Przejdź do treści

Parlament 50+

Wybory parlamentarne 2023 za nami. Jedna z gorętszych kampanii wyborczych przeszła już do legendy. Jako naród możemy być z siebie dumni. Największa frekwencja w historii jest symptomem wzrostu poziomu zainteresowania polityką. Z jednej strony powinniśmy się cieszyć, że wreszcie interesujemy się tym, co zachodzi dookoła nas. Z drugiej, wzrost zainteresowania umocowany jest na bardzo kruchym fundamencie – frustracji. Młodym nie spodobały się rządy PiS. Kolejna sprawa, w parlamencie znowuż zabraknie młodych ludzi. Co więcej, ten niedobór się zwiększa.

Mobilizacja młodzieży

13 października, zatem chwilę przed rozpoczęciem ciszy wyborczej, na YouTubie pojawia się nowy utwór Maty. Artysta ten niewątpliwie znajduje się w samej szpicy ulubieńców młodego pokolenia, niejednokrotnie zabierał głos w sprawach polityczno-społecznych. Nie całkiem bez powodu w opisie pod jego utworem znalazł się link do listy kandydatów przed trzydziestką.

Dlaczego na młodych?

W zasadzie, po co to? Ktoś złośliwy może powiedzieć, że wybór kandydata, który ma 25 lat, kosztem tego po pięćdziesiątce jest podobnie sensowny, co wybór kandydata, który ma podniecający kształt nosa zamiast tego, którego nos niczym się nie wyróżnia.

Wspólne interesy młodych

Jeżeli patrzymy na problem powierzchownie, powiedzielibyśmy: good point, brzmi sensownie. Młodzi jednak są grupą, za którą stoją pewne wspólne interesy. Osoby z podniecającymi nosami już niekoniecznie. Oczywiście, to nie jest tak, że młodzi są we wszystkim zgodni, ale na pewno każdy student, uczeń czy nawet osoba dopiero wchodząca na rynek pracy chce, by władza zwracała uwagę na istnienie młodych i kierowała jakąś część swojego programu z troską o ich potrzeby. Te z reguły będzie znał lepiej 25-letni student czy pracownik gastronomii niżeli 50-letni przedsiębiorca.

Fot. Joanna van Fenema | Kancelaria Sejmu RP

Doświadczenie rzecz ważna!

Słyszymy często, że politycy muszą być doświadczeni. Dźwigać brzemię przyszłości narodu powinien móc ten, który ma życiowe doświadczenie, przeczytał dużo książek, był w wielu miejscach i zna mnóstwo inspirujących i wpływowych ludzi. Powiem szczerze, jest w tym trochę prawdy i sensu. Potrzebujemy doświadczonych polityków, także tych wiekowych, bo często są chodzącymi encyklopediami wiedzy, bo również reprezentują swoją grupę wiekową. Brzmiałoby to na tyle przekonująco, że mógłbym przerwać pisanie tego artykułu i skoczyć najeść się kebabem z pobliskiej budy, ale są pewne dwa elementy, które to uniemożliwiają. Po pierwsze, jadłem przed chwilą obiad i nie jestem głodny, a po drugie – narracja o doświadczeniu jako ogromnym atucie jest bardzo często wykorzystywana jako zasłona dymna, które fatamorganizuje przekonanie o roli młodości w polityce.

Za zachodnią granicą nieco młodziej

Średnia wieku niemieckiego Bundestagu wynosi około 47 lat. Niewiele mniej niż ta polska, ale statystykom wiekowym warto się przyjrzeć głębiej. 50 z 736 deputowanych nie ukończyła 30. roku życia. Chociażby 25-letnia Emilia Fester z ugrupowania Sojusz 90/Zieloni. Gdy była wybrana, miała zaledwie 23 lata.

