Przejdź do treści

Homo Sovieticus – Czasy Najnowsze

„Nasz najsoczystszy i najlepszy materiał ludzki”. „Rezerwa złota na przyszłość”. Takimi określeniami zwracał się Otto Grotewohl wschodnioniemiecki premier – do młodzieży i dzieci. Twierdził, iż nie mogą „paść ofiarą sił reakcyjnych”. Wówczas wrogami partii komunistycznych w Europie Wschodniej stały się niezależne organizacje obywatelskie, kościoły różnych wierzeń lub opozycyjne ugrupowania demokratyczne. W całym bloku wschodnim sowieccy działacze podjęli się stworzenia nowego gatunku człowieka – Homo Sovieticus. Chyba każdy, kto choć raz odwiedził muzea obozów koncentracyjnych, zgodzi się, że nie zwiastuje to dobrych wydarzeń. Jak wyglądał przebieg socjalizacji młodych ludzi? Czy pokolenie wychowane w myśli komunistycznej osiągnęło wyznaczony cel?

Wczesne przygotowania

Koncepcja, jakoby dzieci były czystą kartką lub gliną, które państwo może w nieskończoność formować, nie była w Niemczech niczym nowym – Naziści posługiwali się podobnymi metaforami. Mimo to, treści wpajane przez komunistów były zupełnie inne. Pierwsze podchody w tej kwestii poczyniono już w 1945 roku. Wiązało się to ze zdelegalizowaniem jakichkolwiek instytucji prywatnych związanych z kształceniem dzieci. Od przedszkoli, poprzez szkoły średnie po uniwersytety. Jednakże program nauczania, który Związek Sowiecki miał wprowadzić, zszokował całe grono pedagogiczne. Spodziewano się wprowadzenie w sowieckiej strefie okupacyjnej awangardową pedagogikę, która była stopniowo upowszechniana w całych Niemczech – tzw. Montessori. Charakteryzowała się ona indywidualnym podejściem do ucznia, kładącą nacisk na spontaniczność i kreatywność. Podobne oczekiwania były w Polsce, gdzie popularność zyskiwał eksperyment Janusza Korczaka. Polegał on na wprowadzeniu szeroko pojętego samorządu szkolnego, który zachęcał młode warszawskie sieroty do pisania własnego prawa i następnie jego egzekwowania przed szkolnymi sądami.

Pomimo to, wschodnioeuropejskie szkoły zostały zmuszone do przyjęcia sposobów wychowania zawartych w dziełach Antona Makarenki – przyjaciela Stalina. Dyrektora szkoły poprawczej dla młodych przestępców. Jego metody skupiały się na indoktrynacji, powtarzaniu oraz nacisku ze strony rówieśników. Podobnie jak inni szaleńcy Makarenko wierzył w podatność natury ludzkiej na zmiany. Twierdził, że każde dziecko pochodzi z rodziny, która chce obalić komunistyczny ustrój. Nie mniej jednak, dziecko wysłane daleko od domu i włączone w młodocianą drużynę może wyrosnąć na prawowitego radzieckiego obywatela. W tym celu wspólna praca, która miała być „rozkoszą, może najsłodszą na świecie” oraz powtarzane formułki miały nauczyć, jak być człowiekiem komunizmu.

Przeprowadzono półroczny kurs przygotowujący nauczycieli do nowych warunków. Pomimo to, taki okres był niewystarczający, aby zrozumieć nowe teoretyczne wymagania, a co dopiero zobaczyć je w praktyce. Chociaż te podstawy – jak później się okazało – nie były takie trudne. W centralnym założeniu pedagogiki była wówczas polityka.

Dzieci

Oczywiście skomplikowane tematy, jakie w przeszłości oferowała polityka, należało stosownie zobrazować. Dzieciństwo najlepszego przyjaciela dzieci – Stalina – przedstawiano w jaskrawych kolorach pisemek. Pomimo iż w rzeczywistości było nadto ponure. Kult wodza również przejawiał się w używaniu jego młodocianego pseudonimu – Soso. Również Feliksa Dzierżyńskiego – twórca bestialskich sowieckich organów bezpieczeństwa – nazywano Frankiem. Jedno z takich publikacji zawierało na przykład historię, jak młode dziecko pyta Matkę o znaczenie słowa „Generalissimus”. „Cały naród radziecki bardzo kochał swojego wodza i dlatego ZSRR nadało mu ten chwalebny tytuł” – dopowiada matka. Stalin wówczas staje się absolutnym autorytetem małolata.

