Strona główna > Aktualności > Historia > „Opisać ten lot i nie dodawać ostatniego zdania”. W 20 rocznicę szokujących zamachów z 11 września

„Opisać ten lot i nie dodawać ostatniego zdania”. W 20 rocznicę szokujących zamachów z 11 września

Czas czytania: 7 min.
Fot.: AP Photo/Chao Soi Cheong

W tę sobotę mija równe 20 lat od wydarzenia, które do dziś wywołuje niedowierzanie na całym świecie. Dokładnie we wtorek, 11 września 2001 roku, 19 terrorystów powiązanych z Al Ka’idą porwało 4 statki pasażerskie i doprowadziło do zamachu terrorystycznego o skali wcześniej niespotykanej w historii. Uznałem, że warto przypomnieć sobie, co się właściwie stało, a także przytoczyć historie tych, którzy przeżyli te wydarzenia.

Część 1 – Pozornie normalny dzień

Wtorek, 11 września 2001. W Nowym Jorku i innych większych miastach Ameryki ludzie dojeżdżali do pracy w biurach i sklepach. Pełne były między innymi biurowce w jednych z najwyższych budynków na ziemi – w wieżach World Trade Center. Inni spożywali jeszcze śniadanie w kawiarenkach. Rodzice zawozili swoje dzieci do szkół po wcześniejszych zakupach w pobliskim sklepie. Ot zwykły, jesienny poranek w środku tygodnia. Nic nie wskazywało na to, że ta data miała być w jakikolwiek sposób szczególna.

Z podobnym nastawieniem do tego „zwykłego” wtorku podchodził George W. Bush, który od niecałego roku pełnił urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych. Tego dnia był na Florydzie. Swój dzień rozpoczął od porannego joggingu, po czym wyjechał wraz z oficerami Secret Service oraz innymi współpracownikami przyjechał do lokalnej szkoły podstawowej, gdzie miał promować reformy w edukacji. Co oczywiste, oprócz nauczycieli i dzieciaków w szkole na prezydenta czekali dziennikarze.

Część 2 – Niepokojące sygnały

Na lotnisku w Bostonie wszystko szło normalnym tonem. Pasażerowie przychodzili i odchodzili, przylatywali i odlatywali. Żadnych pożarów ani zderzeń. Wprost idealnie. Wszystko zmieniło się o godzinie 8:13 czasu lokalnego. W wieży kontroli lotów zauważono dziwną rzecz. Lot 11 United Airways, zamiast na zachód, gdzie miał według planu się dostać, leci w zgoła inną stronę – na południe. Podczas próby kontaktu z załogą można było wtedy usłyszeć takie słowa: Niech nikt się nie rusza. Wszystko będzie OK. Jeśli spróbujecie wykonać jakiś ruch, narazicie na niebezpieczeństwo siebie i samolot. Po prostu zachowajcie spokój. Kontrolerzy nie mieli więc żadnych wątpliwości. Samolot został porwany. To samo stanie się z innymi lotami American Airways. Na każdym pokładzie znajduje się od 4 do 5 terrorystów związanych z Al. Ka’idą.

Wróćmy do Nowego Jorku. Francuscy filmowcy, bracia Jules oraz Gédéon Nauget, kręcą nagrania do filmu dokumentalnego o nowojorskich strażakach. Akurat jeden z nich pojechał do dolnego Manhattanu, by udokumentować naprawę awarii gazu. Załoga przystanęła na środku jednej z ulic, z pięknym widokiem na dwie wieże Światowego Centrum Handlu. Była godzina 8:45 czasu lokalnego. Nagle, ponad głowami zebranych, przeleciał samolot pasażerski. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że leciał bardzo nisko. Leciał wprost na wspomniane wcześniej wieże. Kamera jednego z Naugetów od razu przekręciła się w górę. Nikt się nie spodziewał tego, czego mieli być właśnie naocznymi świadkami.    