Za młodzi na partycypację

My, Polacy, lubimy mówić ludziom, że są za młodzi. Oczywiście, niekiedy jest to uzasadnione, najczęściej w relacji rodzic–dziecko czy nauczyciel–uczeń, ale już na linii społeczeństwo-młoda jednostka jest to naprawdę nadużywane. Młodzi protestują. Opinia publiczna bez żadnego głębszego uzasadnienia,  stawia diagnozę: młodym się nie chce uczyć, od TikToka poprzewracało się w głowie, dlatego drą się wniebogłosy na ulicach z kolorowymi napisami na kartonach po pizzy. Oczywiście, większość z Was, drodzy czytelnicy, zdaje sobie sprawę, że taka forma narzekania na młodzież jest czymś, czego nie warto brać do serca, ale takie właśnie reakcje zniechęcają młodych do jakiejkolwiek formy partycypacji społecznej. Powiedzmy, ktoś interesuje się polityką, chce wiedzieć, co się dookoła niego dzieje, ma określone poglądy i pewne działania podejmowane w jego miejscowości czy regionie mu się nie podobają. Chciałby się zaangażować, ale ktoś w głowie wybudował mu wielką piramidę wartości, gdzie zawsze najważniejsza będzie nauka w szkole (z której zapewne wyniesie tylko „pożyczone” długopisy od koleżanki z klasy), niemieszanie się w „sprawy dorosłych”, ograniczenie się do wykonywania swoich obowiązków i niewychylanie się. Taki oto system wartości z czasów głębokiego PRLu został zakotwiczony w głowach wielu osób i co gorsza, jest przekazywany z pokolenia na pokolenie. Kto jest tego ofiarą? Całe społeczeństwo. Postulaty młodych mają za słabą siłę przebicia przez to, że nawet ci, którzy chcieliby się w coś zaangażować, tego nie robią, bo mama, tata i nauczyciele nasłuchali się „Korespondencji Klasowej” Jacka Kaczmarskiego i mówią: „nie pchaj się gdzie nie szukają cię” zupełnie ignorując fakt, że mamy rok 2023, a nie 1977 i partycypacja społeczna jest czymś pożądanym i potrzebnym – nie grozi za to uderzenie kolokwialną pałką w kolokwialny łeb.

Polacy koneserami betonu

Poza tym żaden naród tak jak nasz nie lubi betonu. Jesteśmy wręcz jego wielbicielami. Nieliczni, ale fanatyczni, można by złośliwie powiedzieć. Właściwości betonu są niemal tożsame z charakterystyką polskiej sceny politycznej. Ma dużą wytrzymałość na różne zewnętrzne działania, przez swoją konsystencję jest trudny do rozbicia. Polska to kraj betonowy.  Mamy bloki z betonu (w których nie ma wolnej miłości), betonowe rynki, place, chodniki i przede wszystkim polską scenę polityczną. Gdybym miał porównać polską politykę do jakiegokolwiek miejsca na świecie, powiedziałbym, że najlepiej odwzorowuje ją Plac Wolności w Kutnie. Odbicie najskrytszych fantazji wieloletnich samorządowców i mentalności, która zawładnęła polską polityką.

Plac Wolności w KutnieFot. UM Kutno

Dbajmy o politykę młodzieżową 

Co jest narzędziem do zmian? Polityka młodzieżowa. Młodzi zostali pozostawieni sami sobie i muszą rozpychać się łokciami, głośno krzyczeć, walczyć o swoje bez żadnych zahamowań. Powstawanie młodzieżowych organizacji czy inicjatyw społecznych i politycznych świadczy o tym, że zapotrzebowanie na młodych w polityce najwyższego szczebla się zwiększa. To zapotrzebowanie jest jednak lekceważone przez najpotężniejszych graczy na polskiej scenie politycznej, czego dowodem jest średnia wieku sejmu X kadencji. Dlaczego mamy do czynienia z taką sytuacją?

Młodym ludziom od zerówki wmawia się, że tylko wiek daje podstawy do szacunku i wiedzy, więc przy urnach wyborczych stawiali krzyżyki w takim miejscu. W mediach widzimy ciągle te same twarze, które na dodatek bardziej się starzeją, a nas na WOS-ie nikt nie uczy, że głos na inny numer niż jedynka to nie jest głos stracony. Nie ma zainteresowania polityką, więc młodzi w większości nie mają pojęcia kto startuje, a przede wszystkim boją się w to zagłębiać, bo pokazujemy im tylko, że polityka to kłamstwo i szemractwo. – diagnozuje Zofia Matylda Czerwińska, prezeska stowarzyszenia „Młodzi dla Kujawsko-Pomorskiego” i toruńska aktywistka.

Głosuj na mnie, jestem starszy!

Słuchaj mnie, wybieraj mnie, szanuj mnie, bo jestem starszy, to coś, co również weszło w nasz społeczny krwiobieg. Oczywiście, wsparcie międzypokoleniowe to rzecz ważna. Ludzie starsi to często chodzące encyklopedie, zbiory niesamowitych i pouczających doświadczeń. Warto ich słuchać, wyciągać wnioski z ich życia, ale nie możemy wmawiać sobie, że ktoś starszy zna się od nas lepiej na finansach, biznesie, piłce wodnej czy jakiejkolwiek innej dziedzinie. Wiek nie sprawia, że ktoś zawsze ma rację.

