Strona główna > Aktualności > Publicystyka > Delirium, czyli rzecz o pokoleniu alkoholików

Delirium, czyli rzecz o pokoleniu alkoholików

Czas czytania: 8 minuty

Są tematy, które przez bardzo długi czas stanowią tabu dla społeczeństwa. Z reguły chodzi o zjawiska przykre w swojej naturze, nieprzyjemne, które kalają obraz krystalicznie czystego, wyidealizowanego wręcz społeczeństwa. Denerwuje mnie to dlatego, że wiele zachowań piętnuje się bez wyrzutów sumienia, a decydenci w sprawie tego, co dobre, a co złe, zgubili na drodze ewolucji swój kręgosłup moralny. Nie potrafię zrozumieć, jak można palcami wytykać narkomanów, tylko po to, żeby za moment zasiąść do stołu z alkoholikiem. Najgorsze w tym wszystkim będą przyszłe wydarzenia, które, na razie są niewidoczne dla oczu, jakby skrywały się pod powieką ślepego ludu. Za kilka lat woń narodu do cna przesiąknie zapachem czystej, a aktualnie zadowala się jeszcze aromatami bardziej wykwintnych trunków.

Nie mogę biernie stać w kącie i patrzeć ze spokojem na rozwój tej prawdziwej epidemii, która zdaje się, że trawi z wolna społeczeństwo od wewnątrz. Wbrew pozorom, wczesna inicjacja alkoholowa to nie bolączka ostatnich lat, a zjawisko obecne w naszym narodzie od dziesięcioleci. Co z tego bezpośrednio wynika, takiej błahostki nie warto byłoby w ogóle poruszać. Sytuacja zmieni się jak w kalejdoskopie, kiedy wytoczę do tej walki z wiatrakami działo grubego kalibru — spożywa się coraz mocniejsze napoje wyskokowe. Rośnie również ich średnie spożycie na mieszkańca kraju. Nie sposób także bagatelizować zjawisko coraz niższego progu wejścia do świata trunków, biorąc pod uwagę sam wiek. Czasy piwka na trzech za garażami, żeby przypadkiem rodzice nie widzieli, już dawno bezpowrotnie trafiły na śmietnik historii. Wszyscy obracamy się w czasach, gdy litr na trzech to dopiero wprawka przed daniem właściwym. Nie znoszę uogólnień, ale dzisiaj sobie na nie pozwolę i to kilkukrotnie. Przeciętny polski szesnastolatek swoim zachowaniem przypomina w dni powszednie Pijaka z „Małego Księcia” Exupery’ego, a w sezonie — Jurusia z „Pod Mocnym Aniołem”.

Melanż

Melanż. Nie wiem czemu, ale nie znoszę tego słowa. Prawda, nie lubię się bawić, ale nie zamierzam też tego nikomu bronić. Przy czym to wynika po części z pewnego rozgraniczenia, które powstało samoistnie w języku. Melanż to w końcu taka bardzo dobrze przyprawiona impreza. Zdaje mi się, że to właściwa interpretacja znaczenia tego słowa. Idąc po tym sznureczku dalej, dochodzi się do przykrego wniosku, że osoby w nastoletnim wieku chodzą już tylko na melanże. Imprezy mało kogo by bawiły. Oczywiście, zgodzę się też z moją przeciwną myślą, mianowicie dalej są osoby, które cieszą się z życia bez udziału używek. Potrafią przy tym być prawdziwymi duszami towarzystwa. Niestety, to gatunek endemiczny, na wymarciu.

Źródło: pixabay.com

Łudziłem się, że promowany szeroko od pewnego czasu zdrowy tryb życia, wyprze swoją popularnością tę spróchniałą modę, idiotyczny wyznacznik „fajności”. Co jednak najlepsze w tym wszystkim, nastoletni sportowcy, od których można by oczekiwać palmy pierwszeństwa w zachowaniu prawidłowej diety i właściwych nawyków życiowych, należą do ścisłej czołówki, jeśli chodzi o ilość wypijanych trunków. Mimo że nie dotyka to wszystkich z nich, to jednak uznałem, że taki ciekawy paradoks jest wart napomknięcia o nim. To bardzo wielka zagwozdka i ciężko znaleźć mi jakiekolwiek uzasadnienie takiego stanu rzeczy. Nie widzę sposobu na powiązanie ze sobą ciężkiej, wielogodzinnej, mozolnej, stałej pracy nad własną sylwetką, czy wydolnością i cichego, weekendowego potworka, w dłuższej perspektywie — być może nawet zabójcy. Ta irracjonalność postępowania (im więcej się mówi o negatywnych skutkach picia, tym chętniej Polacy sięgają po alkohol) irytuje mnie w tym wszystkim najbardziej.

