Ciężko o prostszy koncept – kamera ustawiona na balkonie rejestruje prozaiczne rozmowy reżysera z przechodniami. Obiektyw nie sięga dalej niż na chodnik po przeciwległej stronie ulicy, film ma swoje, nieco opieszałe tempo, jego bohaterami są zwykli, przypadkowi ludzie, a punkt wyjścia do każdej wymiany zdań stanowi pytanie o sens życia. Dylemat tyleż głęboki, co niemal wtórny i według jednego z rozmówców niebezpiecznie trącący trywialnością.
Nawet jeśli, nie sprawia to jednak, że najnowszy film Pawła Łozińskiego jakkolwiek wpisuje się w popkulturowe klisze, czy bezczelnie żeruje na modnych, współczesnych trendach. Na naszych oczach dzieje się coś zupełnie innego – proste założenie „Filmu balkonowego” determinuje bowiem fascynującą sieć wniosków i przemyśleń, którymi dzielą się z widzami występujące w nim osoby. Każda z nich sens życia definiuje inaczej, każda ma też inny bagaż doświadczeń. Ci najmniejsi pędzą na rowerach na plac zabaw i osiedlowe boisko, trochę starsi narzekają na rosnące kredyty, okrutne mechanizmy rynku pracy i niespełnione miłości, starszyzna obsady rzeczywistość filtruje zaś przez optykę pełną dystansu, ironii i zgorzkniałych refleksji. Mamy tu zatem znamienną różnorodność: niewinność w wypowiedziach dzieci, pierwsze rozczarowania u młodych dorosłych, zwątpienia u tych w średnim wieku i akceptacja wraz z rezygnacją u spacerujących po osiedlu w tę i we w tę emerytów.
Nie znajdziecie tu co prawda wrzących od silnych emocji dyskusji polityczno-społecznych, czy iście bokserskich pojedynków na argumenty. Nie znaczy to, że reżyser stroni od konfrontowania różnych światopoglądów albo unika rozmów na ważkie tematy – wręcz przeciwnie. Sęk w tym, że robi to z na tyle dużym wyczuciem i wrażliwością, że zamiast arcytelewizyjnego „przekrzykiwania się”, ludzie rozmawiają ze sobą kulturalnie, w stonowany sposób, swoim spokojem przypominający nawet standardowy przebieg najbłahszych small talków. A to prowadzi do obopólnych korzyści – do refleksji zmusza nie tylko tych, których słyszymy na ekranie, ale przede wszystkim nas samych.
Co ważne, to właśnie na barkach Łozińskiego spoczywa rola medium między nami – tymi przed ekranem – a nimi – bohaterami. To on zadaje trafne pytania, celnie puentuje refleksje mieszkańców sasko-kępskiej kamienicy, a przede wszystkim skutecznie udowadnia, że każdy może mieć coś ciekawego do powiedzenia i nadawać się na bohatera filmu. Albo – tak ogólnie – że człowiek to istota stworzona do tego, żeby dzielić się historiami, gawędzić, opowiadać. I że bez tego świat byłby po prostu nudny. Z tym natomiast ma w sobie więcej wartości, więcej treści.
Jest w filmie kilka momentów zabawnych, kilka wzruszających, zdarzają się również te wprawiające w osłupienie. Na naszych oczach swoje pierwsze tournée po Saskiej Kępie przeżywa (na razie w wózku) kilkumiesięczny Paweł, równocześnie z życiem na wolności próbuje oswoić się osadzony jeszcze niedawno w zakładzie karnym Robert, na stawy i brak ciepłej strawy narzeka pani Halinka, a 11 listopada ostentacyjnym „Bóg, Honor, Ojczyzna” swoją obecność na osiedlu zaznaczają uczestnicy Marszu Niepodległości. Choć to tylko kilka przykładów, zebrane razem idealnie zarysowują główną oś dokumentu Łozińskiego, a więc niejednolity, zróżnicowany przekaz. On sam natomiast zdaje się szeptać między ujęciami: zaakceptuj to, słuchaj uważnie, wyciągaj wnioski. Oprócz tego sam dziel się tym, co chcesz powiedzieć, dyskutuj, rozmawiaj.
Chyba nie będzie przesadą, jeśli napiszę, że nikomu jeszcze nie udało się tak subtelnie pożenić języka kina z ekspresją społeczną, jak Łozińskiemu. W czasach, kiedy każda debata publiczna podgrzewana jest przez lawiny hasztagów na Twitterze, polski dokumentalista proponuje zupełnie inną formę dyskusji; taką mianowicie, której fundamentami są wzajemny szacunek i empatia. Te dwa elementy składają się z kolei na prosty szlak, wiodący z balkonu do serca i umysłu widza. Krótko mówiąc: Łozińskiemu znowu się udało.
„Film balkonowy” od 18 kwietnia dostępny jest na HBO Max!
O autorze
Pochodzi z Krakowa, mieszka w Warszawie, studiuje prawo na UW. Interesuje się kinem, polityką i historią, sporo czyta i z zaciekawieniem śledzi wyniki rozgrywek piłkarskiej Ekstraklasy. W wolnych chwilach pisze i publikuje wiersze lub w nieskończoność odtwarza ulubione utwory na Spotify.