaku, wykrzykniku i złamanym groszu…

Rok 2020 okazał się trudny już na samym początku, lecz chcąc przedstawić genezę sytuacji w jakiej obecnie się znajdujemy, muszę przywołać wspomnienie, z kwietnia ubiegłego roku. 

Otóż rok 2019 dla mnie pamiętnym jest z powodu Strajku Nauczycieli (8 kwietnia – 27 kwietnia 2019 roku). Dlaczego on? Bowiem był pewnym zwiastunem tego co nas czeka. Urodziłem się w roku 2001, zatem naturalnym jest, że byłem rok temu uczniem, który pierwszy raz spotkał się z tym, że ogólnokrajowa sytuacja rzutuje na jego spokojne życie. Pierwszy raz doświadczyłem zamknięcia szkół, czyli sytuacji jaką mamy obecnie (choć z innego powodu). To był też pierwszy raz, kiedy realnie polityka wdarła się do mojej głowy. Moi nauczyciele, tak jak w całej Polsce, ruszyli do strajku, by wyrazić sprzeciw wobec polityki względem swojego zawodu, a także reformom które realizowała Pani Minister Zalewska. Pamiętam jak żył tym strajkiem każdy uczeń, nauczyciel, rodzic. Cały kraj. Był to pierwszy raz kiedy pewna grupa społeczna, stała się przedmiotem dyskusji, spotykając dwie reakcję – pozytywną i negatywną. Stając naprzeciw działaniom rządu, nauczyciele, chcąc nie chcąc, stali się grupą, która ucierpiała w oczach części społeczeństwa popierającej rząd, zarazem jednak będąc wspierana przez siły opozycyjne. Standardowy mechanizm, jednak cały ciężar ich decyzji spadł na nich. Dla nauczycieli był to ogrommy wysiłek, który przeniósł się na uczniów.


Cur Ibi Vadis… szkoło 

Polska edukacja jednak ma problemy od lat. Nie tylko od 2015 kiedy wybory wygrało Prawo i Sprawiedliwość. Wynika to po części z faktu, iż edukacja jest silnie uzależniona od państwa, mała swoboda sprawia, że każda zmiana w Sejmie, rzutuje na dzień w szkole. Ile było zmian podręczników? Ile obietnic poprawy warunków nauczania? Nic jednak realnie nie zmieniono, bawiono się nauczycielami i uczniami, zmieniano program z roku na rok, likwidowano już w historii i przywracano gimnazja, zawsze cierpieli nauczyciele, uczniowie i rodzice, a politycy zbijali banknoty. Za reformy… oczywiście pro bono publico. Wspominam o tym, bo właśnie to wydarzenie, ten Strajk, którego symbolem był czarny wykrzyknik na pomarańczowym tle, pokazał jak niebezpiecznym jest niezadowolenie jednej grupy społecznej, jak szkodliwa jest walka z nią, zamiast dyplomacji i poprawy sytuacji. Strajk ten pierwszy raz pchnął uczniów, pokolenie najmłodsze, do zainteresowania się polityką. 

Po krótkiej wycieczce do 2019, wróćmy do 2020, roku pandemii, lockdownu na świecie i w Polsce. 

Jak widać wspomniana likwidacja gimnazjum i tłok w liceach, nie pomagał przy zachowaniu dystansu, a decyzja w czasie okazała się fatalna. Uczniowie pamiętający strajk nie łudzili się, że 2 tygodnie wystarczą na zażegnanie problemu z epidemią, choć może wielu chciało. To trudny czas, kiedy odżył motyw ”dance macabre”, mieliśmy okazję poczuć jego namiastkę widząc lekarzy w kombinezonach, namiastkę tego co czuli ludzie widząc medyków w masce z ptasim dziobem podczas epidemii dżumy. Jednak okazało się, że to nie pandemii boi się większość ludzi… a obostrzeń i lockdownu, na który zdecydowała się władza, nie tylko w Polsce zresztą. Tu zaczął się problem, od wątpliwości natury prawnej co do wymierzania kar, tego co mówi Konstytucja, lecz prawdziwym ogniskiem tego co obecnie widzimy było jedno – wykorzystanie, moim zdaniem nieeleganckie, pandemii do sięgnięcia po ogromną władzę, nieograniczoną niemal. Ale do tego dojdziemy. 

