Strona główna > Aktualności > Partnerzy > Kamyczek do ogródka

Kamyczek do ogródka

Czas czytania: 5 minuty

Łukasz Trzaska – Stowarzyszenie Demokracja w Praktyce, dla Kongresów

Papież z kamieniem nad głową, skąpany w czerwonej cieczy przypominającej krew. Czy to nowy film Larsa von Tiera? Czy to niepublikowany nigdzie wcześniej zapomniany szkic Zdzisława Beksińskiego? Czy to zły sen? Nie. „A to Polska właśnie”. I najnowszy pomnik autorstwa Jerzego Kaliny.

Do około 700 monumentów papieża w całej Polsce właśnie dołączył kolejny. Przed Muzeum Narodowym w Warszawie stanął naturalnej wielkości Jan Paweł II ciskający głazem. Instalacja zatytułowana „Zatrute źródło” według opisu autora jest odpowiedzią na znaną rzeźbę Maurizio Cattelana „La Nona Ora”, która przedstawiała Karola Wojtyłę trafionego przez meteoryt. Jak czytamy w opisie na stronie muzeum: „w ujęciu Kaliny Jan Paweł II nie jest już bezsilnym starym człowiekiem przygniecionym meteorytem, lecz tytanem o nadludzkiej sile”. Czy takie wytłumaczenie jest zasadne? Z perspektywy sztuki pewnie tak. To całkiem interesująca polemika ze znanym postmodernistycznym dziełem i intertekstualny dyskurs, który… no nie oszukujmy się – wygląda jednak po prostu komicznie. Nic dziwnego, że w Internecie wręcz zaroiło się od szyderczych memów i komentarzy dających do zrozumienia, co sądzą o takim sposobie portretowania papieża. Pojawiają się też liczne głosy oburzenia, że taki pomnik zwyczajnie Jana Pawła II obraża. Tylko, że wiecie co? Tak naprawdę papieża od pewnego czasu szkaluje się dużo gorzej. Już od ponad 10 lat w Internecie nieustannie powstają wyśmiewające Jana Pawła II wulgarne obrazki, filmiki, piosenki i pasty – czyli CENZOPAPY. Karol Wojtyła jest na nich przedstawiany jako pedofil, gwałciciel i zbrodniarz wojenny zabijający Polaków na Wołyniu. W lepszych przypadkach jako borowik, taczki i lód na patyku. Zawsze z okrutnie wykrzywiona twarzą w formie tzw. „rzułtej mordy”. Dlaczego to wszystko spotkało akurat naszego Papieża? Wydaje się, że taki już w naszym kraju los osób (zbyt) wielkich.   

Gdyby się tak dogłębnie i mocno zastanowić, to z Janem Pawłem II o tytuł największego z Polaków, mógłby dziś konkurować tylko Adam Małysz. Wałęsa by się nie załapał, bo ponoć był agentem, Sapkowski jest za dużym bucem (do tego Wiedźmin jest na podstawie gier), a Pudzian właśnie stał się cieniasem, bo takiego głazu to nawet on nie uniósł – więc zostają tylko Papież i Małysz. No tak, ale Adamowi Małyszowi (jeszcze) nie buduje się pomników, tylko co najwyżej jakąś tam skocznie w Wiśle Malince, także to na razie i co za mały autorytet. Poza tym, nawet gdyby mu pomnik postawić, to Pan Adam i tak ma wieczysty immunitet na szkalowanie. Bo czy Jan Paweł II skoczył kiedyś 151,5 metra w Willingen? No właśnie. A Pan Adam skoczył. Więc od niego się proszę odczepić.

