Strona główna > Aktualności > Ciemnogród w czasach postępu

Ciemnogród w czasach postępu

Jan Sobuś

Źródło: Pixabay.

Wiek XXI wydaje się czasem królowania nauki, techniki i medycyny. Pędzący pociąg postępu prowadzi do kolejnych cennych odkryć i wynalazków. Kolejne nieuleczalne wcześniej choroby, dzięki potędze współczesnej nauki, stają się uleczalnymi. Tym bardziej dziwi fakt, że cały czas istnieją we współczesnym świecie rozmaite ruchy pseudonaukowe, które osiągnięcia naukowców negują i tworzą w ich miejsce własną, zazwyczaj wręcz absurdalną wizję rzeczywistości.

Wydawać by się mogło, że przeciwnicy szczepień, zwolennicy teorii o zabójczym wpływie sieci 5G na zdrowie czy osoby leczące nowotwory złośliwe za pomocą witamin stanowią w cywilizowanych, europejskich społeczeństwach margines marginesu. Nic bardziej mylnego. Na dowód fałszywości tej tezy przedstawić można fakt, iż profil „doktora” Jerzego Zięby – znanego polskiego propagatora tzw. medycyny alternatywnej polubiło na portalu Facebook ponad 300 tysięcy osób, a jego firma w ciągu samego 2017 roku osiągnęła ponad 20 milionów złotych zysku. Wrogowie prawd naukowych stanowią w naszym społeczeństwie znaczącą grupę. Miałem przyjemność (dość wątpliwą) zetknąć się z takimi osobami osobiście. Były to osoby najróżniejsze – można wymieniać od uczniów, przez rozmaitych użytkowników Internetu po… nauczyciela fizyki z wyższym wykształceniem. Zauważyłem jednak jedną rzecz charakterystyczną dla rozmów z tego typu ludźmi – większość z nich jest oporna na jakiekolwiek argumenty o charakterze merytorycznym. Prędzej skończą dyskusję lub zmienią jej temat, niż przyznają, że się mylili. Zawsze przypomina mi się wtedy heglowskie „jeżeli moje teorie nie zgadzają się z faktami, to tym gorzej dla faktów”.

Najbardziej szkodliwą działalność spośród rozmaitych grup antynaukowych prowadzą jednak antyszczepionkowcy. O ile bowiem, jeżeli ktoś będzie wolał leczyć raka u „doktora” Zięby, zamiast poddać się profesjonalnemu leczeniu, to co najwyżej zaszkodzi samemu sobie, o tyle antyszczepionkowcy mogą zaszkodzić swoim dzieciom. Ruchy antyszczepionkowe bardzo dużo mówią o wolności. Pytanie, o jaką wolność im chodzi? Jeżeli jesteś dorosły i głupi, to proszę bardzo – nie szczep się. Chcącemu nie dzieje się krzywda i ty będziesz ponosił ewentualne konsekwencje swojego wyboru. Dlaczego narażasz życie swojego dziecka? Dlaczego w imię swoich durnych przekonań zwiększasz prawdopodobieństwo jego zgonu lub uszczerbku na zdrowiu? Spotkałem się z różnymi teoriami antyszczepionkowców, które wykazać miały szkodliwość szczepionek. Taką najbardziej znaną jest chyba teoria o tym, jakoby wywoływać miały one autyzm. Teoria ta obalona została w drodze wielu badań i to, co ciekawe, nawet wykonywanych na zlecenie przeciwników szczepień. Człowiek, który jako pierwszy wysunął teorię o rzekomym wywoływaniu autyzmu przez szczepionki, brytyjski lekarz Andrew Wakefield, pozbawiony został przez brytyjską Naczelną Radę Lekarską prawa do wykonywania zawodu. Jak wykazało dziennikarskie śledztwo, rzekome badania dowodzące korelacji pomiędzy szczepieniem dzieci a autyzmem zostały przez niego sfałszowane za pieniądze na zlecenie rodziców toczących spory sądowe z koncernami farmaceutycznymi. Zdarzyło mi się również usłyszeć teorię, jakoby szczepionki były w rzeczywistości swego rodzaju placebo wymyślonym przez koncerny farmaceutyczne w chwili, gdy dana choroba zaczęła już naturalnie wymierać. Teorię tę najlepiej obala sytuacja, która w latach 70. XX wieku miała miejsce w Wielkiej Brytanii. Na skutek działań pierwszych ruchów antyszczepionkowych dowodzących rzekomej szkodliwości szczepionki na krztusiec wskaźnik szczepień dzieci spadł o ponad połowę. Niedługo potem kraj ten nawiedziły epidemie krztuśca (choroby występującej wcześniej sporadycznie), na które zachorowało około 100 tysięcy dzieci, a ponad 30 z nich zmarło. Podobnie zresztą sytuacja wygląda w Polsce, w której konsekwentnie rośnie odsetek odmów szczepień, a wraz z nim drastycznie w ostatnich latach rośnie liczba zachorowań na odrę (szczepionka w przypadku tej choroby zapewnia 95% ochrony przed zarażeniem po podaniu pierwszej dawki i prawie 100% po podaniu dawki drugiej). Szczepienia skutecznie pozwoliły wyeliminować wiele chorób, które kiedyś zbierały śmiertelne żniwo. Naukowcy uważają, iż rocznie, dzięki ich wprowadzeniu, unika się około 6 milionów zgonów. Częstym argumentem przeciwników szczepionek jest też występowanie niepożądanych odczynów poszczepiennych. Oczywiście, odczyny takie mogą się zdarzać. Tak samo, jak po podaniu określonego leku czy pokarmu, na który dana osoba jest uczulona, może wystąpić reakcja alergiczna. Czy zatem mamy od najmłodszych lat nic nie jeść, bo może akurat jesteśmy na to uczuleni? Czy kiedy mamy anginę lub zapalenie płuc mamy nie leczyć się antybiotykiem, bo może akurat mamy na niego alergię? Poza tym w większości niepożądane odczyny poszczepienne przebiegają łagodnie i ograniczają się do krótkotrwałego bólu, obrzęku i zaczerwienienia w miejscu szczepionki. Poważne powikłania są bardzo rzadkie. Jest to raczej mała cena za wyeliminowanie chorób zakaźnych, które powodowały śmierć lub ciężki uszczerbek na zdrowiu tysięcy dzieci.