Zacznijmy od tego, że lockdown odczuli wszyscy, osobiście żartowałem że próbowano zatrzymać czas, lub że ludzie funkcjonują, ale już nie żyją. Smutek nastał, zwłaszcza dla pewnej grupy… przedsiębiorców. Ich biznesy, które i tak mają ciężko w kraju wysokich podatków i śmiesznych zarobków, upadały, nie pomogła pompatyczna tarcza, jedna czy druga. To przedsiębiorcy piersi strajkowali przeciw obostrzeniom. Byli pierwszą tak liczną cywilną grupą od czasów wspomnianego strajku nauczycieli, którzy zerwali się na równe nogi, by skrytykować władzę. Szybko jednak to wygasło, mała grupa w morzu dyskusji politycznej i dalszej części wojenki władzy z opozycją, toczonej od 2015 roku ucichła. 

Cur ibi Vadis biznesie

Przedsiębiorcy mają ciężko w Polsce, mają też ciężką historię. Nasz kraj bowiem może w tej kwestii uchodzić za skansen Europy. Chłopów uwłaszczono na naszych ziemiach w latach 1808 – 1872. Dopiero! Podane daty są ogólne by nie męczyć czytelnika ramami każdego z zaborów, był to proces żmudny, tu służący za symbol, przez konserwatywnie feudalną demokrację szlachecką – mieszczanie nie mogli przerodzić się, jak na Zachodzie, w klasę średnią, która u nas rodziła się w czasie zaborów, bardzo szybko musząc mierzyć się z tendencjami socjalistycznymi, gdzie” burżuje” byli wrogiem numer jeden. Tak więc mieliśmy mało czasu, by stworzyć tradycję przedsiębiorstw, dodajmy dwie wojny światowe i zależność od komunistycznego mocarstwa, a zrozumiemy, że sama postać osoby przedsiębiorcy w Polsce ma ciężką historię od novum, poprzez wroga, po byt osobliwy. Sama państwowość nasza nigdy nie poradziła sobie ze stworzeniem kapitalistycznego, zrównoważonego systemu, gdyż lata socjalizmu oddały inicjatywę państwu, sektor prywatny spychając na dno. Dlatego właśnie strajk tej grupy nie był tak głośny, jednak jest jednym z kluczowych wydarzeń, bowiem to pierwsza grupa, która podniosła głos. 

Teraz wspomnijmy kampanię prezydencką, wybory 2020. Był to czas prawdziwej awantury która miała dwa podłoża:

– pierwsze to zawiłości pandemiczne, co do formy wyborów (klapa wyborów korespondencyjnych), problemy z podjęciem decyzji odnośnie terminu…

– drugie to podłoże ideologiczne; stojąca za dwiema decydującymi siłami, siłami konserwatywnymi – Zjednoczona Prawica i Konfederacja, oraz liberalnymi i lewicowymi – Platforma Obywatelska, Lewica. Każda wystawiła swojego kandydata, jednak nie bez powodu połączyłem te pary…

