Strona główna > Aktualności > Kultura > Jak pandemia Koronawirusa wpłynie na przemysł filmowy?

Jak pandemia Koronawirusa wpłynie na przemysł filmowy?

Czas czytania: 5 minuty

Rafał Koncewicz dla Kongresów

 

Piękna rozrywka

Kto z nas nie lubi usiąść w wygodnym, czerwonym fotelu? Kto z nas nie lubi zajadać się przepysznym, maślanym popcornem? Kto z nas nie lubi podziwiać swoich ulubionych gatunków filmowych na wielkim ekranie? Trudno w dzisiejszych czasach znaleźć osobę, która nie przepadałaby za wizytami w kinie. Seans filmowy stanowi chwilę eskapizmu od szarej rzeczywistości.  To piątkowe wyjście z przyjaciółmi na głupkowatą komedię. To pokaz wysublimowanego, oscarowego filmu. To kolejny letni Blockbuster z mnóstwem wybuchów i efektów specjalnych. Kino jest miejscem, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie. Niestety, nic nie trwa wiecznie.

Wzrost i spadek

Kina cieszyły się kiedyś dużo większą popularnością. Kilkadziesiąt lat temu było to jedyne miejsce, w którym można było obejrzeć coś innego niż monotonne, nudne produkcje telewizyjne. Wraz z postępem technologicznym ludzie otrzymali szerszy dostęp do kultury. Heraklit z Efezu, jeden z największych filozofów starożytności, słusznie zauważył, że światem rządzą przeciwieństwa. Nie ma zdrowia bez choroby, nie ma sytości bez głodu, nie ma zysku bez straty. I tak jedna gałąź przemysłu zaczęła rozwijać się kosztem drugiej. Kina od pewnego momentu zarabiały z roku na rok coraz mniej. Wyjątkiem od tego były lata z premierami ważnych, przełomowych produkcji. Wbrew pozorom nie zarabiają one w głównej mierze na biletach. Ich bazowym zarobkiem są napoje i przekąski. Większość dochodu ze sprzedanej wejściówki wędruje do danego dystrybutora. Czynnikiem, który ostatecznie ukształtował dzisiejszą pozycję kin, jest ogromny rozwój streamingu. Chyba każdy z nas co miesiąc odnawia swoją subskrypcję na platformie Netflix. Tysiące filmów oraz seriali zgromadzonych w niemal jednym kliknięciu i niskiej cenie. Wydaje się to dużo bardziej komfortową opcją niż stacjonarna wizyta w kinie.

Pionki na szachownicy

Obecnie branża filmowa jest zdominowana przez kilku wielkich hegemonów. Są to min. Walt Disney Company, Universal, Sony Pictures Entertainment, Warner Bros. Tak rozbudowane korporacje przypominają w swoim działaniu precyzyjne maszyny złożone z wielu dopracowanych elementów. Ich funkcjonowanie to efekt wysiłku tysięcy osób. Produkcja filmów w tak skomplikowanej wytwórni nie jest przede wszystkim nastawiona na zdobycie Oscara czy przychylne recenzje opiniodawców. Wszystkie te czynniki schodzą na drugi plan. Najważniejszą rzeczą jest zysk, uwarunkowany ciągłą, systematyczną fabrykacją. Nieustanny dochód tworzy ze studia mityczne Perpetuum Mobile, w którym wszystko musi być dopięte na ostatni guzik. Ogromna wytwórnia nie pragnie, żeby jej dzieło skłoniło cię do głębokich przemyśleń i wywołało intensywne katharsis. Jej główne zadanie to opróżnienie Twojego portfela. Inną taktykę przyjmują małe, kameralne studia, które w pierwszej kolejności stawiają na sukces krytyczny. Ich produkcje często mają premierę na filmowych festiwalach i innych tego typu uroczystościach.

Każdej akcji towarzyszy reakcja

W czasie pandemii nie sposób udać się do kina. Konsumenci nie mogą podziwiać swoich ulubionych produkcji, a wytwórnie muszą obejść się bez zysku. Przydałoby się znaleźć alternatywę, która zadowoli obie przegrane strony w tej materii. Odpowiedzią na tę sytuację jest wyżej wspomniany streaming. Pozycją największego hegemona w tej branży nadal cieszy się wszystkim znany Netflix. Posiada znaczną część całego rynku. Ogromna ilość różnorakich treści, przystępna cena – to właśnie te cechy zapewniły mu miliony subskrybentów i tak uprzywilejowaną pozycję. Drugie miejsce w tym wyścigu zagwarantował sobie Amazon Prime. Owa platforma nie cieszy się w Polsce tak dużym zainteresowaniem, jak jej czarno-czerwony konkurent, jednak na rynku światowym ma sporo zaufanych miłośników. Końcowe miejsce w walce o miano króla streamingu zajmują najmłodsi uczestnicy sporu, których premiera nie odbyła się jeszcze w Polsce. Mowa o Disney plus i HBO MAX. Aczkolwiek ich marginalne ulokowanie jest tylko chwilowe.

