Strona główna > Aktualności > Publicystyka > ”Dlaczego nie lubimy swojej władzy?”

”Dlaczego nie lubimy swojej władzy?”

building during day
Czas czytania: 5 minuty

W czym problem?


Idąc przez historyczny park rozrywki dalej natrafimy na okres wieku XIX, czyli stan zaborów ciągnący się od 1795 do 1918 roku, ale to właśnie wiek XIX był wiekiem kiedy mocno stanęliśmy z tyłu rozwoju Europy, trzy strefy kulturalno administracyjne rozpruły naród, ale i złączyły w jednym, nienawiści do legalnej władzy, wszak nawet ostatni Car Mikołaj II tytułował się Królem Polski, nienawidziliśmy zaborcy rosyjskiego, austriackiego, pruskiego, walczyliśmy z nim. W tym świecie, w tym czasie, każde wystąpienie przeciw władzy było aktem patriotyzmu… czy tak długi okres czasu nie wystarczy by zakorzenić pewien poglądowy wzorzec w narodzie?

W krainie Sarmatów…


Moim zdaniem tak. Władza była tyranem, mordercą i grabieżcą. I tak była postrzegana. Nasza historia, jako narodu, czy nawet wygląd naszego społeczeństwa, a zatem i przeszłość i teraźniejszość roi się od przykładów niechęci do władzy – tej obranej samodzielnie i narzuconej. Od hasła ”Hurra na Cara”, po manifesty wypisane na kartonach podczas współczesnych – całkiem niedawnych protestów… ale dlaczego właściwie nie lubimy rządzących? Ten luźny esej, proszę potraktować jako niezobowiązujące rendez vous z historią i pogawędkę z kolegą historykiem-amatorem o ambicjach filozoficznych… niekoniecznie trafnych, ale zawierających odrobinę prawdy, faktów, stanu faktycznego czy cień wiedzy. Ciekawe zjawisko, jakim jest powszechne i wieczne niezadowolenie z własnych rządzących skłoniło mnie do kilku refleksji. I tak jak w poprzednim artykule, na podstawie przeszłości postaram się rozwiązać zagadkę teraźniejszości. Pomijając pierwsze sześć wieków naszej państwowości, odwiedźmy na początek kraj, folwarków, rozległych włości magnackich, dumnego szlacheckiego wąsa i serpentyn które rozwiązywały awantury, te z sąsiadem i te z kolegą posłem podczas obrad. Historia naszej dumnej ”Demokracji szlacheckiej” pozwala nam zilustrować pierwszy problem Polaków… którym jest demokracja. Nie mówię że demokracja jest problemem, ale stosunek do niej w naszym kraju, być może. Nas stan szlachecki, w wieku XVII był rekordzistą na skalę Europy, blisko 10% populacji naszego kraju w tym okresie mogło legitymować się herbem. A że ”szlachcic na zagrodzie, równy wojewodzie” to chce się powiedzieć ”to nic do władzy, Tobie z gminu kmiocie”. Szlachta mająca monopol na władzę, ograniczająca rozwój klasy średniej (mieszczan) oraz za wszelką cenę podtrzymująca skansen feudalizmu na skalę europejską czyli chłopstwo, miała wszelkie powody do zadowolenia, przywileje, władza nad obieranym przez siebie Królem… ale, co z pozostałymi 90% procentami populacji kraju? Mieszczanie i chłopi, wiecznie na boku areny politycznej mieli wszelkie powody by narzekać, może nie mówi się o tym w podręcznikach, ale sądzę że tak było. To właśnie taki stan rzeczy zakorzenił w nas jeden problem – niechęć do ingerencji, udziału w polityce, spowodowana przeświadczeniem że ”nic nie można zrobić bo to Pany decydują” Widać to po dziś po statystykach mówiących o zaangażowaniu politycznym Polaków, czy frekwencji wyborów.

Wiek pary…. i walki?