Jak wiadomo, Polska i jej społeczeństwo od lat podzielone są na pół między dwa decydujące obozy – PO i PiS, na zmianę niemal sprawujące w świadomości ludzi władzę. Od 2015 konflikt na tle politycznym eskalował, prowadząc do prawdziwego konfliktu społecznego. To jednak nie byłby taki problem, gdyby nie jeden fakt… obostrzenia wywołały dwie reakcję: część społeczeństwa zaakceptowała je, a część z nimi walczyła, co było problemem dla władzy, zwłaszcza gdy mowa o legalności jej działań. Opozycja, jak to zawsze bywa, musi by mieć prawo bytu, podsycać i kreować nastroje antyrządowe. Wobec tego władza, by wygrać wybory, zdecydowała się na krok niebezpieczny i szkodliwy społecznie. Nie będę mówić o charakterze partii, tylko pokażę jak ja to widzę… Otóż, by oprzeć się tak wielkiemu ruchowi i przejęciu tak dużej części niezadowolonej części społeczeństwa w elektorat opozycji, władza musiała zmobilizować swój żelazny elektorat. PiS, który uważa się za konserwatywny przestraszył ludzi, tworząc wizję, wdzierającej się do Polski, antynarodowej, ”ideologii LGBT”… ciężko mi o tym pisać, bo to temat tak bardzo już przemęczony. Moim zdaniem nic nie działa na wyborców jak strach, przedstawienie się jako konieczny obrońca; działa zbawiennie na poszukujących elektoratu. Tak więc wroga trzeba było znaleźć. 

Ale co o tym sądzę; z mojej wiedzy wynika, że LGBT to skrót symbolizujący: lesbijki, gejów, biseksualistów i transseksualistów, nic więcej. Nie jest to ideologia, a zbiorcze określeniu grupy społecznej, która identyfikuje się z inną orientacją niż heteroseksualizm, a więc LGBT to po prostu mniejszości seksualne. Każda orientacja posiada swój symbol i flagę, zaś zbiorowo symbolizuje je tęcza… niewinny symbol. Szkoda, że w Polsce stał się kojarzony u jednych dewiacją, wandalami, u drugich z płaczem, cierpieniem niewinnych, strefami wolnymi od ludzi, którzy się identyfikują inaczej niż heteroseksualiści. To wszystko było efektem brudnej gry obu frakcji, bo gdy PiS straszył tymi niewinnymi ludźmi, wręcz dehumanizował, jak się mawia czasami, bądź marginalizował, opozycja zabiegała o poparcie… dziwne, że nie zapewniła nikomu ochrony, gdy była u władzy. Awantura, w której ucierpieli niewinni ludzi, część naszego społeczeństwa, okazała się czymś strasznym. Zradykalizowała jeszcze bardziej jedną stronę i drugą. Zaś do grona przedstawicieli grup społecznych obok nauczycieli, przedsiębiorców dołączyła kolejna grupa społeczna. (Oczywiście, gdy podzielimy społeczeństwo na takie grupy, wszak każde się przenikają). Ja tylko pozwolę sobie na komentarz. 

”Chodziłem do szkoły za rządów PO, WDŻ uczyła mnie katechetka… Śmiać mi się zachciało, gdy rywalizując o fotel prezydenta, straszono wtargnięciem edukatorów, działaczy… Bowiem jakby to było możliwe w kraju, gdzie MEN, który mając pod sobą kuratoria kontroluje każdy temat lekcji, ma pod sobą konserwatywna partia.”
Oczywiście wielu podniesie argument, że to nasz kraj był symbolem tolerancji. Mają rację, bowiem u nas nie palono tysięcy ludzi na stosie, nie polowano na homoseksualistów (jedynie w latach komuny odbyła się akcja ”’Hiacynt” będąca akcją wywiadowczą), podobnie jak nasz kraj był kiedyś symbolem tolerancji religijnej – Zygmunt August, nasz król ostatni jagielloński, zadbał o to. Jednak to przeszłość, która nie sprawia, że w czasach teraźniejszych jest tak samo… Zmieniliśmy się nawet w ostatniej dekadzie, wracając do radykalnych ciągot i oceny na wiarę, nie rozsądek.