Niektóre utwory trzeba było „zaktualizować” do napotkanych warunków. Jednym z nich był „Koziołek Matołek”. Oryginalna wersja przedstawiała Koziołka patrzącego w stronę Zamku Królewskiego oraz wieżę kościoła. Wersja ocenzurowana zawiera już natomiast matołka wpatrującego się w Pałac Kultury – podarunek Stalina dla narodu polskiego. Przed wojną policjanci za naruszanie przepisów drogowych grozili pałką Matołkowi. Po wojnie „mili milicjanci wskazywali mu drogę”, a jak Koziołek odkrył skarb, oddał go w ręce „kochanym polskim dzieciom” – gdyż w komunizmie nie było biednych dzieci.

Czas wolny

„Wspólna najsłodsza praca” utrzymywała młodzież z daleka od sił wywrotowych, aczkolwiek dni wolne lub wakacje były szansą dla szkodliwych idei. W związku z tym komuniści robili wszystko w celu zapełniania czasu młodym. Makarenko wprost mówił o konieczności zajęcia małoletnimi wspólną pracą, sportem, wypoczynkiem lub nauką. Pod koniec lat czterdziestych we wszystkich państwach wschodniego bloku zmierzano do tego ideału. W 1951 roku odbył się zjazd polskich nauczycieli, którzy wszyscy zgodzili się o wprowadzeniu do szkół wiele zajęć pozalekcyjnych. Od szachów, po kółka retoryczne to wszystko, po to by młodzież nauczyła się pracować w kolektywie i nabyć szerszą wiedzę o moralności socjalistycznej. Oficjalnie miały to być aktywności rozwijające, mimo to po jakimś czasie sami pomysłodawcy nie kryli swoich motywów. Jeden z mówców – na powyższym zgromadzeniu – wręcz bez ogródek powiedział, że „zajęcia pozaszkolne ochronią dzieci przed wrogim oddziaływaniem reakcyjnego kleru oraz agentur imperialistycznych”.

Były to kółka o charakterze apolitycznym oraz czysto ideologicznym. Z jednej strony, istniała opcja uczestnictwa w zajęciach tańca ludowego, muzyki lub śpiewu. Jak wcześniej już wspomniałem, szczególną popularnością cieszyły się kluby szachowe. Władzy podobał się fakt, że dzieci co najmniej spędzają czas wspólnie przy ideologicznie nastawionych nauczycielach i obrazach wielkiego wodza – Stalina. Tymczasem popularnością cieszyły się różne zajęcia pozalekcyjne poświęcone typowo sprawom politycznym. Takie inicjatywy miały miejsce we wszystkich krajach bloku wschodniego. W Polce utworzone zostało „Polskie Towarzystwo Przyjaciół Dzieci”, którego działania nie ograniczały się jedynie do szkolnych murów. Lokalnie organizowano świetlice dla dzieci, pozostających po lekcjach, masowo natomiast urządzano dekorowanie choinki noworocznej – w odróżnieniu od bożonarodzeniowej. W sąsiednich Niemczech wschodnich skupiano się na kształceniu młodzieży w klubach młodego technika lub przyrodnika. Podobnie zresztą na Węgrzech posługiwano się młodzieżą w celu upowszechnienia teorii „naukowych” Iwana Miczurina – przeciwnika genetyki.

Jednakże największa szansa na zepsucie młodzieży przypadała na wakacje. Beztroski, niewymagający relaks to dzisiaj synonim wakacji. Nie było to coś nowego dla młodzieży w tej części Europy. Koncepcja kolonii wypoczynkowych była również istną kopalnią dla komunistów. Małoletni znajdują się daleko od domu, a cały czas spędzają z rówieśnikami. Władza ekspresowo zawłaszczyła sobie prawo do organizacji takich przedsięwzięć oraz podchodziła do tego wyjątkowo serio. W 1948 roku Polska doczekała się specjalnej komisji Ministerstwa Oświaty do spraw Letniego Wypoczynku Dzieci i Młodzieży. Tymczasem, w Niemczech problem ten zasługiwał na naradę w Biurze politycznym oraz Komitecie Centralnym.

