Przejdź do treści

Drogi prąd w nowym roku

Niedługo po sylwestrowych zabawach polskie gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa czeka przykra niespodzianka. Nowy rok będzie dla Polaków czasem znaczących podwyżek cen prądu. Dla wielu ekspertów nie jest to żadne zaskoczenie, jednak w debacie publicznej, gdzie tematy przewijają się w sposób sezonowy, kwestiom możliwych wzrostów cen energii długo nie poświęcano odpowiedniej ilości uwagi. Może się to przekładać na brak świadomości społecznej dot. bieżących spraw związanych z energetyką. Temat ten jest na tyle istotny, że w zasadzie nieustannie powinien być przedmiotem dyskusji. W Polsce za nadzór nad rynkiem energii odpowiada Urząd Regulacji Energetyki. Niedawno, 17 grudnia, organ ten zatwierdził podwyżki cen: „Od 1 stycznia 2022 r. łączny średni wzrost rachunku statystycznego gospodarstwa domowego rozliczanego kompleksowo (sprzedaż i dystrybucja w grupie G11) wyniesie ok. 24 proc. w stosunku do roku 2021, co oznacza wzrost o ok. 21 złotych netto miesięcznie”. Dlaczego mamy w Polsce drogi prąd? Kto odpowiada za ten stan rzeczy? Czy podwyżek da się uniknąć? Odpowiedzi na te pytania nie dla każdego muszą być oczywiste, dlatego postaram się opisać, jak obecnie prezentuje się sytuacja.

Źródła wzrostu cen

Sygnały zbliżających się podwyżek docierały z wielu stron. Już w tym roku można było zaobserwować istotne wzrosty cen energii na rynku hurtowym. Towarowa Giełda Energii w Warszawie jest miejscem, gdzie zawiera się kontrakty na dostawę energii w roku bieżącym lub na kolejne lata. Ceny na rynku kontraktów wykazują wyraźny trend wzrostowy. W 2022 r. będzie drożej niż w poprzednim, a w następnych latach trzeba będzie się przygotować na kolejne podwyżki. Dla przykładu, w listopadzie 2020 r. cena energii w kontraktach terminowych była na poziomie mniej więcej 242 zł/MWh. Dokładnie 12 miesięcy później, w listopadzie 2021 r. osiągnęła poziom 470 zł/MWh.

Jak wiemy ze wstępu, łączny średni wzrost rachunku statystycznego gospodarstwa domowego wyniesie ok. 24%. Oznaczałoby to, że w trzyletnim okresie od 2019 do 2022 r. cena prądu wzrosła aż o 50%! Oczywiście dla jednego domu dokładna zmiana kosztu będzie nieco wyższa, a dla innego niższa, ponieważ w grę wchodzą czynniki, tj. dany dostawca czy dystrybutor energii lub też zbliżająca się tarcza antyinflacyjna. Dane są na tyle ogólne, aby dobrze zobrazować przeciętną skalę podwyżek.

Nie da się zaprzeczyć, że za lwią częścią podwyżek cen prądu odpowiadają gigantyczne wzrosty cen uprawnień do emisji dwutlenku węgla. Rok temu koszt emisji jednej tony dwutlenku węgla wynosił 33 euro. Dziś jest to już około 80 euro za tonę. Uprawnienia do emisji są instrumentem finansowym, który ma bezpośredni wpływ na ceny prądu szczególnie w kraju takim jak Polska, gdzie udział węgla (kamiennego i brunatnego) w produkcji energii elektrycznej w 2021 r. wyniósł aż 80% (w poprzednim roku, podczas kryzysu pandemicznego popyt na energię był mniejszy i udział ten wyniósł 70%). Jesteśmy pod tym względem niechlubnym liderem Unii Europejskiej i wzrosty cen prądu nie powinny dziwić. Wprowadzenie uprawnień do emisji CO2 było swego rodzaju próbą implementacji mechanizmu rynkowego do procesu zielonej transformacji energetycznej. Rosnące koszty powinny skłonić wysokoemisyjne gospodarki do sprawniejszej modernizacji. Kwestia oceny tego mechanizmu nie jest przedmiotem tego artykułu, jednak należy zauważyć, że tak drastyczne wahania na rynku uprawnień do emisji, a w konsekwencji coraz wyższe rachunki dostarczane gospodarstwom domowym, mogą przynieść niepożądane konsekwencje. Prowadzi to w dużej mierze do przerzucania kosztów na zwykłych odbiorców energii, co w ich oczach może podać w wątpliwość sprawiedliwość transformacji energetycznej i po prostu do niej zniechęcić. Poniższa grafika przygotowana przez Polski Komitet Energii Elektrycznej dobrze ukazuje wpływ cen uprawnień do emisji CO2 na ostateczną cenę prądu.