Pomimo tego, co do tej pory wylałem, daleko mi do określania moich koleżanek i kolegów kolejnym, szczerze znienawidzonym przeze mnie określeniem — patologią. To magiczne słowo w ustach niektórych dorosłych zdaje się jedynym możliwym lekarstwem na całe zło tego świata. Co gorsze, nierzadko dochodzi też do podziałów wśród równolatków, gdy grupka tych grzecznych, zacznie uznawać się za lepszych od tamtych. To też jest chore, że ktoś może gardzić innym człowiekiem i takie zachowanie powinno być bezwzględnie tępione, a nie dodatkowo zaostrzane. Fakt słownego wyrzucenia kogoś poza margines społeczny nie pomoże mu, zapewniam. Będzie wręcz przeciwnie — pogłębi tylko istniejące problemy. Jako iż staram się pozostać możliwie blisko istoty problemu, a przy tym prawdy, uważam za konieczne wspomnieć także te sytuacje, gdy stroną agresywną jest niepokorna młodzież. Dochodzi do tego z pewnością nie rzadziej niż do opisywanych wyżej przypadków. Taką esencją tej myśli miałaby być wątpliwa moralność tych teoretycznie dających przykład, a w rzeczywistości zupełnie na opak pojmujących zagadnienia z dziedziny etyki.

Picie dla picia

Bagatelizacja problemu ma z pewnością swoją przyczynę w tożsamości, myśleniu i stereotypie mieszkańca kraju nad Wisłą. Ukuło się w naszej kulturze, że napić się to nic złego. Typowy dla nawiązywania bliższych znajomości bruderszafcik, na wsiach samogon produkcji własnej lub od życzliwego sąsiada, a w miejskich parkach tanie jabole, wątpliwego pochodzenia piwa, czy wręcz metanol, zwany pieszczotliwie od koloru — jagodzianką, na stałe wpisały się jako elementy polskiego krajobrazu. Taki koloryt lokalny. Niestety rzadko kto mottem picia czyni sobie popularną sentencję ze szkolnych pracowni chemicznych: „dawka czyni truciznę”. Dużo powszechniejszą dewizą stało się: „co mnie nie zabije, to mnie wzmocni”. Młodzi ludzie, do których się co jasne zaliczam, skądś muszą brać przykład. Dzięki wielopokoleniowej zgubie alkoholowej litr czystej stał się symbolem pewnej dorosłości, takim egzaminem dojrzałości. Nie jest temu winny nikt inny, jak obecni dorośli. Przyczynili się do tego, że epidemia choroby alkoholowej szerzy się wśród coraz młodszych ludzi, przy okazji zbierając rokrocznie większe żniwo.

Źródło: pixabay.com

Tym bardziej, że przestaje istnieć jakakolwiek kultura picia. Nie tylko wśród młodzieży, ale co najbardziej dołujące, również w środowisku osób teoretycznie dojrzałych emocjonalnie. Nie bez powodu Polska to jeden z niewielu krajów europejskich, w którym wzrosło spożycie alkoholu w XXI wieku. Wszelkie granice z wolna się zacierają i w tej chwili głównym nurtem jest picie na umór. To przykre, że obecnie momentem odstawienia flaszek na bok, stają się utrata przytomności, albo inne przykre skutki zatrucia alkoholowego. Ten brak samokontroli uwidoczni się również w innych dziedzinach życia, co nie poskutkuje dobrze na przyszłość. Czy ktokolwiek jest w stanie wyobrazić sobie koegzystencję z nieumiejącymi poskromić agresję brutalami?

Inne bolączki

Oprócz wysokiej umieralności niesie to za sobą także inne problemy. Patrząc na to, ile nastolatkowie piją w tej chwili, nie zanosi się, by z dnia na dzień jakkolwiek to ograniczyli, a ja prognozuję wręcz odwrotnie. Zjawisko tylko nabierze na mocy. Już w tej chwili co trzecie przestępstwo jest efektem nadużywania alkoholu. Patrząc wyjątkowo trzeźwo na nakreślony przeze mnie obraz, nie mogę nie dojść do wniosku, że za niedługo normalnością będzie stan tego współczynnika na poziomie 50%. Tylko należy się zapytać, czy rzeczywiście chcemy do tego dopuścić. Jeszcze jest ostatni moment na to, żeby spróbować coś z tym zrobić.

