Strona główna > Aktualności > Polityka > Jeszcze trochę o wadach narodowych, czyli fetysz jedności narodowej

Jeszcze trochę o wadach narodowych, czyli fetysz jedności narodowej

Czas czytania: 2 minuty

Mateusz Patalan dla Kongresów

Mówi się, że Polacy uwielbiają się kłócić. I to jest prawda. Ale prawdą jest też to, że Polacy są przekonani, że żadnych konfliktów być nie powinno. Bo w Polsce dobrze będzie dopiero wtedy, gdy wszyscy Polacy na powrót staną się jedną, wielką rodziną i zaczną się we wszystkim zgadzać. Autostrady będą wtedy mniej dziurawe, smog mniej gryzący w płuca, a pensje – godne i europejskie.

Piotr Stankiewicz w swojej książce „21 polskich grzechów głównych nazwał” nazwał to nierealne pragnienie „fetyszem jedności narodowej”. O tej wadzie narodowej mówi się raczej niewiele, wielu uważa ją nawet za niegroźną – w końcu to chyba dobrze, że Polacy dążą do porozumienia, prawda?

Gdyby to tylko było takie proste! Choć może wydać się to absurdalne, kompromis i konsensus wcale nie wydają się nam atrakcyjne. W końcu biorą się one właśnie z konfliktów, natomiast te – z narodowej niezgody. A chodzi przecież to, żebyśmy nie szli na jakieś zgniłe kompromisy, tylko wspólnie, razem, chórem ustalili wersję, która będzie odpowiadać wszystkim. I co z tego, że jest to niemożliwe?

Fetysz sprawia, że niespecjalnie widzi nam się pluralizm polityczny (choć oczywiście nikt nie powie tego głośno). W końcu partie mają różne poglądy, a każdy konflikt oddala nas tylko od osiągnięcia tego upragnionego stanu. Szczególnie rezonuje to na urząd prezydenta RP, który ma być „prezydentem wszystkich Polaków”, ale jednocześnie potrzebuje tylko trochę ponad 50% głosów, żeby nim zostać. A to przecież jawna kpina z naszej narodowej potrzeby jedności – jak bowiem może przewodzić nami człowiek, z którego niezadowolona jest prawie połowa Polaków?

Widać to szczególnie po ugrupowaniu Polska 2050 Szymona Hołowni, które – choć nawołuje do dialogu i dyskusji – w rzeczywistości stara się wykorzystywać ten fetysz do zdobycia popularności. Bo niby przyznaje, że różni ludzie mają różne poglądy (sam skład ich niedoszłego koła parlamentarnego to zresztą prawdziwy światopoglądowy tygiel), ale w gruncie rzeczy przedstawia nieodłączny w nowoczesnych demokracjach konflikt jako coś złego.

Dialog dialogiem, ale najlepiej, jakbyśmy wszyscy jednak złapali się za ręce i zanurzyli się w powszechnej, narodowej zgodzie. I co gorsza jestem skłonny uwierzyć, że wcale nie jest to cyniczne granie pod publikę, a członkowie ruchu, łącznie z samym liderem, wydają się w to wierzyć. Wiąże się z tym jeszcze grzech apolityczności (o którym Stankiewicz również pisze), czyli przekonanie, że politykę da się robić bez partii politycznych, a nawet więcej – że jest to zdecydowanie wskazane.

Bo wszyscy Polacy to przecież jedna rodzina – nic więc dziwnego, że politycy ze wszystkich stron starają się dbać o jej jedność, oskarżając swoich adwersarzy o „dzielenie Polaków”. A „dzielenie Polaków” jest w tym kraju grzechem śmiertelnym. Bo konflikt oddala nas przecież od wymarzonych autostrad!

Fot. Przemysław Włodkowski/Pixabay

Autor

  • Bloger Gazety Kongresy. Kiedyś RGM, obecnie Radomsko24. Sekretarz, a później wiceprzewodniczący Młodzieżowej Rady Miasta Radomsko kadencji 2019 - 2020. Jest liberałem, ale ma serduszko.