Strona główna > Aktualności > Polityka międzynarodowa > Czego Czarzasty może nauczyć się od Scholza?

Czego Czarzasty może nauczyć się od Scholza?

Czas czytania: 3 min.

Dwa tygodnie temu Europę obiegła informacja o wyborczym zwycięstwie niemieckiej SPD i historycznie słabym wyniku CDU/CSU. Pomimo że rozmowy koalicyjne ciągle się toczą, wiele wskazuje na to, że następcą Angeli Merkel na stanowisku kanclerza będzie socjaldemokrata Olaf Scholz. Sukces ten jest o tyle zaskakujący, że jeszcze na początku kampanii wydawało się, że największym sukcesem partii może być miejsce na podium przed FDP. Ten niewątpliwy sukces niezbyt popularnej w Niemczech partii może być świetną lekcją dla naszej rodzimej Lewicy.

Kadry Lewicy

Najważniejszą kwestią jest polityka kadrowa, a ta u naszej Lewicy po prostu leży. SPD wygrało wybory w dużej mierze dzięki kandydaturze lubianego Olafa Scholza. Może nie ma on szczególnej charyzmy, ale przynajmniej nie miał tylu wpadek ilu Laschet z CDU i Baerbock z Zielonych. Gdyby chadecy postawili na Södera, to sukcesu socjaldemokratów by prawdopodobnie nie było. Jednak przez tę decyzję wielu byłych wyborców Angeli Merkel wolało oddać głos na SPD. To samo można powiedzieć o sukcesie Rafała Trzaskowskiego w wyborach prezydenckich, który przy Robercie Biedroniu stawał się naprawdę dobrą opcją dla lewicowego wyborcy. Pozostali liderzy Lewicy również niezbyt trafia do elektoratu. Włodzimierz Czarzasty dołujący w rankingach zaufania i mający specyficzny styl zarządzania partią, nowych głosów nie pozyska. Największy potencjał niewątpliwie ma Adrian Zandberg będący jednym z najlepszych retorycznie mówców w polskiej polityce. Przeszkodę stanowią jego radykalne (jak na polskie standardy) poglądy. Jednak wspomniany wcześniej Scholz jest idealnym przykładem na to, że twarzą ugrupowania niekoniecznie musi być lider partii. Również tutaj Lewica zawodzi. Mając w zanadrzu wielu polityków i polityczek z  ogromnym potencjałem, jak chociażby Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, to ugrupowanie nie potrafi wykorzystać ich możliwości. Zamiast tego wolą uczynić ze znanego z seksistowskich uwag Marka Dyducha wiceprzewodniczącym partii.

Odpowiednie akcentowanie propozycji programowych

Kolejnym czynnikiem, który przyczynił się do zwycięstwa SPD, była odpowiednia narracja skierowana do wyborców bliższych środkowi sceny politycznej. Sama kandydatura Scholza, który kojarzony jest z bardziej centrową częścią partii, jest wystarczającym dowodem. Ponadto kandydat przez swoją kampanię podkreślał, że będzie kontynuować dzieło Angeli Merkel, nawet w występach telewizyjnych starał się ją naśladować. Co ważne nie zrezygnował z promowania lewicowych postulatów, ale za to umiejętnie kładł naciski tak, aby nie przestraszyć potencjalnych wyborców. Podobną próbę mogliśmy zaobserwować na niedawnym kongresie Nowej Lewicy. Program przedstawiono tak, by był przystępny, dla jak największej ilości osób. Ani słowa o nowych podatkach, ale za to nacisk na edukację, transformację energetyczną, służbę zdrowia, politykę mieszkaniową, czy też prawa osób LGBT+. Efekt ten miał szansę się utrzymać do momentu, w którym na mównicę nie wszedł Adrian Zandberg i ogłosił, że największym zagrożeniem dla demokracji są koncerny. Można się kłócić, na ile ma tutaj rację, ale jedno jest pewne — w kraju, w którym partia rządząca próbuje wpływać na sądy i wolne media, stwierdzenie, że większym zagrożeniem są korporacje, brzmi przynajmniej kuriozalnie, a nowych wyborców się tak nie pozyska.

Nie współpracować z radykałami

Jednak przede wszystkim już na starcie Lewica powinna odciąć się od radykałów. To również jest część strategii Scholza. Kandydat SPD ani przez chwilę nie rozważał współpracy z lewicową Die Linke, a przy każdym zarzucie o możliwości koalicji z nią stanowczo mówił nie. Nasza Lewica ma z tym wyraźny problem. Nie mówię tutaj o szeregowych działaczach młodzieżówek wychwalających Che Guevarę i braci Castro. Jednak problemem już jest popieranie kandydatury Piotra Ikonowicza na Rzecznika Praw Obywatelskich. Pomimo jego działalności społecznej, do której mam ogromny szacunek, nie nadawał się on na RPO. Po pierwsze jego wypowiedzi wyraźnie wskazywały, że nie rozumie, że obywatelami są również Polacy zarabiający powyżej średniej krajowej, a przedsiębiorcy też mogą potrzebować pomocy. Poza tym na jego konto można zaliczyć bronienie Putina przy aneksji Krymu czy też wspieranie Chaveza i władz Wenezueli notorycznie łamiących prawa człowieka. Taka kandydatura na RPO może jednak trochę zniechęcić niezdecydowanych.

Jak widać, przed naszą Lewicą jest jeszcze długa droga do większych sukcesów wyborczych. Przede wszystkim musi nauczyć się poprawnie akcentować postulaty, odciąć od radykałów i naprawdę poszukać lepszych twarzy medialnych. Zwłaszcza że ostatnie sondaże wyraźnie wskazują, że wynik z 2019 może być dla Lewicy w sferze marzeń.

Autor

  • Uczeń II klasy o profilu prawniczym w V LO w Krakowie, członek zarządu oddziału krakowskiego OFM, pasjonat polskiej polityki, tenisista, ale tylko rekreacyjnie, miłośnik dobrego kryminału, liberał

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *