Strona główna > Aktualności > Publicystyka > Dogmatyzm wczoraj i (nie)dziś

Dogmatyzm wczoraj i (nie)dziś

man in black leather jacket
Czas czytania: 3 min.

Nasze poglądy są wyrobione zupełnie samodzielnie; przemyślane pod każdym względem; uzasadnione od początku do końca; wolne od uważania czegokolwiek za prawdę, bez dostatecznych dowodów. To zupełnie inaczej, niż w wiekach minionych, w których to ciemni ludzie, nie myśleli samodzielnie; byli bezkrytyczni, uwięzieni w okowach różnego rodzaju dogmatów, które narzucały im elity, Kościół, wychowanie i opresyjny system.

Dawniej, trzeba było pracować na króla i uznawać go za swojego pana, bo tak. Bóg istniał i cały system należało podporządkować Mu, bo tak. Żona musiała być posłuszna mężowi, bo tak. Jak można być takim fundamentalistą? Opieranie się na wartościach, których słuszności w ogóle się nie dowodzi? Jakieś fide, rege et lege? Prawo, czy religia, granicą wolności jednostki? Przecież to wszystko jest idiotyczne, a przede wszystkim niedowodliwe – przyjęte a priori. Co ojciec otrzymał od swego ojca, to przekazywał synowi – bez przemyślenia, bez weryfikacji, bez przekonania się, że to słuszne. Samodzielne myślenie nie było cenione. Wszyscy poruszali się w mentalności wytyczonej przez tradycje. A jeśli już ktoś postępował inaczej, odważał się mieć zdanie niepopularne, uciszano go, bezpodstawnie uważano za szkodliwego – pisma umieszczano na Indeksie Ksiąg Zakazanych, a samego myślącego samodzielnie karano – w najgorszym wypadku stosem. To były okropne czasy, pozbawione wolności słowa. Nawet w XX wieku zdarzały się jeszcze taki idiotyczne pomysły – przecież Lenin, krwawo wprowadzający Rewolucję Bolszewicką, czy Mussolini, ze swym państwem faszystowskim, nie mieli ku temu żadnych sensownych przesłanek. Ich umysły były skowane ideologią, nie mówiąc już o poplecznikach tych dyktatorów. Z nauką też nie było dobrze – gdy ktoś stwierdził coś niezgodnego z ówczesnymi przekonaniami naukowymi, wyśmiewano go i nie dawano mu dojść do głosu. Galileusz na przykład – może i nie miał dobrych dowodów na swoją teorię, a już na pewno nie wykazał jej zgodnie z ówczesną metodologią, ale czy był to dobry powód, by odrzucać jego twierdzenia? Przecież okazały się słuszne. Taki bezkrytycyzm wobec własnej wiedzy, jaki prezentowały dawne elity intelektualne, był okropny.

Na szczęście teraz jest inaczej. Rozwinęliśmy się, wykształciliśmy i oświeciliśmy: mamy już zupełnie obiektywne wartości i wierzenia – w końcu wszystkie dogłębnie przemyśleliśmy. Odkryliśmy, że cały świat trzeba budować wokół takich haseł, jak liberté, égalité, fraternité. Wiemy, że jeżeli ktoś podważa te obiektywne, uniwersalne wartości, robi coś złego. Dlatego też możemy, a nawet musimy, go uciszyć – nazwać nietolerancyjnym, zlinczować, usunąć konto na portalach społecznościowych, odebrać prawo głosu. Granicą wolności jednego człowieka, jest wolność drugiego – to również jest idea, której podważyć nie można, bo to szkodliwe (dopuszczalne są ewentualne drobne modyfikacje: na przykład, że granicą wolności jest nie tylko wolność drugiego człowieka, ale też zwierzęcia). Oczywiście nie jesteśmy tacy głupi, jak byli dawni ludzie – nie jest tak, że nie dajemy każdemu poglądowi różnych praw. My nie dajemy równych praw poglądom głupim i szkodliwym – a wiemy, że są głupie i szkodliwe, bo stworzyliśmy racjonalną etykę i logiczne udowodniliśmy, że są głupie i szkodliwe. Słusznie też czynimy, że brzydzimy się jakimkolwiek fundamentalizmem – najważniejszy jest przecież nieustanne weryfikowanie swoich poglądów i nienarzucanie innym ludziom życia zgodnie z nimi. Oczywiście wyjątkiem są twierdzenia, które większościowo uznaliśmy za obiektywnie słuszne – bo jak można nie zgadzać się z takimi uniwersalnymi wartościami, jak demokracja, prawa człowieka, ochrona środowiska. Warto nadmienić, że poprawiła się również sytuacja nauki – zmieniła się metodologia, wprowadzono system licznych weryfikacji, uniwersytety stały się niezależne.  Dzięki temu możemy być pewni prawdziwości tego, co mówią naukowcy.

Tak więc wiele się zmieniło – na lepsze oczywiście. Czyż nie?

Autor

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *