Strona główna > Aktualności > Publicystyka > Największe niebezpieczeństwo stojące przed Polską

Największe niebezpieczeństwo stojące przed Polską

Czas czytania: 3 minuty

Dług publiczny Polski będzie szalał. Wskutek kryzysu związanego z COVID-19 będziemy się zadłużali, aby ratować sytuację gospodarczą. Nie jest to nic wyjątkowego i byłoby niesprawiedliwym obarczać winą rząd PiS. Spowolnienie gospodarcze jest naturalne, gdy mówimy o największym kryzysie od 1929 r. Inną sprawą jest to, że przez ostatnie 5 lat wszystko wskazywało na nadejście zwolnienia gospodarczego. Koniunktura była pozytywna, ale taki stan nie trwa wiecznie – wie to każdy, kto cokolwiek o ekonomii przeczytał lub zna choć trochę historii. Co wtedy robił rząd PiS-u?

Wbrew temu, na co decydowały się rządy państw o podobnej do naszej sytuacji ekonomicznej (np. Rumunia), Prawo i Sprawiedliwość z przekonaniem pokierowało Polskę drogą podnoszenia podatków i nadmiernego interwencjonizmu. Zdecydowano, aby obniżać Polski dług względem PKB za pomocą rozwinięcia konsumpcjonizmu (co podnosi proc. PKB, a wzrost PKB ma być na tyle wysoki, aby dług w relacji względem PKB malał, lecz nominalnie – wciąż rósł). Według mnie powinno się obrać inną drogą – pozwolić na uwolnienie kapitału w Polsce – zarówno obcego, jak i naszego – polskiego. Ma on bowiem potężny, kneblowany etatystyczną polityką, potencjał. Mleko się jednak rozlało – teraz borykamy się z takim kryzysem także przez decyzje podejmowane przez PiS we wcześniejszych latach. Może gdyby nie rozdawnictwo i zwiększanie długu, a obniżanie podatków i oszczędzanie w latach 2015-2020, dzisiaj tarcze antykryzysowe mogłyby naprawdę wspierać polskich przedsiębiorców, a nie dawać TVP możliwość PR-owych opowieści o dobroci rządu M. Morawieckiego? Przyszłość jednak maluje się w jeszcze ciemniejszych barwach – świat po kryzysie związanym z koronawirusem długo będzie dochodził do normalności. 

W tym tekście chcę jednak poświęcić uwagę na te potężne niebezpieczeństwo, kryjące się pod zadłużeniem Polski. Moim zdaniem, dla naszego pokolenia – ludzi młodych – jest to coś, co może sprawić, że gdy będziemy w wieku naszych rodziców, nasza ojczyzna będzie państwem, w którym nie będzie dało się normalnie żyć. Skąd tak negatywna wizja przyszłości? Ze statystyk podawanych przez rządzących do wiadomości publicznej.

Mam na myśli oczywiście kryzys demograficzny, który się zbliża, oraz jego skutki. Musimy zdać sobie sprawę, że kryzys, który dotknie Polskę, będzie bardzo dotkliwy. Jeśli wyłączymy ze statystyk zjawisko migracji to za 20, może 30 lat ludzi w wieku produkcyjnym będzie tyle samo, ile tych w wieku poprodukcyjnym. A wliczyć w to przecież musimy fakt, że ludzie pracujący będą uciekać z Polski na większą skalę, niż miało to miejsce na początku XXI w. Fala emigrantów będzie znacznie większa niż w tamtych latach. A gdzie miejsce dla bezrobotnych, których z pewnością będziemy w Polsce mieli? Problemem będzie ZUS, bo nawet oficjalne dane wskazują, że w najlepszym wypadku ludzie dostaną poprzez emerytury co najwyżej 1/3 swoich średnich zarobków. W najgorszym przypadku będzie to tylko 20%! Jak ci ludzie będą mieli w Polsce żyć? 

Kolejne niebezpieczeństwo to oczywiście służba zdrowia – skądś bowiem pieniądze na nią brać trzeba, a w latach, o których piszę, a więc powiedzmy, że 2045 rok, będzie jeszcze mniej płatników do budżetu państwa, niż dzisiaj, a wydatki będą rosły – właśnie wskutek kryzysu demograficznego!  ZUS, NFZ, to wszystko wlicza się w tzw. dług ukryty, którego wartość jest przerażająca. Ok. 4,8 biliona złotych – tyle wynoszą zobowiązania Polski wobec własnych obywateli. To wszystko jest fatalną perspektywą dla naszego pokolenia. Jakie więc mamy szanse na odwrócenie tego trendu?

Przede wszystkim, niezależnie którą opcję wspieramy, powinniśmy zaapelować do osób decyzyjnych w Polsce, aby faktyczny dług Polski był obniżany. Aby jakkolwiek poradzić sobie z tą trudną sytuacją, która nas czeka w przyszłości, potrzebujemy skumulować spory kapitał. Co robią politycy wobec tego zagrożenia? Nic. Kompletnie nic – dbają o swój polityczny interes. W sumie – co w tym dziwnego? Czyż nie fakt, iż rządzący myślą tylko o tym, jak uzyskać reelekcję jest główną wadą demokracji? Walka o długoterminowy interes państwa stoi w jasnej sprzeczności z tą zasadą. Nie spodziewajmy się więc zmiany, a uczmy się języków – im więcej, tym lepiej. Za 20, może 30 lat będziemy mieli większy wybór, gdzie z tego bagna uciekać. Z bagna, w które wprowadzą nas politycy dzisiaj rządzący Polską.