Strona główna > Aktualności > Publicystyka > Jak brat z bratanką

Jak brat z bratanką

Jakub Kosz dla Kongresów

Nie ulega wątpliwości, że pewni ludzie nie powinni przebywać w swoim towarzystwie, chociażby dla zapewnienia  ładu i porządku, ale także, by nie doszło do niepotrzebnego poturbowania osób postronnych. Przykłady te można mnożyć i raczej wszyscy są w stanie wymienić co najmniej kilku takich, co razem „roznieśli by” nie jedno miejsce. Oczywiście, nie zawsze trzeba prowadzić ze sobą otwartą wojnę. Czasami wystarczy nienawidzić się, po prostu, po cichu.

brown concrete statue under white cloudy sky

Ciekawie wojenki te mają się za naszą wschodnią granicą, na szerokości całego byłego Związku Radzieckiego. Niekiedy pozostają one „w domu”, a niekiedy domownicy postanawiają uprzykrzać życie sąsiadom. Dzieje się to także na odwrót. Zdroworozsądkowa osoba mogła by teraz postawić jakże trafne pytanie, czy aby nie piszę od rzeczy. Oczywiście, że nie. Jest to swego rodzaju preludium do lepszego zrozumienia stosunków madziarsko-kozackich.  Kością niezgody między nimi jest jeszcze nieznane tak dobrze w naszym kraju Zakarpacie, gdzie to Węgrzy stanowią większość. Z powodów znanych powszechnie, Kijów w 2017 roku postanowił poluzować trochę swobód innym nacją na ziemi sobie podległej. Fakt ten zaś wzbudził zniesmaczenie wśród Węgrów. Od tego czasu ruszyła machina wzajemnych uszczypliwości i szturchania się po bokach.

Niezwykle ważne jest to w tym momencie, kiedy Ukraina chwieje się na prawo i na lewo, jak łódka w czas sztormu. Mimo że niektórzy, jak na przykład były premier Ołeksij Honczaruk, doszli do wniosku, że państwem nie da się zarządzać w sposób sprawny, to jednak prezydent Zełeński nadal próbuje nakierować kraj na właściwe wody Oceanu Spokojnego. Nie jest to rzecz prosta w przypadku Ukrainy, gdyż nawet niektóre organy państwa opierają się zaprowadzeniu zachodnich standardów. Na podium wysunął się niedawno Trybunał Konstytucyjny. Umożliwił on oligarchom i politykom nieupublicznianie swoich majątków. Ci z pewnością mogliby wprawić w kompleksy nie jednego szefa międzynarodowej korporacji lub samego prezydenta Zełeńskiego.

Choć chwieje się sama Ukraina, to i pozycja głowy państwa zaczęła niebezpiecznie się chybotać niczym bańka Stańka. Widać to wyśmienicie, tak dobrze jak smaczne są torty kijowskie, na przykładzie ostatnich wyborów samorządowych oraz referendum.  Jest to skutkiem daleko idącej niemożności w szybkim zwalczaniu problemów trawiących państwo nad Dnieprem. Czy można jednak inaczej? Z pewnością gdyby nie upór niektórych polityków, którzy tak bardzo kochają Ukrainę, a raczej jej budżet, mogłaby ona sprawniej wdrażać oczekiwane przez większość społeczeństwa reformy.

Sytuacja ta napawa z pewnością odwagą Węgrów, którzy tylko czekają na kolejne kompromitacje elit ukraińskich. Czy w jakimkolwiek europejskim państwie rządzi sprawniejszy i bardziej przebiegły premier od Wiktora Orbana? Wątpię. Mimo iż jest to postać kontrowersyjna, to jednak nie można odmówić mu niezwykłego pragmatyzmu w wielu sprawach oraz sprawności we wszystkich możliwych intrygach i układankach politycznych.

Napięta sytuacja między Ukrainą a Węgrami wynika głównie z konfliktów o tożsamość Zakarpania oraz jego autonomię. Widać to szczególnie było w ostatnich wyborach, kiedy to władze Węgier nad Dnieprem wsparły Towarzystwo Węgierskiej Kultury Zakarpacia (KMKS). Czy jest to konflikt nowy? Otóż nie, wszystko zaczęło się w 2017 roku, kiedy to na Ukrainie uchwalono, tak zwaną „ustawę o mowie”, która nakazuje naukę w szkołach po ukraińsku. Madziarzy w odpowiedzi na to blokują od 3 lat jakiekolwiek pomysły spotkań wysokiego szczebla między NATO a Ukrainą. Fidesz zdołał już zdominować Jobbik, Movementum, czy Wiktor Orban zdoła podporządkować sobie Ukrainę? Z pewnością nie, jednak państwo to będzie zmuszone pójść na daleko idące ustępstwa, niczym Polska po Jałcie.

No właśnie, RP. Co robią władze polskie w sprawach dobrosąsiedzkich? Cóż, czy można wymagać od kogokolwiek, by rzucał się w wir między dwojga rozwścieczonych członków rodziny? Skoro nikt nikomu nie zdążył wyrządzić jeszcze krzywdy, polskie władze nie angażują się w madziarsko-kozackie waśnie. Polska odgrywa raczej rolę zaniepokojonej krewnej, która może dawać w tym przypadku dobre rady i zapraszać wszystkich na kawę, by porozmawiać, ale nie ma na razie takiego zamiaru. Parafrazując klasyka: Czy dzięki spokojowi stajemy się wszyscy bardziej przyjaźni?