Bezpośrednio z powszechniejszym spożywaniem alkoholu wiązałbym także spadek wieku inicjacji seksualnej, szczególnie biorąc pod uwagę płeć piękną. To taki kolejny symbol naszych czasów, tej beztroski życia w wolnym kraju. Używając kolokwialnego języka, żargonu wręcz, po kilku głębszych dziewczyna staje się łatwa, nie jest w stanie się oprzeć. Efektem tego jest rosnąca realna liczba gwałtów, czy też zachowań o charakterze molestowania na tle seksualnym. Z reguły niewykrywalnych, z powodu właśnie tego czynnika dodatkowego. Nie oszukujmy się, dalej trzeba się kryć przed rodzicami. Nie pomagają też groźby zostania kablem, czy konfidentem, które najczęściej kończą się ostracyzmem. Zaburzenia w postrzeganiu tego, co wypada, a co nie wypada, również czynią z takich popijaw prawdziwe domy rozpusty. Ciężko ustalać jeden mianownik dla wszystkich, ale taką świętą trójcą z wolna stają się: alkohol, seks i coraz częściej również dragi. Wypaczone pojmowanie dorosłości doprowadzi w niedalekiej perspektywie czasowej do poważnych zaburzeń w społeczeństwie, na co nie możemy sobie pozwolić.

Źródło: pixabay.com

Nie chciałbym tymi niepełnymi, bo to w zasadzie tylko liźnięty czubek góry lodowej, przemyśleniami, robić z siebie Urbana II, a z tego artykułu wydarzenia pokroju synodu w Clermont. Jakakolwiek walka przy obecnej świadomości na temat spożywania alkoholu z tym problemem to zwykła donkiszoteria, a przy tym zbędny wysiłek przybliżenia realnej bolączki Polaków. Dotykanie jakiejkolwiek z przywar narodowych w tym kraju traktowane jest niczym krojenie zdrowego organizmu przez chirurga, tylko po to, aby nie wyszedł z wprawy. Tak naprawdę efektów tego, co piszę, jeszcze nie widać, ale to właśnie moment, gdy drogę tych ludzi zastępuje prawdziwa dorosłość. Dla wielu stanie się to bariera nie do przejścia, coś tak odległego i wysokiego jak Mount Everest. Wszystko spływa na niczym ze względu na ograniczone myślenie, które chyba najlepiej podsumuje i skwituje ta anegdotka. Oto jak bardzo zaburzone mamy pojmowanie świata.

Smutne wnioski

Na godzinie wychowawczej w szkole, to było jeszcze w gimnazjum, zaczęliśmy rozmawiać o narkotykach. Ich negatywnym wpływie, rodzajach, aż wreszcie dyskurs doszedł do zagadnień społecznych. Wiele osób przedstawiało swoje poglądy przede mną, ale ja miałem na to zupełnie inne spojrzenie. Dokładnie pamiętam, co wtedy powiedziałem. „To nie narkomania jest prawdziwym problemem, a alkoholizm, dlatego że spożywanie alkoholu jest akceptowane społecznie”. Na to, osoba niewątpliwie wykształcona, pedagog z wieloletnim stażem pracy, chciała mnie od tego odwieść i uczynić ze mnie pomyleńca, strywializować to, co w niedługim okresie, stanie się prawdziwą bolączką życia w Polsce.

Dla absolutnej jasności pragnę podkreślić, że treść tego felietonu nie ma na celu zaatakowania sposobu spędzania wolnego czasu przez nastolatków. Najbardziej zależy mi na tym, żeby w końcu wszyscy zrozumieli, że przyczyna jest gdzie indziej. To nie sam fakt spożywania alkoholu jest problemem. Chcę, żeby wreszcie spojrzeć na to z innej perspektywy. Realnymi bolączkami są: coraz wcześniejsza inicjacja alkoholowa, moc oraz ilość spożywanych trunków, wartościowanie nałogów, a także inne, bolesne w skutkach następstwa takiego postępowania, które uwidocznią się z upływem lat. Podobnie jak to było z Jurkiem — doktor Granada kolejny raz się już nie ulituje i próżno będzie oczekiwać, że mający jeszcze wolne łóżka w zanadrzu oddział deliryczny zostanie czyimś drugim domem. Prędzej odwyk stanie się jak pobliski osiedlowy — będą to częste i krótkie wizyty w jednym tylko celu — wreszcie znów się można upić.

Autor

  • Uczeń II klasy IX LO im. C. K. Norwida w Częstochowie. W redakcji od samego początku. Pasjonat sportu, początkujący sędzia piłki nożnej. Lubi przeczytać dobrą książkę. Poza tym fan gier strategicznych i RPG. Zwolennik ruchów lewicowych. Laureat Częstochowskiego Przeglądu Poezji "Zapałki 2021".