Nowi uczestnicy wyścigu szczurów

W ostatnich miesiącach ogromną popularnością cieszył się drugi sezon serialu ,,Mandalorian”. Internet ponownie oszalał na punkcie czarującego Baby Yody. Ta kosmiczna produkcja to obecnie flagowy okręt platformy Disney Plus. Jak sama nazwa wskazuje, jest to własność Walt Disney Company – największego monopolisty pod względem ilości marek i treści. To właśnie w jego władaniu znajdują się nasze ulubione marki: ,,Star Wars”, filmy Marvela czy animacje studia Pixar. Niespełna miesiąc temu odbył się tzw.,, Investor Day”. Disney zaprezentował inwestorom szereg śmiałych i twórczych produkcji, które mają trafić na jego platformę streamingową. W większości są to wysokobudżetowe dzieła. Animacje i filmy live-action,  seriale ze świata Marvel Cinematic Universe i uniwersum Star Wars. To tylko przedsmak przyszłej oferty platformy. Disney w przeciwieństwie do Netlixa będzie stawiał na jakość, a nie ilość. Produkcje z kinowym rozmachem będzie można zobaczyć na małym ekranie w domowym zaciszu. To wszystko w niższej cenie niż u konkurencji. Poprzez takie działania Disney Plus będzie stanowił realne zagrożenie dla Netlixa. Pozycja największego hegemona zostanie dobitnie zagrożona. Kto wie? Może za kilka lat właśnie tutaj będziemy odnawiać naszą miesięczną subskrypcję.

Wraz z początkiem grudnia pojawiła się niezwykle ważna informacja, która z pewnością dopełniła niefortunny status quo kin. Wytwórnia Warner Bros zadecydowała, że wszystkie jej filmy w 2021 roku będą lądować jednocześnie w kinach, jak i na platformie HBO MAX. Produkcje będą utrzymywać się na platformie streamingowej tylko przez miesiąc, a po upływie tego czasu będą dalej wyświetlane w kinach.  Duży procent widzów jest zadowolony z tak odważnej decyzji. Grono konsumentów woli podziwiać ulubione filmy w swoich przytulnych czterech ścianach. Jednakże taka decyzja jest ogromnym ryzykiem ze strony studia. Dochody z subskrypcji HBO MAX mogą nie zwrócić astronomicznych kosztów produkcji i postprodukcji filmów. W takiej sytuacji studio stanie się biblijnym synem marnotrawnym. Wróci do starego modelu dystrybucji filmów. Kina według starej zasady oko za oko, ząb za ząb najpewniej zwiększą opłatę za wyświetlane ekranizacje. Odważny ruch Warner Bros jest z pewnością gwoździem do trumny dla kin. Poskutkowało to znacznym ogniem krytyki ze strony licznych placówek. Dystrybutorzy i różnorakie firmy już na tym etapie zapowiadają liczne skargi i pozwy. Nie ma się co dziwić. Zagranie Warner Bros może w całości zmienić aktualne zasady i postrzeganie przemysłu filmowego.

Upadek imperium


Jak wspominałem wcześniej, moc kin od pewnego czasu nieustannie słabła. Tak duże zmiany na rynku powinny zachodzić na skutek powolnej ewolucji. Pandemia koronawirusa jest niczym zapałka wrzucona w beczkę prochu. Ogromna stagnacja popchnęła już i tak upadające domino. Era czerwonej kanapy i wielkiego ekranu idzie bez wątpienia w zapomnienie. Jedno jest pewne. Wkraczamy w okres mobilnego postępu w postaci streamingu. Platformy streamingowe będą stawały się coraz popularniejsze. Pozostało nam śledzić, kto w ostatecznym rozrachunku wygra owy wyścig szczurów.

Autor

  • Stowarzyszenie młodzieżowe promujące wśród młodych osób wartości wolnościowe zarówno w kwestiach gospodarczych, jak i społecznych.