Strona główna > Aktualności > Publicystyka > Quo vadis, Polsko? II

Quo vadis, Polsko? II

broken car covered with flame

Maciej Chlewiński dla Kongresów

Na wstępie zaznaczę, że data napisania tego tekstu to 30 października, a dużo w naszym kraju może się zmienić do czasu publikacji. 

Tytułowy problem to bardzo adekwatny temat, tym bardziej w ostatnim, trudnym okresie. O co można zapytać Polskę? Zarówno lewą, jak prawą. Konserwatywną i progresywną. Pro-life i pro-choice. Oraz tę, o której zazwyczaj nie wspomina się jej przy wymienianiu tego typu skrajności. Całą Polskę. Nas wszystkich. Dokąd zmierzamy? Czy naprawdę zależy nam na dalszej kontynuacji „małej wojny”? 

Gdyby ktoś dzisiaj zadał mi to pytanie, odpowiedziałbym na nie tytułem flagowej ballady Obywatela GC. Nie pytaj o Polskę. Pytaj o inne rzeczy. 

Zapytaj skrajną lewicę o prawicowych aktywistów. Będziesz wiedział o nich więcej, niż wiedzą sami o sobie. Numer buta, adres, numer telefonu, najgorzej odebrany post na portalach społecznościowych. Wszystko. To samo w drugą stronę. Dowiesz się, kto jest komunistą,  kto faszystą. Dowiesz się, kto Polskę może kochać, kto zdradza i pod czyim zarządem powierniczym jesteśmy według jednego z posłów. 

Nie pytaj o Polskę, bo często nie widzimy całej Polski, a czubek własnego nosa, który nieraz u nas samych jest dłuższy niż u pewnego drewnianego chłopca. Dostrzegamy jedynie to, co chcemy zmienić w Polsce indywidualnym, subiektywnym, czasami wręcz egoistycznym podejściem. Niestety, na co dzień nie zauważamy tego, że Polska to my wszyscy, a nie my-wy-oni. Chcąc nie chcąc, żyjemy w Polsce razem, będziemy się mijać na ulicy, w pracy, w sklepie… Wszędzie. Całe życie. Właśnie dlatego musimy zacząć się wzajemnie słuchać, szanować i zrozumieć. Bo póki my żyjemy, ona żyje też.

Nie pytaj o Polskę, ale… Zawsze jest jakieś ale. No chyba, że mamy głęboko wbity kołek w głowę i nie widzimy nic poza swoim poglądem. „Moja jest tylko racja, i to święta (…) bo właśnie moja racja jest racja najmojsza!”. Czy to słuszne podejście? Adaś Miauczyński, który jest przedstawiony jako uosobienie każdego z nas, uważa, że nie. Jego irytują polityczne wojenki. Tak to odbieram, ale wszyscy odbieramy to indywidualnie. Każdy z nas interpretuje Polskę czy polskość na własny sposób. Pamiętajmy tylko, że „wolność jednych nie może być kosztem drugich”. W każdym przypadku. Powołujmy się na dziedzictwo narodowe, zarówno w postaci pewnego komizmu czy satyry, jak w tym przypadku, ale również wielkich dzieł naszych wieszczy. W dzisiejszych czasach nie na bicie serca, a na nasze kłótnie odpowiedzieć można słowami Poety z „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego – a to Polska właśnie.

Nie pytaj o Polskę, aby nie zostać zmanipulowanym. Mass media z jednej i drugiej strony nas skłócają. Takie mamy czasy, trójpodział władzy staje się nieaktualny i pojawia się czwarta władza, czyli środki masowego przekazu. Jakbyśmy się przed tym nie bronili, jesteśmy skazani na manipulacje czy podprogowe agitacje, drobne sugestie, jak mamy myśleć. Każdy z nas ma przed oczami kogoś, komu powiedziałby to samo, co doktor nauk chciał przekazać dyrektorowi klubu księgarza w Warszawie. Aby potwierdzić tę tezę, wystarczy spytać sympatyków jednej ze stron, co sądzą o przedstawicielach drugiej. Niemcy Panie, komuchy i oszuści, powie jeden. Drugi odpowie, że zaścianek, wieśniacy i mohery. Każdy dopowie jeszcze tych, których bić, mości hrabio, jak mawiał marszałek Piłsudski. Nasz dialog społeczny wygląda jak wymiana zdań po „uhuhu” w rozmowie o biletach na Żyletę. Ja bym odpowiedział, że co by nie było, to rodacy. To te tłumy, które cicho klną.

Nie pytaj o Polskę, bo się jej wstydzimy. Kompleksy? Ojkofobia? Każdy z nas wstydzi się wybranych cech polskiego społeczeństwa. To normalne. Jeden będzie wstydził się szóstego zmysłu, którym jest wychowanie starszych pokoleń w PRL-u. Kogo spośród młodych nie irytuje już historia o tym, jak nasi rodzice czy dziadkowie stali w kolejkach po produkty na kartki. Inny będzie wstydził się progresywnych nurtów w naszym społeczeństwie, bo tradycja, konserwatyzm itp. Każdy z nas, moi drodzy, widzi w Polsce wady i zalety. Mniejsze lub większe. Ja również widzę w nas plusy i minusy. Staram się hiperbolizować nasze zalety mimo tego, że mam świadomość tych gorszych cech każdego z nas. Dlatego nie pytaj mnie, co ciągle widzę w niej.

Nie pytaj o Polskę, żeby się nie rozczarować. Zarówno faktami, jak i stereotypami. Moim zdaniem obraz „typowego” Polaka wygląda tak, jak właśnie każdy pomyślał. Siatka znanego dyskontu spożywczego z owadem, wątpliwej jakości wizualnej oraz estetycznej odzież zwieńczona znanym, letnim obuwiem ze skarpetami i wiadomo, alkohol, bo Polak nie kaktus – napić się musi. Ale niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie miał dziury w skarpecie, albo nigdy nie przesadził z alkoholem na imprezie. Taka zmęczona i pijana wciąż, jak mawiał poeta.

Czy naprawdę tak wyglądamy? Spójrzmy w lustro. Nie taki nasz obraz. Bardziej przypominamy Stańczyka z obrazu Jana Matejki. W końcu śmiejemy się ze stanu rzeczy, jaki nas spotyka. Przykład na koniec? Bardzo proszę. 70 milionów poszło, jak sześciuset chłopa w Polskę z więzienia Staszka Alcatraz w Piotrkowie z komedii Juliusza Machulskiego. Ale my się z tego śmiejemy, bo co nam zostało? Czy to oznacza, że nie zależy nam na Polsce? Oczywiście, że nam zależy. Tak, jak Stańczykowi. Jesteśmy silni i najwyraźniej nad wyraz cierpliwi, skoro dalej wytrzymujemy nasze polsko-polskie, wewnętrzne spory. Doceniajmy w sobie nawzajem cechy, które mają jednoznacznie pozytywny wydźwięk. Szukajmy plusów. 

Patrzmy na swoje wady, ale starajmy się je nawzajem naprawiać, a nie egzekwować. Zmiany zacznijmy od siebie, aby powstrzymywać nasze wewnętrzne konflikty. Jednoczmy się, nawet mimo partyjnych czy politycznych uprzedzeń, w drodze po wspólne dobro i dziedzictwo. W końcu ktoś po nas w tej Polsce będzie żył. Oby. I nie pytaj mnie, dlaczego w innej nie.