Fake news w XXI wieku

Źródło: Pexels.

Termin „fake news” jest nieodłącznie związany ze słowem roku 2016 – postprawdą. Jest to sytuacja, w której fakty są mniej istotne w kształtowaniu opinii publicznej niż odwołania do emocji i osobistych przekonań (por. Drzewiecki P. et al., Mały leksykon postprawdy. Warszawa: Fundacja Wolność i Demokracja 2018, s. 76.), charakterystyczna dla krajów wysoko rozwiniętych z ustrojem demokratycznym.

We współczesnych społeczeństwach na fali populizmu coraz częściej manipuluje się informacjami w celu realizacji określonych celów politycznych. Fraza ta zyskała na popularności, kiedy swoją kampanię wyborczą rozpoczął obecny amerykański prezydent – Donald Trump. Według „Gazety Wyborczej”, „ponad 100 stron popularnych wśród zwolenników Donalda Trumpa stworzyła grupka młodych Macedończyków, którzy fabrykują zmyślone newsy, by zarabiać na reklamach internetowych”.

Użytkownicy mainstreamowych serwisów informacyjnych są nieustannie otoczeni ogromną liczbą artykułów na szerokie spektrum tematów, co powoduje, że często nie zagłębiają się w ich treść, a tym bardziej nie sprawdzają źródeł, z których autor czerpał informacje. Wtedy grupy takie jak ta macedońska, mogą w prosty sposób wygenerować dużą liczbę krzykliwych nagłówków, które trafią bezpośrednio do baniek informacyjnych zwolenników danego ruchu politycznego w mediach społecznościowych. Warto wspomnieć, że według Pew Research Center 44% Amerykanów czerpie swoją wiedzę o bieżących wydarzeniach z Facebooka. Manipulowanie informacjami w ten sposób jest więc niezwykle potężną, ale również niebezpieczną bronią, czego najlepszym przykładem jest wygrana Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich.

  

Ilustracja: Agata Szmytkowska

Po wygranej Trumpa firmy takie jak Facebook czy Google zobowiązały się do walki z fake newsami, lecz skuteczność ich działań jest dyskusyjna. Udowodnił to skandal Cambridge Analytica z 2018 roku, kiedy okazało się, że Facebook pozwolił, aby ogromna liczba informacji o użytkownikach aplikacji była użyta do kampanii politycznej. Zjawisko to nie jest jednak obecne jedynie w Ameryce. W Polsce weryfikowaniem informacji na portalach internetowych zajmuje się między innymi strona fakenews.pl. Portal ten obala bardzo dużą liczbę nieprawdziwych wiadomości pojawiających się na profilach facebookowych lub twitterowych najważniejszych polityków.

Przykładem może być tu rozpowszechniana przez partię rządzącą informacja o tym, że do Polski przywieziono 400 ton sprzętu medycznego samolotem zakupionym przez KGHM i Lotos. Taki komunikat pojawił się między innymi na Twitterze Ministerstwa Aktywów Państwowych. Okazuje się jednak, że samolot nie tylko przywiózł jedynie 80 ton pomocy medycznej, jak kilka dni po opublikowaniu błędnych kalkulacji MAP-u sprostował premier Morawiecki, ale również jego ładowność wynosiła jedynie 250 ton.

Stacją informacyjną, która w szczególności specjalizuje się w produkowaniu i rozpowszechnianiu fake newsów, jest TVP. Portal fakenews.pl cytuje 3 nieprawdziwe wypowiedzi, które pojawiły się w materiale „Wiadomości” dotyczącym nierównego traktowania w związku z blokadą eksportu środków ochronnych i medycznych poza granice krajów unijnych, którą polski rząd chciał wprowadzić:

„Blokada jest w Polsce. Unijni urzędnicy chcą karać nasz kraj za to, że potrzebne do walki z koronawirusem środki ochronne i medyczne trafiają do polskich obywateli, a nie za granicę”.

„Komisja Europejska grozi karami, ma pretensje, że polski rząd na pierwszym miejscu stawia bezpieczeństwo swoich obywateli. Takiej reakcji nie było, kiedy eksport sprzętu medycznego zablokowali Niemcy”.

„W UE niestety ciągle jest tak, że silny może więcej, a najwięcej mogą Niemcy. Mogą blokować eksport, Polakom tego nie wolno”.

Komisja Europejska odpowiedziała wówczas na zarzuty polskiej telewizji publicznej i sprostowała, że Niemcy również muszą eksportować maseczki oraz inne materiały ochronne do pozostałych krajów Unii Europejskiej. TVP jednak w żaden sposób nie sprostowało tej informacji. Wiąże się to z poważnymi skutkami, między innymi tym, że około 2,5 miliona widzów Wiadomości TVP ma błędny obraz działań Komisji Europejskiej oraz może używać tej fałszywej informacji jako argumentu w dyskusjach na temat UE.

Źródło: Pixabay.

Jest to jednak jedynie krótkofalowy skutek fake newsów. Długofalowe konsekwencje są znacznie poważniejsze, należy do nich między innymi zwiększająca się polaryzacja społeczeństwa, spadek wiarygodności sprawdzonych źródeł informacji czy zanik debaty publicznej opartej na faktach.

Temat „fake newsów” został również poruszony przez Olgę Tokarczuk w jej mowie noblowskiej, gdzie odniosła się do spadku wartości prawdy. Pisarka zaznaczyła, że „wiedza może przytłaczać, a jej skomplikowanie i niejednoznaczność powodują powstawanie różnego rodzaju mechanizmów obronnych – od zaprzeczenia i wyparcia, aż po ucieczkę w proste zasady myślenia upraszczającego, ideologicznego, partyjnego”. Ludzie nie nauczyli się radzić sobie z ogromem informacji, do których mamy dostęp w XXI wieku, co Tokarczuk podkreśliła, mówiąc, że „parafraza Szekspirowskiego cytatu jak nigdy pasuje dzisiaj do tej kakofonicznej rzeczywistości: Internet to coraz częściej opowieść idioty pełna wściekłości i wrzasku”. Warto więc dbać o to, aby się w tej kakofonii nie zgubić i weryfikować źródła, z których czerpiemy informacje.

Paula Filipek