Strona główna > Aktualności > Młodzieżówki > Kiedy możemy spodziewać się postępu w Polsce?

Kiedy możemy spodziewać się postępu w Polsce?

high-rise buildings during night time
Czas czytania: 3 minuty

Przedwczoraj w Szwajcarii przegłosowana została ustawa zapewniająca równość małżeńską, nad którą debatowano już od 7 lat. Mimo wprowadzenia związków partnerskich w 2007 roku, homoseksualne pary nie mogły adoptować dzieci. Zagwarantują im to przegłosowane przedwczoraj jednopłciowe małżeństwa, przeciwko którym kroki podjąć będzie chciała Chrześcijańsko-Demokratyczna Partia Ludowa Szwajcarii. W ramach protestu zapowiada referendum, jednak tęczowi Szwajcarzy mogą spać spokojnie, gdyż społeczne poparcie dla tego cywilizacyjnego kroku w przód wynosi 82%. 

Dzieje się to mimo narodowo-konserwatywnego oblicza największej partii rządzącej. Jak to możliwe? W Polsce przyzwyczailiśmy się już do konserwatyzmu, który polega na kurczowym trzymaniu się jednego stanowiska w sprawach światopoglądowych. W cywilizowanych krajach europejskich konserwatyzm jest sposobem rządzenia, podejmowania racjonalnych i zrównoważonych decyzji, w opozycji do ślepego dążenia w postęp. Nazywane jest to konserwatyzmem ewolucyjnym, za to w Polsce zaobserwować możemy szkodliwy tradycjonalizm lub nawet reakcjonizm (zaostrzanie prawa aborcyjnego). 

Politycy PiSu nie chcą nawet słyszeć o tak umiarkowanym i całkowicie powszechnym w Europie projekcie związków partnerskich. Uważany jest przez nich za jakiś skrajnie progresywny postulat atakujący polskie rodziny, kiedy w praktyce jest zupełnie odwrotnie. W dużej części państw europejskich związki partnerskie, a następnie małżeństwa jednopłciowe, wprowadziły partie nie lewicowe czy liberalne, a chadeckie lub ludowe, powszechnie uważane za konserwatywne i utożsamiane z prawicą. Wynika to ze wspólnego mianownika konserwatyzmu i państwowo zapewnianej instytucji pomiędzy dwoma osobami, czyli traktowania rodziny jako podstawowej jednostki społecznej. 

Wszakże osobom zabiegającym o prawne zinstytucjonalizowanie związków pomiędzy osobami tej samej płci zależy na trwałości ich relacji, a nie tworzeniu kojarzonej z progresywizmem relacji bez zobowiązań. Podobnie sprawa ma się w przypadku równości małżeńskiej, czyli przyzwoleniu parom homoseksualnym na adoptowanie dzieci – chyba nie ma bardziej prorodzinnego postulatu, niż umożliwienie powstania tysiącom nowych rodzin i zapewnienie lepszych warunków życia tysiącom dzieci. 

Niestety w Polsce ta strona wprowadzenia związków partnerskich nigdy do debaty publicznej wprowadzona nie została, zamiast tego możemy usłyszeć wywołujące emocje kłamstwa, mające na celu wzbudzić strach przed osobami LGBT. Homofobiczni politycy są w stanie porównać homoseksualizm do pedofilii, oskarżyć o handel dziećmi, dyskredytować osoby homoseksualne, zrównać z zoofilią – oczywiście lista jest dużo dłuższa. Zajmuje się tym głównie Zjednoczona Prawica i Konfederacja, niestety broni ich właściwie tylko Lewica i mniejsze partie Koalicji Obywatelskiej. Dla innych partii uważanie gejów i lesbijek za godnych obywateli pierwszej kategorii najwyraźniej wciąż jest zbyt postępowe. 

Potwierdzają to trwające obecnie prace nad nowym programem i deklaracją ideową Platformy Obywatelskiej. Oburzające są dla mnie apelacje ze strony konserwatywnych polityków tej partii, mówiące o pozostaniu neutralnym w sprawach aborcji, praw kobiet i związków partnerskich. Między innymi senator Borusewicz broni tego stanowiska, nazywając PO partią centrową, która ma poszukiwać kompromisów i stać na straży pokoju społecznego, zamiast wchodzić w dogmaty światopoglądowe. 

Powiedzmy sobie jasno – nie może być w 2020 roku w środkowej Europie sytuacji, w której związki partnerskie i legalna aborcja są dla partii “centrowej” zbyt ogromnym krokiem w przód. Te dwa prawa są całkowitą normą w prawie wszystkich europejskich państwach, nawet w tych z konserwatywną od wielu lat władzą. Scenariusz, w którym największa opozycyjna partia boi się praw tak szeroko zaakceptowanych, jest co najmniej pesymistyczny i rzuca mroczne cienie na przyszłość Polski. 

Trudno dostrzec mi w takiej sytuacji opcje wyjścia z tej ultrakonserwatywnej zaściankowości. Jeżeli nawet w przypadku pokonania PiSu nie mamy gwarancji wprowadzenia najbardziej podstawowych postępowych postulatów, nie liczyłbym na zmianę nastawienia społeczeństwa nawet za kilkanaście lat. Jakimś rozwiązaniem mogłoby być wywieranie wpływu przez Unię Europejską, jednak przyczyniłoby się do wzmocnienia eurosceptyzmu wśród konserwatywnych wyborców. Obecnie w KO uczestniczą także .Nowoczesna, Zieloni i Inicjatywa Polska, którzy w przypadku wygrania z PiSem mogliby wywrzeć na Platformę wpływ. Niestety na przegraną PiSu się nie zapowiada, tak samo jak nie zapowiada się na ewolucję konserwatywnych polityków, którzy chyba za bardzo wzięli do siebie hasło stałości w poglądach i minęli się z definicją konserwatyzmu. 

Mateusz Trochanowski – Młodzi .Nowocześni