Idąc przez historyczny park rozrywki dalej natrafimy na okres wieku XIX, czyli stan zaborów ciągnący się od 1795 do 1918 roku, ale to właśnie wiek XIX był wiekiem kiedy w peletonie rozwoju byliśmy z tyłu Europy, trzy strefy kulturalno administracyjne rozpruły naród, ale i złączyły w jednym, nienawiści do legalnej władzy, wszak nawet ostatni Car Mikołaj II tytułował się Królem Polski, nienawidziliśmy zaborcy rosyjskiego, austriackiego, pruskiego, walczyliśmy z nim. W tym świecie, w tym czasie, każde wystąpienie przeciw władzy było aktem patriotyzmu… czy tak długi okres czasu nie wystarczy by zakorzenić pewien poglądowy wzorzec w narodzie? Moim zdaniem tak. Władza była tyranem, mordercą i grabieżcą. I tak była postrzegana. Współcześnie nadal widać tego ślad, bowiem kochamy ”coś załatwić”. Uciśniony i upodlony w biedzie naród nabył lęku i niechęci do polityki, majątku, autorytetu władzy. A skoro nauczyliśmy się kochać pluć na władzę i z nią walczyć, to możliwość samodzielnego jej obrania, stała się możliwością do wyboru ”wroga”. Tak właśnie ukształtowały nas epoki Szlacheckiej Rzeczypospolitej i wieszczy narodu.


Czerwoni z niechęci

Przejdźmy teraz do czasów niedalekich, na przykład dla pokolenia naszych rodziców. PRL, kraj który zrodził kataklizm lat 1939-45, który pogrzebał II Rzeczypospolita, dał nam kolejny raz państwo, lecz tu podobnie jak wiek wcześniej, władzę w nim miał Car pod postacią hegemonicznego ZSRR. Komunizm który starał się w nas zakrzewić, a takze walka z nim, zahartowała w walce z władzą kolejne pokolenia, kształtując obraz naszego światopoglądu i podejścia do władzy. Nadal jej nienawidziliśmy, żupany szlachty, mundury zaborców zastąpiliśmy garniturem (który bardzo na tym ucierpiał, jako piękny strój), jednak nie zmieniliśmy naszego podejścia. Ale jak to wygląda dziś. Pozwolę sobie przestawić syntezę całego tekstu.

Wiek XXI

Dziś odziedziczyliśmy po przodkach: niechęć do władzy, brak zaufania do niej, nawyk do krytyki, brak iskry która pozwoliłaby wykorzystać prawo demokracji, obierając władzę prawdziwą większością, bez żalu: ”że 25% populacji obrało mi partię ”x” bądź ”y”. mamy też problem z sentymentalnym wspomnieniem, jakim jest motyw Króla, Marszałka, lubimy mieć przywódcę, dlatego wielu z nas nie rozumie, na przykład że następcą Króla, czy Marszałka na Kasztance, nie jest urząd prezydenta, bez realnej władzy, jedynie tytularnie będący ”Ojcem Narodu”. Ostatnim powodem jaki warto przytoczyć, jest konflikt pokoleń, jako społeczeństwo muszące nadrabiać za Zachodem, doszliśmy do puntu kiedy światopogląd młodzieży a jej rodziców, nie jest inny, jest skrajnie przeciwstawny! O wiele bardziej niż wreszcie Europy. Teraz myślę, że warto wyciągnąć jakieś wnioski, co z tym zrobić. Pierwszą rzeczą, która może pomóc, nam, społeczeństwu, obrać solidną i wartą głosu władzę, jest uświadomienie sobie jak wygląda polityka i chęć masowa w niej uczestnictwa. Bo jak nie Ty, to kto? Drugą rzeczą jest wyzbycie się mitów, twarda ocenę rzeczywistości, nie nabierajmy się na skojarzenia, sentyment czy wiarę. Trzecią rzeczą, jest to byśmy głosowali na ludzi, nie partie, nie hasła, na ludzi. Jednym z pozytywów I RP było to że Poseł był ”posłańcem”’ lokalnej społeczności, mającym ją reprezentować, dziś jest… najczęściej nieznany w swych stronach i postrzegany jako składową aparatu sejmowego. Oczywiście pod nadzorem macierzy partyjnej, do której akurat należy. I tu rada ostatnia, pamiętajmy że możemy głosować na kogo chcemy, a jeśli nie widzimy nikogo godnego zaufania… możemy kandydować sami. Z fartem!