Jakub Kralka, redaktor portalu Bezprawnik.pl, nazwał je najbardziej upokarzającym miejscem w polskiej polityce. W oczach starszego pokolenia, są zwykle miejscem odmóżdżającej indoktrynacji, ukośnik – karierowiczostwa, ukośnik – sekciarstwa oraz bańkowości. Gdy my będziemy starszym pokoleniem, nasze dzieci będą wyśmiewane, z powodu naszej dawnej przynależności do niej. W odmętach Facebooka, gdzie wielu z nas spędza znaczną część życia, opinia na ich temat jest jeszcze gorsza. Postulaty o ich delegalizację można niekiedy usłyszeć nawet z ust… tworzących je ludzi.
Trudno polemizować z tezą, że polskie młodzieżówki mają ostatnimi czasy mało entuzjastyczny PR. Jedną z przyczyn, które jako pierwsze nasuwają się na myśl, może być geneza historyczna zaangażowania młodych w politykę. Wszak wszelkie totalitaryzmy werbowały oraz indoktrynowały młodych, którzy – przekonani o tym, że uczestniczą w czymś wyjątkowym – głosili przerażające hasła. Hitler miał swoje Hitlerjugend, Lenin i Stalin mieli Komsomoł, Mao – podczas Rewolucji Kulturalnej – stworzył Czerwoną Gwardię. Również w Polsce, w najczarniejszych latach stalinowskiego terroru, do olbrzymich rozmiarów dwóch milionów członków, rozrósł się Związek Młodzieży Polskiej.

Historyczne skojarzenia nie są jednak jedynym, co przemawia na niekorzyść młodych w polityce. Młodzież walczyła w powstaniach, konspirowała przeciwko niemieckiej okupacji, a także stała za przemianami kulturowymi w latach sześćdziesiątych.
Jeśli więc nie historia… to co? Może coś znacznie mniej odległego? Trudno zaprzeczyć, że opinia społeczna o młodzieżówkach pogorszyła się znacznie w okresie pandemii koronawirusa. COVID zepchnął nas z ulic do domów, sprzed ambasad i ratuszy przed komputery. To właśnie w czasie pandemii działalność w młodzieżówce na dobre przestała kojarzyć się z oddolną presją społeczną, a zaczęła z awanturami na facebookowych grupkach, żenującymi postami w social mediach, a także desperackimi próbami podbicia własnych zasięgów.
Przyczyn niepopularności młodzieżówek łatwo też dopatrzyć się, analizując jeden, bardzo prosty fakt. Każdy z nas ma określone poglądy polityczne z którymi niekoniecznie zgadza się większość społeczeństwa. . O ile dorosła, mainstreamowa polityka stępiła pazurki radykalizmu, to ta młodzieżowa ma znacznie słabsze hamulce, a repertuar dozwolonych w niej chwytów jest znacznie szerszy. Staliniści spotykają monarchistów, anarchiści – frankistów. Nawet symetryzm na młodzieżowej scenie politycznej zdaje się być bardziej radykalny. A wszystkie te skrajności rodzą się przecież w umysłach, mających jedynie kilkanaście lat życiowego doświadczenia, często – przynajmniej w opinii starszego pokolenia – zwyczajnie nieznających życia.
To wszystko wyjaśniałoby w dużej mierze całą sprawę. Wciąż nie dotyka to jednak sedna całego problemu. Wydaje się nim być dysonans, jaki odczuwamy, zestawiając młodość z polityką. Nasz intuicyjny sentyment do młodości i nie mniej intuicyjna, odruchowa wręcz niechęć do polityki. Ta ostatnia kojarzy się w naszym kraju wyjątkowo nieatrakcyjnie. Myśląc o polityce, myślimy o partyjnych przepychankach, kolejnych awanturach w rządzie oraz przekrzykujących się starszych panach podczas wieczornego programu po „Wiadomościach”. Jeśli polskie społeczeństwo faktycznie widzi politykę w ten sposób, nietrudno zrozumieć powód, dla którego z pogardą patrzy na tych, którzy już w młodości chcą się w nią poważnie zaangażować. Powszechne przekonanie o tym, że w młodości powinno chodzić się na randki, a nie pod ratusz (a na tych randkach – oczywiście nie rozmawiać o polityce) dotyka jednak nie tylko ludzi starszych. Dotyka całego społeczeństwa, a szczególnie obecne pokolenie nastolatków.
A najgorsze w tym wszystkim jest to, że w czasach, w których polityka kojarzy się rekordowo niepopularnie, najbardziej potrzebujemy właśnie polityki. Jak pisze Tomasz Markiewka w swojej najnowszej książce „Zmienić świat raz jeszcze”:
„Dopominanie się o upolitycznienie to nic innego jak przypominanie, że niektóre tematy powinny stać się przedmiotem zbiorowego namysłu i działania”.
I dalej:
„(…) brak wiary w politykę ujawnia się także wtedy, gdy rozmawiamy o kryzysie klimatycznym. I prawdopodobnie nigdzie indziej nie jest równie niebezpieczny.
»Zmiana klimatu jest zbiorowym problemem, który wymaga zbiorowych działań na niespotkaną wcześniej skalę. Niestety ten problem przebił się do powszechnej świadomości akurat wtedy, gdy wypowiedziano ideologiczną wojnę sferze publicznej« –zauważa Naomi Klein, kanadyjska dziennikarka i aktywistka”.
W tej optyce, rosnąca rozpoznawalność młodzieżowych organizacji politycznych jawi się niczym coś zbawiennego. Nawet abstrahując od ich ideologicznej różnorodności, a także od tego, że swoje organizacje młodzieżowe stworzyły także stronnictwa skrajnie indywidualistyczne, sam fakt istnienia tak wielu młodzieżówek, a co za tym idzie – tak wielkiego popytu na zaangażowanie polityczne wśród młodych, może być w pewnym sensie znakiem, że epoka indywidualizmu powoli się kończy. Czy to oznacza, że epoka kolektywnego zaangażowania młodych ludzi miałaby wrócić w dobie kryzysu klimatycznego?
Jeśli tak, trudno było sobie wyobrazić lepszy moment. Pomijając już jednak tykający zegar ekologicznej katastrofy, ocieplenie wizerunku polityki w społeczeństwie wyjdzie nam na dobre także w wielu innych kwestiach. Polityczny potencjał ma bowiem prawiewszystko, co nas otacza. Polityczna jest seksualność, polityczne jest zdrowie fizyczne i psychiczne. Polityczne są także nasze ciała, nasze związki, relacje z rodziną przyjaciółmi.
Odkrycie politycznego potencjału tych sfer oznacza ni mniej, ni więcej, co po prostu poddanie ich zbiorowemu namysłowi, a także zobaczenie ich szerszego, społecznego kontekstu. To właśnie młodzi ludzie, z pozoru nijak nie pasujący do naszych odruchowych skojarzeń z polityką, mają w swoich rękach znaczną część odpowiedzialności za wykonanie tej roboty. Każda oddolna młodzieżowa organizacja, każda partyjna młodzieżówka, jest jakimś krokiem w tym kierunku.
O autorze
Student drugiego roku prawa na Uniwersytecie Wrocławskim. Członek Razem Wrocław oraz Zarządu Okręgu dolnośląskiego oddziału Młodych Razem. Uwielbia rozdrabniać rzeczywistość na kawałki, niuansować, zastanawiać się. W wolnych chwilach głównie śpi.