Strona główna > Aktualności > Publicystyka > Gotów nie będziesz nigdy

Gotów nie będziesz nigdy

Czas czytania: 4 minuty

Każdy z nas ma coś, czego pragnie. Coś, co pojawia się w głowie jako ostatnia myśl przed zaśnięciem i pierwsza o poranku.
Wielu by chciało umawiać się z modelkami, jeździć drogimi samochodami i pić drinki na plaży na Bali. Możliwe, że jesteś jednym z nich. Czy odpowiedziałeś sobie jednak na najważniejsze pytanie?  Pytanie, które brzmi:

Czy jesteś gotów?

Byłem dość niezdarnym dzieckiem. Mój brat nauczył się jeździć na rowerze, gdy miał trzy albo cztery lata, podczas gdy ja miałem dwa razy tyle. Nie przeszkadzało mi to jakoś specjalnie, poza tym, że ludzie zadawali czasem pełne zdziwienia pytania, czemu mam wciąż cztery kółka przy moim rumaku.

Pamiętam też dzień, w którym nauczyłem się jeździć. Była ósma wieczór późnym latem, a mój ojciec wrócił zdenerwowany z pracy. Mieszkaliśmy wtedy na wsi, trzysta metrów od lasu, nad którym akurat zbierała się burza.

Gdy usłyszał kolejną prośbę matki, by nauczyć poruszać się w końcu na dwóch kołach, wziął mnie na polną drogę i ustawił w kierunku drzew, po czym powiedział: „popchnę Cię, jedź do lasu, a tam zawróć i przyjedź z powrotem”. Po jego minie widziałem, że nie podlega to dyskusji. Mając pełne gacie, poczekałem, aż mnie popchnie, po czym ruszyłem z całą mocą, omijając dziury wypełnione kamieniami. Gdy zatrzymałem się przed wielkimi, ciemnymi drzewami pod granatowym niebem, zobaczyłem w mroku swój własny strach. Otchłań niespokojnie szumiących sosen pochłonęła mnie. Spanikowany zawróciłem i w podskokach na nierównej drodze wróciłem do domu. Niektóre rzeczy po prostu zostają w pamięci na zawsze. I jak się domyślasz, w ogóle nie czułem się na to gotów.

Ile razy widziałeś kolejny raz na przerwie dziewczynę z klasy obok, do której już miałeś podejść, ale jednak złapała Cię jakaś śmieszna wymówka, że śmierdzi Ci z buzi, choć specjalnie zjadłeś na lekcji pięć gum do żucia? Ile razy bałeś się złożyć CV albo po prostu napisać artykuł i wysłać do gazet? Zapewne powiedziałeś sobie, że trzeba wcześniej nauczyć się dwudziestu otwieraczy rozmowy, zdać, chociaż dwa certyfikaty językowe, a żeby coś napisać, przynajmniej studiować dziennikarstwo. Powiedziałeś sobie, że nie jesteś gotów, jakby istniał jakiś magiczny, niewidzialny próg, po którego przekroczeniu zostajesz godzien czynić pewne rzeczy i być w nich w stu procentach skuteczny.

We wrześniu miałem jeszcze wakacje i chciałem je wykorzystać w pełni. Na jednej z facebookowych grup znalazłem ogłoszenie o wyjeździe rowerowym na szlak Alpe Adria. Jakieś dziewczyny szukały na szybko ekipy około trzydziestki do spokojnego przejechania malowniczej trasy starym nasypem kolejowym (czyli po płaskim asfalcie). Nie namyślając się długo, zgłosiłem się i dwa tygodnie później byliśmy już busem w Austrii, by ruszyć stamtąd nad Morze Śródziemne. Nie brałem jakoś specjalnie wiele bagażu; dwie do połowy pełne sakwy, stary śpiwór i rower z Deca, który nie wrzucał najniższych przerzutek. W końcu mieliśmy jechać po płaskim, no nie? Teoria różni się od praktyki i zapewne wie to dobrze każdy wojskowy, ja nie skończyłem jeszcze wówczas nawet dwudziestu lat i miałem za sobą dopiero jedną wyprawę do Niemiec półtora miesiąca wcześniej.

A jak się to skończyło?

Trzeciego dnia wjechałem na jakieś przełęcze dwa i pół tysiąca metrów nad poziomem morza, a czwartego przejechałem po ruchliwej krajówce sto pięćdziesiąt kilometrów w ulewnym deszczu, gdzie co chwila potężne fale hamowały moje zmęczone nogi. I gdy tak siedziałem pod dachem opuszczonego magazynu na granicy austriacko-włoskiej z moimi pomarszczonymi od wody stopami, marzyłem o powrocie. Byłem ponad tysiąc kilometrów od domu; zmęczony, z kleszczami w namiocie i brakiem świeżej bielizny. Chciałem stamtąd uciec, ale nie dało się!

Mogłem tylko jechać naprzód.

Jak widać, wróciłem cało do domu, i wiele się nauczyłem. Tylko czy gdybym wiedział, że tak będzie od początku, to czy bym się zdecydował? Pewnie nie, a dlaczego? Bo nie czułbym się gotów! I tutaj tkwi cały sekret.

Jeśli jesteś w naprawdę ciemnej dupie, to nie zastanawiasz się, czy jesteś gotów, tylko robisz, co tylko możesz, aby się z niej wydostać.

Gotów nie będziesz nigdy. To niemożliwe. Zawsze można być lepiej przygotowanym. Zawsze do dziewczyny, w której się kochasz, może podejść typ, co ma dwa metry i 40 cm w bicepsie, jeździ ferrari i nie przeskoczysz tego. Zawsze do pracy, do której chcesz się dostać, może się zgłosić facet lub kobieta, co mają za sobą dwadzieścia lat doświadczenia i dwieście ludzi pod sobą, ale to nie gwarantuje im sukcesu, a Tobie porażki. Gdyby tak było, to już na starcie każdy by wiedział, czy osiągnie sukces, czy nie, a światem rządziłaby kalwińska predestynacja. Nie będę Ci wciskał, że możesz osiągnąć wszystko albo że aby zwyciężyć, nie musisz nic robić. Ziemia kręci się wokół Słońca z zawrotną prędkością, podobną do tej, jaka towarzyszy zmianom w naszym życiu. Jeśli chcesz utrzymać się na powierzchni, musisz mieć nogę na gazie. Mimo to nawet najlepsi czasem przegrywają, bo zawsze spotkamy się z czymś, co nas przerośnie. Gotów nie będziesz nigdy. Po prostu rób swoje i tyle.

PS

Gdy już byłem na górze, coś dziwnie trzeszczało w moim rowerze. Zignorowałem to i zjechałem z pierwszej przełęczy z prędkością 60 km/h na godzinę. Sprawdziłem i okazało się, że jechałem z odkręconym pierwszym kołem. Czasem po prostu nie zdajemy sobie sprawy, że to, co wydaje się zwyczajne, jest hardcorowe. I na odwrót.