Część 3  – Konsternacja i strach

Wspomniana wyżej scena to jedno z dwóch zachowanych nagrań pokazujących rozbicie się samolotu nr 17 w północną wieżę World Trade Center. W tej wieży panuje panika. Ci, co pracowali poniżej 93 piętra budynku, uciekali jak najszybciej, jak tylko się da. Najgorzej było jednak w wyższych piętrach, skąd ucieczka nie była możliwa Poza jedną  – wyskokiem przez okno. Stąd wzięło się określenie „the falling man” – spadający człowiek. Sceny z tym związane do dzisiaj wstrząsają. Co musiało przechodzić przez ich głowy w tych sytuacjach. Te przerażające chwile uwieczniły liczne filmy i zdjęcia. Wspomniała również o tym Wisława Szymborska w swoim wierszu pod tytułem „Fotografia z 11 września”.

O wydarzeniu dowiaduje się Bush, który dopiero co dojeżdża do szkoły podstawowej. Jak sam przyznał w wywiadzie dla National Geographic, sądził, że to był mały samolot, który się rozbił przez słabe warunki pogodowe. Pomimo tego nie zmienił jednak planów i przyjechał do szkoły we Florydzie. Wchodzi do sali lekcyjnej wypełnionej po brzegi dziećmi oraz dziennikarzami. Zaczyna się pokazowa lekcja. Dzieci czytają słuchającemu ich prezydentowi wiersz pt. „The Pet Goat”.

Tak samo, jak strażaków i francuskich filmowców, zaskoczyło to innych mieszkańców Nowego Jorku. Jeszcze bardziej skonsternowani byli dziennikarze. W relacji na żywo w stacji CNN dziennikarze określali rozbicie się samolotu jako „niepotwierdzoną informację”. Nikt nie wiedział bowiem, co się faktycznie stało. Może to był nieszczęśliwy wypadek? Co właściwie wbiło się w wieżę? Wszystkie kamery czołowych telewizji całego świata nadawały obraz obłoków ciemnego dymu wydobywającego się z północnej wieży WTC. Najgorsze jednak miało dopiero nadejść.

Część 4 – To jednak nie był wypadek…

Źródło: Kelly Guenther/The New York Times/Redux Pictures

Godzina 9:03 czasu lokalnego. Cały świat zapiera dech w piersi i z niedowierzaniem patrzy na widok drugiego samolotu – lotu nr 175 – wbijającego się w południową wieżę World Trade Center. W tej chwili wiadome było wszystko. Na oczach wszystkich stało się niewyobrażalne – pasażerski samolot bezpardonowo wręcz wbija się w budynek-ikonę. Było to zrobione z premedytacją w celu przyciągnięcia uwagi świata. Takiego ataku terrorystów do tej pory nie widział nikt.

O wadze tego wydarzenia musiał się dowiedzieć prezydent Bush. Podczas krótkiej przerwy dziennikarze zauważyli szefa sztabu Białego Domu, Andrewa Carda, który podszedł szybko do prezydenta i szepnął mu na ucho (co później ujawniono) 11 wyrazów. „A seccond plane hit the seccond tower. America is under attack” (tłum. Drugi samolot uderzył w drugą wieżę. Ameryka została zaatakowana). Te słowa okazały się mieć duży wpływ na tak stanowczą reakcję amerykańskich sił na to wydarzenie. Już dzień później NATO na podstawie artykułu 5 Paktu Północnoatlantyckiego wydało dyrektywę, która wzywała państwa członkowskie do zbrojnego wsparcia. Parę miesięcy później rozpoczęła się wojna w Afganistanie.