Polacy wolą wybierać starszych 

Wydaje się, że powielam oczywistości. Wyniki wyborów mówią inaczej. Lubimy wybierać starszych mężczyzn, bo wydają się mądrzejsi od jakiegoś dzieciaka z dołu listy. Lubimy zaznaczać bezmyślnie „X” przy jedynce, a partie lubią wstawiać tam ludzi, którzy w polityce już byli, swoje zrobili i na przekór przekazowi płynącego ze strony zespołu Perfect, nie wiedzą, kiedy ze sceny zejść.

Młodzież walczy o zmiany 

Powiecie – no dobra, ale trzeba walczyć o swoje, nie ma nic za darmo, nic nie robicie, żeby zmienić obecny status quo. Co odpowiem? To nieprawda. Jedną z inicjatyw jest Parlament Młodych Rzeczypospolitej Polskiej – forum obrad w formie parlamentarnej, podczas której młodzi, zazwyczaj związani z młodzieżowymi organizacjami, zabierają głos na temat pryncypalnych zagadnień dotyczących problemów współczesnej Polski i świata. To najlepsza przestrzeń do poszukiwania diagnozy problemu niedoboru młodości w polskiej polityce.

Kapitalna większość młodych osób nie była stawiana na tzw. biorących miejscach na listach komitetów wyborczych, o ile jacyś młodzi w ogóle byli na liście danego komitetu w konkretnym okręgu. […] Dobrym przykładem był start kandydatek i kandydatów z KW Nowa Lewica, który według moich obliczeń miał najliczniejszą reprezentację osób poniżej „trzydziestki”. Cóż z tego, że przynajmniej 13 takich osób miało miejsca od drugiego do piątego, a co najmniej dwie kolejne miały ostatnie miejsce – uznawane paradoksalnie za pozycję z perspektywą mandatu – skoro tylko w dwóch okręgach na 41 Lewica uzyskała więcej niż jeden mandat. Młode osoby z Lewicy niestety mocno ucierpiały na gorszym wyniku swojego ugrupowania – z jednej strony przez lepszy wynik KKW Koalicja Obywatelska niż cztery lata temu, zaś z drugiej ze względu na możliwe taktyczne głosowanie na KKW Trzecia Droga. Trzy osoby poniżej „30″ z mandatami w Sejmie to osoby kandydujące nie tylko z wysokich miejsc (A. Gomoła – pozycja nr 1, M. Moskal – pozycja nr 2, A. Wiśniewska – pozycja nr 5), ale również w okręgach z rzeczywistymi szansami, że przy potencjale ich komitetów w danych okręgach uda się uzyskać w pełni satysfakcjonujący wynik. Tych troje kandydatów uzyskało po ponad 20 tysięcy głosów, które bez problemu dały im poselski mandat. – zaobserwował Hubert Taładaj, koordynator główny Parlamentu Młodych RP.

Fot. Tomasz Paczos | Kancelaria Senatu

Z Parlamentu Młodych na listy wyborcze

Parlament Młodych RP w trakcie minionej kampanii wyborczej udowodnił nam jednak, że jest czymś dużo więcej niż „zabawą w sejm” czy zapychaczem wolnego czasu. Na listach wyborczych bowiem nie zabrakło kandydatek i kandydatów z przeszłością związaną z tą 5-letnią, aktywizującą młodzież inicjatywą.

Zapamiętam również to, co było znakomite, pełne podziwu, wzruszające i niekiedy ciekawe. 24 osoby kandydujące do Sejmu związane kiedyś i teraz z Parlamentem Młodych RP, młodszy ode mnie o 2 lata Adam Gomoła jako opolska jedynka Trzeciej Drogi, zaledwie 283 głosy brakujące Inez Niszczak-Sieradzkiej do mandatu w okręgu konińskim, Kacper Krakowiak na telebimach w Warszawie, nasiona kocimiętki od Oli Kot, świetne spoty Pauli Filipowicz i Piotrka Czerniejewskiego, Emilia Skibińska rozdająca prezerwatywy smakowe (plus nagranie z Włodzimierzem Czarzastym), krążące po całej Łodzi „literki” Tosi Majchrzak, Aleksandra Krzeszewska pokazująca Legnicę, Łukasz Michnik konfrontujący się z olsztyńskimi „spadochronami” Prawa i Sprawiedliwości oraz wiele więcej. – zwraca uwagę Taładaj.

Tendencja do lekceważenia głosu młodych 

Niestety, politycy wciąż mają tendencję do zapominania o młodzieży. Może ze strachu o swoją pozycję, może wykalkulowali, że to im się nie opłaca, albo rzeczywiście nie rozumieją naszych głosów. Są tacy, którzy każde nasze wołanie będą kwitować frazesami pokroju: „kiedyś było gorzej i nikt nie narzekał” albo „poczytaj książkę, doedukuj się”. Mógłbym wymieniać w nieskończoność i zapewne duża część z Was, szanowni czytelnicy, niejednokrotnie coś takiego usłyszała. Niektórzy po prostu będą nas zbywać, jak chociażby Minister Edukacji Przemysław Czarnek przedstawicieli Sejmu Dzieci i Młodzieży RP. Polityk Prawa i Sprawiedliwości nie ma zwyczaju stawiania się na obradach, a apele młodych o częstsze zwoływanie obrad i poszerzenie zakresu tematyki posiedzeń o realne problemy młodzieży zostały zignorowane.

