Strona główna > Aktualności > Historia > Pokolenia i ich mity

Pokolenia i ich mity

Źródło: zdjęcie autorstwa Markusa Spiske z Pexels

„Miecz i Pług”, „Młody Las”, „Katoliccy Lechici”, czy Grupa „Płomienie” – choć intuicja może nas zwodzić, nie są to bynajmniej tytuły klanów niegdyś popularnej, lecz dzisiaj już nieco archaicznej gry przeglądowej „Plemiona”. Są to autentyczne nazwy pomniejszych organizacji polskiego podziemia antyhitlerowskiego. Ich – najczęściej młodym – założycielom nie można odmówić twórczej fantazji, ale cóż, chcieli walczyć z okupantem pod przynajmniej ciekawym, odpowiadającym ich nastrojom bojowym szyldem. Ten przykład może posłużyć do przedstawienia pewnego zespołu zjawisk. Kim więc byli Ci mityczni „kolumbowie”, których znamy ze szkolnych lektur i podręczników? Dlaczego mimo kompletnie innych okoliczności życia, my, „pokolenie Z”, mamy z nimi wiele wspólnego? I wreszcie, co mają do tego wszystkiego wydarzenia z ostatniego roku i stricte dwóch tygodni? Na to wszystko postaram się odpowiedzieć poniżej. 

Kolumbowie, czyli odkrywcy

Taka jest właśnie etymologia tego określenia. Kolumbowie, niczym historyczny, obrośnięty już legendą Krzysztof Kolumb, mieli odkrywać nie nowe lądy, a możliwości, jakie niosła niepodległość ojczyzny. Urodzili się jako pierwsze pokolenie w wolnej Polsce, nie znali czasów niewoli i to miało być ich największym atutem. Wiązano z nimi wielkie nadzieje, gdyż to oni wprowadzić nasz kraj na nowe, lepsze tory. Co więc nas z nimi łączy?

„Pokolenie Z” jest obecnie jedynym w Polsce postkomunistycznej, które piętna PRL nie zaznało. Urodziliśmy się w „na nowo” wolnej ojczyźnie i, siłą rzeczy, społeczeństwo wymusza na nas podobną rolę, jak niegdyś na kolumbach. Szczególnie tyczy się to osób urodzonych po roku 2000. Nie znamy świata, w którym granice były zamknięte i brakowało towarów na półkach sklepów. Nie znamy świata bez Wikipedii, gdzie zgromadzona jest wiedza z praktycznie całego globu. Nie znamy świata bez social mediów, umożliwiających nam kontakt ze sobą praktycznie całą dobę, siedem dni w tygodniu. I dlatego właśnie ostatnie wydarzenia mogły być dla nas ciosem podobnym, choć mimo wszystko o wiele mniejszym, niż wojna dla kolumbów.

Kryzys

Wybuchła globalna pandemia, szkoły i całe państwo zostały zamknięte, początkowo zdarzyło się nawet, że brakowało produktów w sklepach. Nikt nie był na to przygotowany, zwłaszcza my – niedoświadczeni jeszcze przez historię –  odczuliśmy, iż zrzucono na nas ciężar tego wszystkiego. Jako młodzi, trzeba przyznać, radzimy sobie. Harcerze i wolontariusze pomagają starszym, staramy się być zaangażowani. Mamy więc pewną analogię, bo kolumbowie również nie pozostali bierni, lecz od razu ruszyli do działania. Zaczęli zrzeszać się i walczyć (każdy, jak tylko mógł) z problemem. To właśnie ludzie młodzi stanowili podstawę, bez której największe akcje podziemia antyhitlerowskiego po prostu nie miałyby racji bytu. 

Ostatnie wydarzenia zaowocowały masowymi protestami i manifestacjami na ulicach polskich miast i wsi. Protestują głównie ludzie młodzi, sami się organizują, zrzeszają i prezentują rządzącym oraz całemu państwu „przebudzenie” swojego pokolenia. Na ulicę wychodzą  ci, którzy jeszcze 3 lata temu nie powinni byli oglądać w telewizji filmów dla widzów 16+. Protestujący wrzeszczą, przeklinają, ale też tańczą i przygotowują liczne wystąpienia, dając upust młodzieńczej fantazji. Dziś cała akcja już powoli ucicha, ale mimo wszystko walczący połowicznie uzyskali to, czego chcieli (wyrok TK nie został ogłoszony). Jest to pierwsze starcie naszego pokolenia w konflikcie o nową rzeczywistość i możemy z niego wyciągnąć wiele wniosków. 