Nomenklatura

Sowieci postrzegali młodych ludzi jako żyłę złota i przedłużenie idei komunizmu. Nie mniej jednak działacze partyjni uważali, że ich obowiązkiem jest również pozyskanie robotników przemysłu ciężkiego. Byli oni w istocie rdzeniem rewolucji. Pomimo to, wielu pracujących nie było do tego tak przekonanych. Państwo zdecydowało się podnieść świadomość tej grupy społecznej, przy użyciu plakatów, wykładów i propagandy. Nie tylko w miejscach do tego przystosowanych – jak place, miejsca kultury, sceny itd. – ale również w fabrykach. Koniec lat czterdziestych zaowocował przedefiniowaniem idei pracy. Jeszcze kiedyś była to forma służbie państwu i ogólnemu utrzymaniu swojej rodziny, teraz stała się działalnością polityczną.

Wówczas ideologia pełniła bardzo ważną funkcję. Kiedy efekty pracy nie przekładały się lepsze na zarobki – gdyż to rząd ustalał kwotę wynagrodzeń – pracowników kusiło lenistwo. Wiedzieli o tym również lokalni kierownicy. W związku z tym ustalono normy dzienne, które narzucał Plan Pięcioletni. Każda fabryka oraz robotnik od teraz miał wyznaczony cel swojej pracy. Od tego momentu każda placówka miała „rywalizować w duchu socjalizmu”.

Podobnie jak z młodzieżą, zakłady pracy zdecydowały się wykorzystać czas wolny młodym robotnikom. Organizowano wyjazdy do teatru, dyskusje lub debaty polityczne. Partia miała na celu edukację społeczeństwa – tych młodych, jak i starych – i dopilnować, aby nie mieli czasu na kontakty z siłami reakcyjnymi. Pewna włókniarka wspominała:

„Uznano mnie za najlepszego stachanowca w fabryce. Jednego dnia poszłam do pracy, oczywiście w codziennym ubraniu. A tam dali mi bilet, mówiąc, że jadę na bal stachanowców. Powiedziałam, że nie jadę, bo nie jestem odpowiednio ubrana, ale kazali mi jechać. Pojechałam więc z innymi. To było niezwykłe doświadczenie: ja, zwykła robotnica ze szwalni, odwiedziłam samego prezydenta Bieruta. Bierut powitał nas i podziękował za dobrą pracę. Dostałam list pochwalny. Wróciliśmy do domu dopiero rano”.

Robotnicy uzyskiwali przywileje w dostępie do nauki w szkołach wyższych. Partia w Niemczech wschodnich namawiała chłopów i pracowników fabryk do nauki. Była to droga do awansu społecznego. Ci młodzi ludzie cieszyli się również z istnienia kursów przygotowawczych – przed egzaminem wstępnym na uniwersytetach – oferowanych dla osób pochodzących ze „słusznych” klas. Warunek do spełnienia był jeden: trzeba dowieść swojej przynależności do jednej z nich. Do tego była potrzebna opinia skomponowana przez organizację demokratyczną – związki zawodowe lub młodzieżowe zgromadzenia. Na skutek tych działań w 1949 roku ilość studentów o korzeniach chłopskich lub robotniczych sięgnęła 54,5 procent.

Partia komunistyczna również oferowała alternatywną drogę na studia. Jeśli przyszli studenci nie uzyskali jeszcze wykształcenia średniego, mogli skorzystać z 6 – miesięcznego kursu w Centralnej Szkole Partyjnej. Ta instytucja za ważniejsze kryterium rekrutacji wzięła „świadomość polityczną” niż umiejętność pisania lub czytania.

Wkrótce wszystko zaczęło się psuć. Coraz częściej miały miejsce podszywanie się pod robotników lub chłopów. Dzieci inteligencji przychodzili w rozdartych, brudnych łachmanach, by udowodnić swoje pochodzenie klasowe. Z drugiej strony, natomiast w 1948 roku Sekretariat KC skarżył się, że ok. 20 procent studentów na kursach Centralnej Szkoły Partyjnej nie jest zdolna ich ukończyć, bo nie umie robić notatek na wykładach. W dodatku, wielu studentów doznało załamania nerwowego z powodu stresu na uczelni. Profesorowie w całym bloku wschodnim, potajemnie przekonywali studentów do powrotu do domów, ostrzegając, przed tym, co ich spotka w szkole.

