Przejdź do treści

Dostrzec, że ktoś umiera

Najpierw jest uwodzenie. Oprawca zdobywa zaufanie, staje się w oczach ofiary sensem życia i daje jej poczucie szczęścia, którego nigdy dotąd nie doświadczyła. Albo przynajmniej takie odnosi wrażenie. Nie zauważa przy tym, że pomału, krok po kroku, staje się coraz bardziej zależna. Przede wszystkim emocjonalnie, ale również finansowo – albo przemocowiec jest „pasożytem” żerującym na ofierze, albo całkowicie uzależnia ją od własnego statusu ekonomicznego. Aż trudno rozstrzygnąć, co gorsze. Dobija zdanie, które ofiara często słyszy od przyjaciół: „Ale przecież zgadzasz się na to”.

O tym wszystkim przeczytają Państwo w książce dziennikarki „Newsweeka” Renaty Kim „Dlaczego nikt nie widzi, że umieram. Historie ofiar przemocy psychicznej”. Tak, psychicznej, bo – jak się okazuje – jest to częstszy rodzaj znęcania się nad drugą osobą niż ten fizyczny. Rzecz jasna nie wykluczają się one nawzajem, o czym przekonają się Państwo, sięgając po tę lekturę. Lekturę niełatwą, ale jakże potrzebną. Przełamującą równocześnie tabu, które można streścić słowami: co dzieje się w rodzinie, to zostaje w rodzinie. To myślenie zresztą – tyleż anachroniczne, co zwyczajnie niemądre – stało się przyczyną wielu tragedii.

Czytając historie ludzi, którzy doświadczyli takiego życia, nietrudno spostrzec, że przemocowa relacja to niemal książkowy przykład uzależnienia. Takiego jak od alkoholu czy narkotyków. Ta sama niewypowiedziana i budząca poczucie winy chęć obcowania z – co tu dużo mówić – agresorem, ten sam efekt odstawienia, ta sama racjonalizacja działań i wypieranie tego, co niewygodne. Bo – jak twierdzą eksperci, z którymi autorka rozmawiała – podstawowe błędne założenie, które leży u podstaw toksycznej relacji, to przekonanie, że przemocowy partner tak naprawdę ma dobre intencje. Otóż nic bardziej mylnego.

I nie, nie mówimy o tym, że ktoś miał „gorszy dzień” albo – nie daj Boże – o „przewrażliwieniu” ofiary. To zresztą jest jeden z celów oprawcy – zrzucenie całej winy za nieudany związek na drugą osobę. Czasem po takim przeżyciu jest się w stanie podnieść, a czasem na długo nabawia się strachu przed jakąkolwiek relacją.

Książka Kim, jak pisze sama autorka, to nie jest poradnik, jak uporać się z toksycznym związkiem. To świadectwo osób, które zdecydowały się opowiedzieć o tym, co przeżyły. Od rad – co również podkreślają rozmówcy – są specjaliści. Warto jednak postarać się zrozumieć swojego przyjaciela czy przyjaciółkę. I ta lektura w tym pomaga.

***

Reneta Kim, „Dlaczego nikt nie widzi, że umieram. Historie ofiar przemocy psychicznej”, Wydawnictwo W.A.B 2020.

O autorze

Licealista. W przyszłości marzy o pracy dziennikarza. Pisze również do "Gazety Młodych", lokalnego dodatku do "Gazety Wyborczej". Wstaje codziennie o szóstej rano. Nawet jak nie musi. Czyta gazety. Wyczulony na punkcie homofobii i antysemityzmu.