Przede wszystkim jesteśmy niezwykle solidarni i potrafimy współdziałać. Nasze głowy są pełne pomysłów, a my sami chcemy się realizować na wielu płaszczyznach: w biznesie, polityce, sztuce. Jesteśmy niezwykle różnorodni i choć jako całość nie zawsze się zgadzamy (chociażby w sprawie protestów), to staramy się dojść do porozumienia. Tworzymy sprawnie działające społeczeństwo obywatelskie, a młodzież często samodzielnie prowadzi własne stowarzyszenia oraz organizacje. To dobrze rokuje na przyszłość. Jeśli tylko ten trend się utrzyma, Polska będzie państwem bardziej otwartym, nowoczesnym, a – co najważniejsze – stanie się państwem ludzi świadomych, a nie zaściankowych.    

Na tym samym chlebie wychowani

Kolejna analogia to wartości, zarówno te zaszczepione w nas, jak i w naszych przodkach. Są one bardzo podobne, a wręcz tożsame. Troska o wspólne dobro, solidarność, pomoc słabszemu będącemu w potrzebie, tolerancja odmienności. W podstawówce każdy stawiał nam za wzór Jana Bytnara, Tadeusza Zawadzkiego czy Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Nikt jednak nie uświadomił nas wówczas, że w gruncie rzeczy byli oni zwykłymi ludźmi –  takimi, jak my. Niepokornymi, przeklinającymi i spożywającym od czasu do czasu alkohol. Gdyby znaleźli się w naszej sytuacji, pomagaliby starszym oraz władzy w walce z pandemią. Protestowaliby również w obronie swych praw. Oni zrobili i udowodnili znacznie więcej. Kolumbowie zostali tragicznie zniszczeni przez historię, ale tylko fizycznie, gdyż pamięć o nich i ich duch trwają w nas nadal. 

Jakiś czas temu natknąłem się na analizę literaturoznawców na temat „Kamieni na szaniec” i pamiętnika Tadeusza Zawadzkiego. Jasno wynika z niego, że głównych bohaterów powieści Kamińskiego mogły łączyć kontakty homoseksualne lub bardziej coś w rodzaju homoerotyzmu. Może ten fakt do nas przemówi. Nie traktujmy ich więc jak romantycznych Kordianów czy Konradów, którzy nie istnieli, lecz jako normalnych chłopaków z Warszawy, którzy stanęli na wysokości zadania. 

„Pokolenie Z” nieustannie znajduje się w ogniu wielkiej krytyki. Krótko mówiąc, nie wpisujemy się w „ramy życia” naszych rodziców, czy dziadków. Luka pokoleniowa (ang. generation gap) istniała już w dobie dwudziestolecia międzywojennego. Wielu nie popierało walki opozycji antyhitlerowskiej z obawy przed represjami, czemu nie ma się co dziwić, w końcu byli to głównie ludzie starsi. Bieganie po lesie z bronią, przysięgi i mały sabotaż mnóstwo odbierało jako dziecinną zabawę. Widzieli w kolumbach ślepych idealistów, którzy bezsensownie narażali życie innych. 

Wróćmy  teraz do współczesnych czasów. Dziś krytyka spada na nas z wielu źródeł. Ponownie możemy posłużyć się przykładem ostatnich protestów. Ich język spędza sen z powiek wielu komentatorom, lecz specjaliści określają go jako „radykalny, ale nie cyniczny”. Ataki na policjantów czy kościoły należą do rzadkości i są potępiane zarówno przez protestujących, jak i środowiska, przeciwko którym protestują. Stanowisko kleru w całej tej sytuacji też jest nie bez znaczenia, ale chyba zasługuje na oddzielny artykuł. 

Neokolumbowie?

Na koniec co nieco o tym, co nas różni. Kolumbowie byli stroną jednego z największych w historii naszego kraju konfliktów zewnętrznych. „Pokolenie Z” jest zaś czynnym uczestnikiem największego w Polsce po roku 89. konfliktu wewnętrznego. Podobieństwa wynikające z tego zestawienia zostały już omówione, ale trzeba powtórzyć jeszcze raz – sytuacja naszych przodków była nieporównywalnie gorsza, a tekst ten nie ma na celu zrównania obecnej władzy z nazistowskim reżimem, a ukazanie podobnej reakcji społecznej warstwy młodych ludzi na problem przed nimi postawiony. Tak więc, czy neokolumbowie? Moim zdaniem nie. Byłoby to powielenie narodowego mitu i, z całym szacunkiem, obraza zarówno Kolumbów, jak i nas. Kolumbów – bo nie wyobrażamy sobie nawet sytuacji, w jakiej się znaleźli i tragizmu ich życia. Nas – „pokolenie Z” stać, według mnie, na coś więcej niż powielanie wzorców. Możemy sami napisać własną historię, a to, jaka ona będzie, pozostawić ocenie naszych dzieci i wnuków.