Oprócz ww. głównego czynnika wzrost cen energii ma jeszcze kilka innych, pomniejszych źródeł. Są to m.in. koszty modernizacji i dostosowania sieci dystrybucyjnych, brak odpowiedniej infrastruktury dla źródeł odnawialnych oraz drastyczny wzrost cen gazu na rynku. W 2020 r. udział gazu ziemnego w produkcji prądu w Polsce wynosił nieco ponad 10%. Na obecną chwilę mamy do czynienia z aż dziesięciokrotnym wzrostem ceny tego surowca, po spadkach wynikających z informacji o dodatkowych dostawach ze Stanów Zjednoczonych do Europy.

Polityka klimatyczna

Temat podwyżek cen prądu dotyczy każdego i dlatego odpowiedzialność za nie, niczym gorący kartofel, bywa przerzucana na różne podmioty. Zacznijmy od tego, że pieniądze z uprawnień do emisji dwutlenku węgla nie trafiają do kieszeni jakichś spekulantów (chociaż wzrosty ich cen mogą częściowo ze spekulacji wynikać), czy tym bardziej nie rozpływają się w powietrzu. Trafiają one do polskiego budżetu. Tylko w tym roku wpływy te szacowane są na ponad 20 miliardów złotych, czyli prawie 1% rocznego PKB Polski. Jest to kwota niebagatelna, z którą da się coś zrobić. Można próbować, tak jak dzieje się to obecnie, wypłacać rekompensaty, aby obniżyć skutki podwyżek cen. Jednak w perspektywie długoterminowej najrozsądniejszym byłoby przeprowadzenie kompleksowego programu inwestycji w modernizację energetyki, a przede wszystkim w budowę elektrowni jądrowych oraz źródeł odnawialnych.

Należy podkreślić, że polityka klimatyczna nie jest nastawiona na zubożenie polskich gospodarstw domowych, tylko stanowi element szerszej całości transformacji energetycznej obliczonej na globalną redukcję emisji gazów cieplarnianych i zatrzymanie wzrostu średniej temperatury, do czego wzywają nas naukowcy. Aby do tego doprowadzić, od lat podejmowane są realne działania w skali globalnej, np. umowy i porozumienia międzynarodowe, m.in. Ramowa Konwencja Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu, Protokół z Kioto, Porozumienie paryskie. Działania przeciwko szkodliwym zmianom klimatu zostały de facto zatwierdzone na szczeblu międzynarodowym. Musi mieć to swoje przełożenie na głębokie przemiany w strukturze naszych gospodarek, w tym gospodarki Polski, która jako państwo relatywnie bogate w skali całego świata posiada niezbędne środki, aby przeprowadzić u siebie zieloną transformację. Wbrew niektórym demagogicznym głosom, rozwiązaniem absolutnie nie jest żadne sprzeciwianie się tym przemianom w postaci np. zagrożenia wyjściem z Unii Europejskiej i kontynuacji produkcji energii z węgla. W takim scenariuszu utracilibyśmy liczne zyski płynące z członkostwa (które również możemy inwestować w energetykę) i jednocześnie wciąż bylibyśmy narażeni na wiele skutków polityki klimatycznej, takich jak cła węglowe (nałożone na nasze towary, od emisji powstałych w procesie produkcji), o których dyskutuje się coraz śmielej. Pamiętajmy, że ogromna większość naszych partnerów gospodarczych to państwa Unii Europejskiej.

Połknąć żabę i inwestować

Widzimy już, dlaczego obarczanie kogokolwiek winą za obecny stan rzeczy jest nieuczciwe. Można jedynie powiedzieć, że winni jesteśmy sobie sami, jednak ciężar ten rozkłada się po równo na wszystkie rządy, które do tej pory sprawowały władzę (a nie poczyniły odpowiednich kroków) oraz całe polskie społeczeństwo, które nie wywarło odpowiedniego nacisku na władze. Wieloletnie zaniedbania doprowadziły do tego, jak pokazują różne szacunki, w Polsce energia elektryczna zaczyna być kosztowna w porównaniu do innych krajów. Według wyliczeń portalu Verivox.de, cena prądu (za kWh) wyrażona w sile nabywczej pieniądza, stawia Polskę w gronie najdroższych państw w Europie. Drożej jest tylko w Rumunii, Czechach i Niemczech.

Zestawienie zostało przygotowane przez portal wysokienapiecie.pl na podstawie opracowania verivox.de. Zawiera jeden błąd, Czechy również powinny być zaznaczone na czerwono.