Fot. Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej

Było czternaście, została trójka 

W wyborach przed czterema latami wybraliśmy 14 przedstawicieli poniżej 30. roku życia. W tym roku zostało zaledwie ich troje. 24-letni Adam Gomoła z Trzeciej Drogi, 29-letni Michał Moskal z PiS-u i jego rówieśniczka, Aleksandra Wiśniewska z KO. Niewątpliwie, tej trójce należą się brawa. Udało im się przejść przez ucho igielne, które można by poszerzyć, gdyby nie pewne błędne koło, w którym utknęliśmy. Partie promują starszych kandydatów, z bagażem doświadczeń. Młodzi, pomimo lokalnej, oddolnej, społecznej aktywności, nie łapią się na listy, albo robią za, mówiąc niezbyt poetyckim językiem, zapchajdziury. Społeczeństwo wybiera osoby z wyższych miejsc na liście często ze względu na sam numerek, ale też oczywiście wiek, popularność w skali kraju czy wybiórcze, medialne wypowiedzi. Dajemy ciche przyzwolenie na postarzanie polskiej sceny politycznej, a władza, mając możliwości i przestrzeń do odwrócenia tego trendu, nie garnie się do tego typu zmian, bo oznaczają one utratę znaczenia obecnie dużych, rozpoznawalnych nazwisk w polityce.

Nie jest kolorowo, ale warto się angażować 

Jak z tego koła wyjść? Na pewno działać. Każda młoda, aktywna społecznie osoba przekłada się na większe znaczenie i siłę tej młodszej części sceny politycznej oraz zmianę pokoleniową. Nie brzmię przekonująco, w końcu parę akapitów wyżej wskazałem parę przykładów dużych inicjatyw młodzieżowych. Tam aktywnie działają, ciężko pracują i co z tego mamy?! Straciliśmy przecież nośnik naszego głosu w sejmie! Dalej potrzebujemy jednak aktywnych młodych, by poza działaniem móc także rozpowszechniać i popularyzować młodzieżowe inicjatywy. Poza tym dobrze wiemy, że rząd Prawa i Sprawiedliwości nie patrzy zbyt przychylnym okiem na żadne grupy, które chcą dużych zmian i słynie z ograniczania wolności na różnych polach. Dziś w tej materii nadchodzi odwilż. Furtka dla młodych otwiera się coraz szerzej. W wyborach samorządowych, europarlamentarnych i prezydenckich poza frekwencją mamy szansę na to, by podkręcić siłę naszego głosu o parę decybeli.

Młodości! dodaj mi skrzydła!

Słowem zakończenia. Nigdy nie byłem fanem romantyzmu, ale gdy słyszę od rodaka ceniącego sobie wiedzę, doświadczenie, oczytanie, znajomość polskiej historii, że dzieci i ryby głosu nie mają, myślę o pewnym wynalazku, który ktoś by mógł opatentować dla mojej własnej satysfakcji. Mobilny przycisk do wskrzeszania Adama Mickiewicza recytującego Odę do Młodości. Sam wieszcz młodość gloryfikował i widział w niej narzędzie do zmian na lepsze. Perełki naszego dziedzictwa narodowego to czasem miecz obosieczny dla przeciwników zmian miłujących zarosty à la Karol Marx czy Święty Mikołaj, siwe włosy i mentalność rodem z czasów Gomułki.

Zmieniajmy Polskę!

Zmieniajmy politykę i angażujmy się. Polska może być dużo przyjemniejszym krajem, a konserwatywna mentalność zbywająca apele młodych będzie odchodzić do lamusa. Nie wiem kiedy, ale im więcej osób się zaangażuje, tym szybciej przyjdą zmiany. Frekwencja na wyborach udowodniła, że młodzi są gotowi wziąć sprawy w swoje ręce. Zatem, do roboty!

Fot. nagłówka: facebook.com/KancelariaSejmu

O autorze

Piszę o polityce, sporcie, sprawach społecznych, kebabach, młodych ludziach i Polsce moich marzeń. Próbuję być publicystą. Lubię historię, od czasu do czasu coś pogotuję. Moje kibicowskie serce jest podzielone między Lecha Poznań a Liverpool FC. Torunianin z urodzenia, Poznaniak z wyboru.