Wydawać by się mogło, że po kampanii nadejdzie ostudzenie atmosfery politycznej, jednak nie malały wątpliwości co do podstawy prawnej dokonywanych obostrzeń, których nie akceptuje część społeczeństwa. Co dziwne, wraz ze wzrostem niezadowolenia, wzrastają obostrzenia. Na domiar złego wzrasta liczba zachorowań, która dawno przekroczyła 10 000 przypadków dziennie. Tak więc cała Polska jesienią stała się strefą żółtą, aż z dnia na dzień strefą czerwoną. Trudno znaleźć osobę która bez emocji mówiłaby o następnym lockdownie. Prawdziwym jednak problemem okazało się to, że kontrola nad wydawaniem obostrzeń pozwala, niemal bez ograniczeń, manipulować życiem politycznym i społecznym. Ograniczenie liczby posłów, zdalne posiedzenia, które są nieefektywne, dodatkowo pogrzebanie szans na jakąkolwiek dyskusję społeczną lub, co za obostrzeniami idzie – kary za ich łamanie. Kluczowym jest jednak, że obostrzenia pozbawiają prawa do manifestacji lub przynajmniej je ograniczają. Wydaje się, że to bardzo nieetyczne zastosować takie kroki prawne, które mogą mieć poważne konsekwencje w odbiorze społecznym w takim czasie, a od początku pandemii tak właśnie się robi!

Wygląda na to, że rząd korzysta z obostrzeń by zmieniać prawo po swojemu, bez kontroli i ryzyka związanego z niezadowoleniem społeczeństwa. 

Jeszcze chwilę temu żyło się ”Piątką dla zwierząt”, która niosła za sobą likwidację branży futerkowej. Niezależnie od poglądów moich czy czytelnika co do kwestii futer, chyba każdy się zgodzi że likwidacja biznesu pod przymusem prawnym, w czasie pandemii, kryzysu jest szaleństwem. Dodatkowo pokazano, że z dnia na dzień można zdelegalizować pewien segment, co zatem chroni pozostałych? 

Rolnicy jako cała grupa odczuli zmiany prawne, zmiany w gospodarce zapoczątkowane przez rząd, zatem również wyruszyli na ulice, wjeżdżając traktorami do miast, a pod lokalami biur poselskich zostawiali taczki z łajnem, wymowny gest. To, co dziwi, to fakt że przecież obecna ekipa rządząca, do czasu zaprowadzenia ustawy, tak chwaliła się bliskością z rolnikami. Nie było wydarzenia, na którym politykom PiS objeżdżającymi kraj, nie towarzyszyłby poczet w strojach ludowych. Posługiwanie się symboliką folkloru chyba jednak nie pomogło. 

I myślałem wtedy, że to koniec. Że po zmianie jaką jest ”Piątka dla zwierząt” uspokoi się rząd i społeczeństwo, lecz dokonano czegoś tak nieeleganckiego, że ludzie nigdy tego nie zapomną.

22 października to Dzień Dziewczyny. Z tej okazji Trybunał Konstytucyjny ogłosił zmianę w postrzeganiu aborcji. Widmo zakazania aborcji poruszyło najważniejszą strunę – kobiety, które bardzo szybko, lekko wspomagane działaniami Lewicy i za zachętą PO, ruszyły na ulice. Ogromne manifestacje w całym kraju, jeśli ktoś taką nawiedził zauważył że obok transparentów związanych z tematem aborcji, widać, widać ogromne zmęczenie całego społeczeństwa. Maszerują mężczyźni, nastolatki, nie tylko kobiety. Ludzie mają już bowiem dość tego, iż ponad nauką stoi wiara; tego, że ponad rozsądkiem stoi interes partyjny, że ponad honorem, stoi reputacja. Myślę że nie było bardziej nieodpowiedniego momentu na takie orzeczenia TK. I nie było gorszej pory na manifestację dla rządu.

Sama kwestia aborcji, jest niezwykle delikatna, osobiście jestem tu liberałem, który uważa, że nikt nie ma prawa decydować o tym, co się dzieje z moim ciałem, poza mną. Każdy człowiek ma też prawo do wolność i osobistej, i nietykalności. Zatem winien mieć całkowitą wolność decydowania o sobie. Ktoś mógłby przytoczyć argument, że „wolność moja, kończy się na krzywdzie osoby drugiej”, jednak w tym temacie, aborcji, chciałbym oddać głos mądrzejszym od siebie, jak traktujemy pojęcie istoty ludzkiej. 