Jak widać, sytuacja nie jest najlepsza, lecz w tym momencie nie da się już nic zrobić, aby obniżyć cenę energii z dnia na dzień. Można oczywiście próbować rekompensować odbiorcom podwyżki cen, tak jak ma to miejsce w rządowej tarczy antyinflacyjnej. Takie rozwiązania są nawet pożądane w sytuacji, kiedy zostają ukierunkowane na najbiedniejszych, aby zapobiec ich zubożeniu. Nie jest to jednak działanie wystarczające. Warunkiem koniecznym braku podwyżek w dalszej przyszłości są inwestycje. Powinniśmy przestać postrzegać transformację energetyczną w kategoriach obecnego wzrostu cen i jako zagrożenie, a zobaczyć w końcu w niej szansę. Byłoby to zgodne z podejściem zaprezentowanym w książce „Przedsiębiorcze państwo” autorstwa Mariany Mazzucato. Zdaniem słynnej ekonomistki to nie „niewidzialna ręka”, tylko państwo ma ogromny udział w tworzeniu wielu rynków. W ten sam sposób można spojrzeć na zieloną transformację – im wcześniej ją rozpoczniemy, tym większe przewagi konkurencyjne zdołamy zbudować oraz tym więcej firm i nowoczesnych rozwiązań związanych z sektorem zielonej energii może powstać w naszym kraju. Dalsze odkładanie tego procesu może spowodować tylko i wyłącznie zapóźnienie i konieczność przyspieszonego doganiania innych państw w przyszłości. Rozpoczęcie programu inwestycji w modernizację energetyki to nie tylko wejście na ścieżkę budowy nowoczesnej gospodarki jutra, ale również przeciwdziałanie dalszym wzrostom cen prądu na rachunkach gospodarstw domowych za kilka/kilkanaście lat. Według raportu fundacji Instrat: „Prowęglowa polityka rządu to pewny wzrost rachunków za prąd o 50% do 2030 r.”. Analiza wskazuje, że można temu przeciwdziałać m.in. poprzez zwiększone inwestycje w odnawialne źródła energii. Można powiedzieć, że dziś powinniśmy przełknąć żabę w postaci podwyżek cen, ale równocześnie musimy zadbać, aby poprzez zieloną transformację nie trzeba było tego robić w przyszłości. No i, tak przy okazji, przyczynimy się do uratowania planety. Ostatecznie nie taki zły ten deal, prawda?

Cena prądu a inflacja

Cena energii elektrycznej ma ścisły związek z inflacją, ponieważ do wytworzenia prawie każdego dobra lub usługi, na jakimś etapie niezbędny jest prąd. Naturalnie wyższe rachunki za energię podbijają również koszty utrzymania domu/mieszkania, co wlicza się do wskaźnika inflacji. Według projekcji NBP, wzrost cen energii będzie odpowiadał w 2022r. za aż 35% inflacji w Polsce. Zatwierdzone podwyżki cen prądu spowodowały przesunięcie szczytu inflacji do przodu o kilka miesięcy. Oznacza to, że w przyszłym roku możemy spodziewać się jeszcze wyższych odczytów niż obecnie. Wcześniejsze prognozy przewidywały, że wskaźnik inflacji osiągnie swój szczyt w grudniu lub styczniu, a potem będzie już spadać. Analitycy nie mają jednak dobrych wiadomości. Szczytu inflacji należy spodziewać się w drugim kwartale, po wygaśnięciu efektów tarczy antyinflacyjnej. Prognozy Polskiego Instytutu Ekonomicznego mówią o szczycie inflacji na poziomie 9% w maju 2022 r. i średniorocznym odczycie w wysokości 7,3%. Jeden z ekonomistów PIE, Jakub Rybacki, podsumowuje: „Mogą wystąpić efekty drugiej rundy i nie można wykluczyć dwucyfrowej inflacji”. Wspomniane efekty drugiej rundy związane są z potencjalnym wytworzeniem się spirali cenowo-płacowej. Zjawisko to polega na tym, że pracownicy, widząc drożejące produkty, domagają się podwyżek płac. Pracodawcy z kolei wynikające z tego tytułu wyższe koszty przerzucają na klientów poprzez… wyższe ceny. Takie mechanizmy są niepożądane, bo nie odzwierciedlają realnych stosunków w zdrowej gospodarce. Poniższy wykres obrazuje, w jak dużym stopniu za przyszłoroczną inflację będą odpowiadać rosnące koszty energii. Cóż, nie zapomnijmy w noworocznych życzeniach o modernizacji energetyki i stabilizacji cen praw do emisji CO2!

O autorze

Studiuję ekonomię na UEP. Mam komfort zajmowania się tym, co lubię. Oprócz spraw gospodarczych interesują mnie podróże, piłka nożna i kuchnia.