Stachanowcy

Socjalistyczna rywalizacja miała swój początek w Związku Sowieckim, gdzie napotkano podobny problem. Stalin chciał udowodnić wszystkim – o czym był przekonany – że model radzieckiej gospodarki jest lepszy od kapitalistycznej. Normy dzienne, niestety nie przyniosły pożądanego skutku. W celu pobudzenia robotników wychwalano wydajne jednostki. Byli to liderzy w swoich fachach, którzy produkowali więcej i pracowali ciężej. Pierwszym takim „przodownikiem” był Aleksiej Stachanow. Był górnikiem, który 31 sierpnia 1935 wydobył sto dwie tony węgla w zaledwie 5 godzin. Stał się on obiektem kultu. Pisano o nim artykuły, książki i poematy. Jedno z ukraińskich miast na jego cześć zmieniło nazwę na „Stachanow”. Od tego momentu wszystkich wybitnych robotników przywykło się zwać Stachanowcami.

Wschodnioeuropejscy przywódcy natychmiast zastosowali taki mechanizm w swoich ojczyznach. W Niemczech Stachanowcem nazwano Adolfa Hennecke – również górnika, który wykonał 287 procent normy produkcyjnej. Polska wyciągnęła na piedestał Wincenta Pstrowskiego. Nie powiodło mu się w  życiu jak Henneckemu. O ile zwrócił na siebie uwagę władz, nie był on zaufanym propagandzistą. Podczas wojny wyemigrował do Belgi, co na wiecach, ciągle wspominał ze łzami w oczach. Węgrzy natomiast układali rymowanki o swoim Stachanowcu; „Nie interesują mnie już dziewczyny, wolę oglądać  Ignaca Piokera”. Węgier swój plan pięcioletni wykonał w 1951 roku, czyli cztery lata przed jego zakończeniem. O dziwo, przez pewien czas robotnicy naprawdę próbowali naśladować Stachanowców. Pod względem ekonomicznym pomysł ten okazał się niepowodzeniem. Pomimo ciężkiej pracy i nadludzkiej siły pracowników, skutek był odwrotny od tego zamierzonego. Robotnicy rywalizowali ze sobą głównie na poziomie tempa pracy, a nie jakości. Paul Gregory – historyk gospodarki – twierdzi, że przodownicy nie wywarli żadnego wpływu na ekonomię.

Materiał ludzki

Cały plan okazał się porażką dla przywódców państw bloku wschodniego. Robotnicy nie zamierzali kończyć studiów lub pracować na wysokich stanowiskach. O ile udało się zmienić skład miejskiej inteligencji, to jednak przyczyniło się do ukształtowania pokolenia lojalnego, i niezbyt utalentowanego. Kolonie wypoczynkowe również zwiastowały nowy początek. Pomimo to, z raportów inspekcji wielu takich ośrodków, młodzież robiła, co chciała, a najważniejsze postulaty sowietów nie były realizowane. Ruch Stachanowców, który pozornie napędzał socjalistyczną gospodarkę, w rzeczywistości zjadł własne owoce. Nagrody oraz pensje dla takich przodowników były tak duże, że można mówić o marnotrawstwie. W dodatku jakość wyrobów wychodzących z fabryk nie mogła konkurować z zachodnimi. Jednakże patrząc na skład kierownictw wschodnioeuropejskich pod koniec lat osiemdziesiątych widać wielu działaczy, którzy wdarli się na szczyt. Mieczysław Rakowski o pochodzeniu chłopskim został premierem. Będąc młody, pracował jako tokarz; w 1956 roku obronił doktorat. Milos Jakes – jego czeski odpowiednik – o podobnym biogramie, w 1987 roku został sekretarzem generalnym Komunistycznej Partii Czechosłowacji. Natomiast Egon Krenz został premierem NRD i utrzymał to stanowisko do 1989 roku. Wszyscy oni skorzystali z dobrodziejstw ówczesnego systemu, aczkolwiek nie na długo.

O autorze

Uczeń Katolickiego Liceum Ogólnokształcącego im. Jana Pawła II w Żarach. Interesuje się polityką, historią oraz prawem. Finalista 63 edycji Olimpiady Wiedzy o Polsce i Świecie Współczesnym.