Brzemię bycia największym synem narodu jest w naszym kraju wyjątkowo bolesne i Karol Wojtyła ciężki niesie tengłaz krzyż w tym swoim życiu po życiu. Niby na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się w porządku – w Wiadomościach TVP (w przerwie od transmisji z wylewu szamba w Warszawie i przypominaniu o zwłokach senatu) usłyszymy o wielkim dziedzictwie świętego Jana Pawła II i wyjątkowym koncercie na jego cześć. W kościele zmówimy litanię do świętego Jana Pawła II, na ulicy miniemy trzy pomniki z podobizną Wojtyły, wstąpimy na kremówki papieskie (takie jak to po maturze jadał) i wchodząc do mieszkania, wytrzemy buty w wycieraczkę z podobizną syna polskiej ziemi, który wołał „niech zstąpi duch twój”. Pełna kulturka i respekt. Wszyscy Papieża kochają i szanują, bo „on to komunę obalił i góry kochał i teraz to już nie ma papieży, tylko ten nasz był jeden jedyny prawdziwy”, ale to wszystko kończy się w momencie przestąpienia bramy piekieł i wejścia do Internetów. Bo tam to dopiero „olaboga, Papieża obrażają”. Jakaś „wojtyla noga”, jakieś JP2GMD i „ty Janie parmezanie, posypko na włoskie danie”. Straszne. A jak się dalej pójdzie, to jeszcze jakiegoś wirusa watykańczyka można na komputer złapać i natrafić na powycinane z kontekstu słowa papieża, poskładane w rytm utworu „Jestem Bogiem” natrafić. I techno-remix „Barki” się znajdzie i wulgarna przeróbka drugiej części „Dziadów” Mickiewicza z pedofilem-Wojtyłą w roli głównej i … wystarczy – „DOŚĆ” (wypowiedziane głosem Jana Pawła II na spotkaniu z dziećmi z programu „Ziarno” w 1991 roku). Macie wy w ogóle rozum i godność człowieka, żeby tak Papieża-Polaka obrażać? Ktoś kiedyś bardzo mądrze zadał to pytanie, ale ja spytam inaczej – mieliście wy w ogóle kiedyś rozum i godność człowieka, żeby tak Papieża-Polaka gloryfikować?  

Pomijając wcześniejsze wyzłośliwiania o Małyszu i Pudzianie – Jan Paweł II naprawdę jest bodaj najbardziej pomnikową, wychwaloną i wyniesioną na piedestał postacią w całej polskiej historii. Piłsudski czy Jan III Sobieski nawet koło Wojtyły nie stali. Wojtyła nie ma wad, Wojtyła jest autorytetem, Wojtyła jest wzorem, Wojtyła jest pomnikiem. A równocześnie Wojtyła jest dywanem, talerzem i zapalniczką. Wojtyła jest tym fajnym gościem, co po maturze chodził na kremówki i śpiewał Barkę. I kiedyś coś tam ważnego mówił o Bogu, sumieniu, człowieczeństwie i obliczu ziemi, tylko już za bardzo nie pamiętam co, bo musiałem wtedy iść ziemniaki odcedzić i nie słuchałem. Tak jak pozostałe 40 milionów Polaków. Przez kilka pokoleń.

Dysproporcja między tak patetyczną idealizacją człowieka, a równocześnie tak wielkim spłyceniem jego osoby i nauki chyba nigdy nie była tak ogromna, jak właśnie w przypadku Karola Wojtyły. Kult jednostki, którą wszyscy kojarzą jedynie z jedzeniem kremówek i godziną śmierci – oto obraz pokolenia JPII, ale czy do tego piją cenzopapy? Czy to właśnie mają pokazać obelżywe rysunki z papieżem? Że wasz Jan Paweł II to już nie „człowiek, który został papieżem” – a raczej „człowiek, który został talerzem”? Pewnie częściowo tak. Częściowo chodzi pewnie też o faktyczną krytykę pontyfikatu, który wbrew obiegowej opinii wcale tak idealny nie był. Bo nie ma ludzi idealnych. Nawet jeśli mowa o świętych, ale w tym, wszystkim zawsze najbardziej chodziło chyba jednak o coś innego. 

Bo cenzopapy tak naprawdę nie szkalują Jana Pawła II. Ich twórcy w przeważającej większości Wojtyłę lubią i szanują. Cenzopapy szydzą ze społeczeństwa, które kategorycznie zabrania krytyki niektórych ludzi. Śmieją się ze społecznej autocenzury, waląc w nią na odlew tak mocno, żeby dotarło. Skoro nie można było powiedzieć nawet pół złego słowa, to macie tu w takim razie zbrodniarza i pedofila. Podoba Wam się? – zdają się pytać twórcy cenzo.

Cenzopap nie stworzyli młodzi internauci. Stworzył je polski bezkrytyczny kult autorytetów. Stworzył je brak dystansu i przede wszystkim brak umiaru. W końcu kamyczek do ich powstania dorzuciły pomniki – takie jak ten Jerzego Kaliny – przedstawiające papieża jako „tytana o nadludzkiej sile”. To one nieustannie dmuchają do granic możliwości wielki niczym głaz balonik uwielbienia.  A gdy balon pęka, dostajemy w twarz obelżywymi memami i szkaradną „rzułtą mordą”. Tę mordę jako społeczeństwo stworzyliśmy my sami.

***

„Nie budujcie mi pomników. Zróbcie coś dobrego dla ludzi” mówił kiedyś Jan Paweł II. Co myśmy więc najlepszego zrobili?