Na ile jest to kwestia drugiej osoby, a nas samych, jako rodziców, to przede wszystkim jednak kobiety.

III. QUO VADIS?
Omówiliśmy większość istotnych rzeczy dla Polaków w 2020 roku. Pora jednak wskazać, gdzie nas to właściwie zaprowadzi… Na samym początku pragnę zwrócić uwagę na to, że to całkowicie moje przypuszczenia, wynikające z moich przemyśleń, bez gwarancji prawdopodobieństwa. 

Pierwszy scenariusz zakłada zatem że dwie kluczowe partie będą tracić zwolenników. PiS najszybciej bez wątpienia, na rzecz nowych i mniejszych partii. Trend ten widać od ostatnich wyborów parlamentarnych i skoku Lewicy i Konfederacji, czyli skrajnej jak na standardy parlamentu lewicy i prawicy. Wyniki tych partii oddają doskonale zmiany w społeczeństwie, walka duopolu PO-PiS bowiem skłoniła podzielonych Polaków do ludzi bardziej radykalnych. Zatem widzę w tym pierwszym scenariuszu wzrost ich znaczenia oraz podzielenie w przyszłości władzy, nie wiem czy zwycięży prawica czy lewica – to zależy od nastrojów społecznych i programów. Jednak polska polityka i poranione społeczeństwo może się stać bardziej radykalne. Mając dość miernych polityków rozpoczną bowiem ludzie poszukiwać prawdziwego lidera, przywódcy charyzmatycznego. To, czy obiorą zbawcę, czy grabarza… pozostaje zagadką. 

Druga wizja jest bardziej przyjazna, bowiem podzielony na bardziej prawicowych i bardziej lewicowych ludzi może zmądrzeć i zakopać między sobą swój topór wojenny, jeśli tylko obecna władza i opozycja pokaże na swoim przykładzie, że nadal umie osiągać kompromis. Po okresie wystudzenia, myślę że zmęczeni awanturami obywatele, będą bardziej skorzy do dyskusji i spokojnego kompromisu niż zawierzenia jednej stronie by zniszczyć drugą, która jawi się wrogiem. W tym scenariuszu wzrasta znaczenia partii liberalnych i pro-obywatelskich, które muszą jednak udowodnić, iż są gotowe objąć władzę. Jest to nadzieja na przyjazne stosunki z Unią Europejską, rozwój gospodarki i ogólny dalszy rozwój. 

To moje spostrzeżenia dotyczącego tego, co ogólnie może się wydarzyć. Co do tego czym żyli ostatnio ludzie, od kryzysu edukacji, po awanturę na temat LGBT, futer, aborcji…. to zapalne tematy. Dziś każde prawo można zmienić, każdą władzę zastąpić; tak więc myślę, że w tych tematach postawić się powinno na rozsądek i poszanowanie wolności wyboru. Choć to możliwe tylko wtedy kiedy władzy nie oddamy radykałom.

IV. Coś na pocieszenie…
Zauważyłem że pandemia i obecna sytuacja polityczna mogą być cenną lekcją. Gdy bowiem jeszcze dwa lata temu próbowałem zaaranżować rozmowę na temat polityczny, nikt nie chciał brać w niej udziału, większość nie interesowała się polityką. Jednak szereg trudności które napotkali ludzie, zmusił ich do określenia się i zabrania głosu w dyskusji, co najważniejsze w społeczeństwie obywatelskim. Widać to po młodzieży: pandemia sparaliżowała politykę młodzieżową, ale również pozwoliła powrócić młodym politykom do ludzi, pozwoliła całej młodzieży zobaczyć to o czym mówili im rodzice czy dziadkowie, uczestniczyć w tym. mam nadzieję że wnioski ludzie wyciągną sami.