Część 5 – Heroizm

Źródło: Eric J. Tilford, US Army

Chaos ogarnął okolice obu trafionych wież. Ludzie próbowali oddalić się od tego miejsca jak najbardziej, jak tylko się da. Natomiast lokalna policja oraz straż pożarna natomiast szły do budynków, by ewakuować pracowników Światowego Centrum Handlu. Wciąż można było zobaczyć osoby spadające z najwyższych pięter wieżowców. Największy horror jednak zapanował po tym, jak kolejno południowa (godzina 9:59), a potem północna wieża (10:28) runęły. Trujący pył okrył wszystko i wszystkich. Coraz bardziej potrzebowano wsparcia służb nie tylko do odganiania ludzi, ale do porządkowania zniszczeń oraz odnajdywania i identyfikowania zaginionych osób. Każdy z nich spełniał to trudne zadanie w zawodowy sposób.

Powyższe sceny nie są jednak jedyne, które wydarzyły się tego strasznego dnia. Jeszcze wcześniej lot nr 77 uderzył w zachodnią część budynku Pentagonu pod Waszyngtonem, stolicą kraju. Warty wspomnienia jest też słynny lot 93, który miał prawdopodobnie uderzyć w Biały Dom albo w budynek Kapitolu. Pasażerowie, którzy już słyszeli o wcześniejszych atakach, szybko zrozumieli, co się dzieje i postanowili uporać się z terrorystami. Ich zaangażowanie i desperacką walkę słychać na nagraniach, które po latach zostały opublikowane. Samolot rozbił się na polach koło miejscowości Shaksville w stanie Pennsylvania, ok. 200 km na północny zachód od Waszyngtonu.

Część 6 – Jedność

Źródło:  Smith Collection/Gado/Getty Images

Skala tragedii była ogromna. Na skutek wszystkich czterech ataków życie straciło łącznie 2996 osób, rany poniosło ok. 25 tysięcy ludzi, a 3051 dzieci straciło swoich rodziców. Te statystyki mówią same za siebie. Cały świat zdawał sobie sprawę z ogromu tej tragedii. Wsparcie i modlitwy dla Amerykanów płynęły ze wszystkich zakątków globu. W Polsce przez parę dni obowiązywała żałoba narodowa.

Ale to, co mnie najbardziej poruszyło, to reakcja w samych Stanach Zjednoczonych. Przejawiała się ona modlitwami, kondolencjami, a także konkretnymi działaniami. Niezwykłe było to, że zarówno Demokraci, jak i Republikanie, nie spierali się w tym czasie, a działali razem. Było to widać wyraźnie podczas orędzia, jakie prezydent Bush wygłosił 9 dni po atakach przed oboma izbami Kongresu. Zebrani reprezentanci oraz senatorzy z obu partii politycznych reagowali na słowa prezydenta owacjami na stojąco – widok dziś rzadko spotykany, jeśli nie w ogóle. Społeczeństwo również było otwarte i gotowe do pomocy, co było widać po reakcji strażaków na mowę prezydenta Busha w Strefie Zero.

 

Pomimo tego, że oglądałem, słuchałem i czytałem wiele rozmaitych relacji z tych wydarzeń, wciąż nie mogłem uwierzyć, że coś takiego miało miejsce. Że ktoś w ogóle miał taki pomysł, żeby zabić siebie i spowodować cierpienie tysięcy ludzi. Jako zszokowany widz, który oglądał relacje z tych wydarzeń, mam nadzieję, że to, co się stało 20 lat temu, nigdy się nie powtórzy. Jedyne, co mi pozostaje, to uczcić pamięć niewinnych, którzy tego dnia ponieśli śmierć i cytując Szymborską: „nie dodawać ostatniego zdania”.

Autor

  • Krakus z urodzenia, uczeń I LO im. Bartłomieja Nowodworskiego w Krakowie. Pasjonat architektury, polityki lokalnej i zagranicznej, podróży, historii, literatury, muzyki i sportu. W wolnych chwilach szwenda się po ulicach Krakowa, słucha podcastów oraz czyta książki i gazety. Próbuje być pilnym obserwatorem otaczającej go rzeczywistości oraz zapisywać swoje spostrzeżenia.