Ilustracja: Ewa Mielnik.

Grupą wartą uwagi są bez wątpienia również pseudolekarze. Proponują oni leczenie ciężkich chorób metodami, które – przynajmniej u mnie – wywoływać mogą wyłącznie śmiech. Zdaniem „doktora” Zięby za pomocą kwasu askorbinowego, czyli popularnej witaminy C, wyleczyć można najrozmaitsze choroby, zaczynając od nowotworów, a na sepsie wywołanej przez antybiotykooporne bakterie kończąc. Opracował również „terapię” na koronawirusa obejmującą podawanie witamin i wody utlenionej, która skrytykowana została przez Sanepid. Większość teorii Zięby jest bardzo ostro krytykowana przez środowiska naukowe. Prof. Cezary Szczylik, onkolog, w reportażu Faktu nt. Jerzego Zięby stwierdza, iż możliwość wyleczenia raka drobnokomórkowego płuca za pomocą witaminy C nie istnieje, a zaprzestanie chemioterapii i zastąpienie jej takim leczeniem spowodowałoby – z uwagi na szybkość rozprzestrzeniania się tego nowotworu – zgon pacjenta w ciągu 3 miesięcy. Jerzy Zięba nie jest jedynym znachorem leczącym choroby w antynaukowy sposób. Jakiś czas temu głośny był np. przypadek Ryszarda K., inżyniera mechanika, który za pomocą witaminy B17 prowadził terapię nowotworów. Na szczęście usłyszał już 36 zarzutów prokuratorskich. Jak pokazały badania opublikowane w Journal of the National Cancer Institute w roku 2018, prawdopodobieństwo zgonu w grupie osób leczących nowotwory za pomocą medycyny alternatywnej jest 2,5 raza większe niż w grupie osób leczących nowotwory za pomocą medycyny konwencjonalnej.

Największym problemem jest jednak to, że ludzie ruchom antyszczepionkowym czy pseudolekarzom wierzą. Zastanawia mnie, z czego to wynika. Być może u osób śmiertelnie chorych jest tak, że chwycą się każdego możliwego sposobu. Ich jeszcze da się zrozumieć. Jednak skąd tylu zwolenników tych teorii wśród ludzi, którzy wcale nie są chorzy? Myślę, że docieramy tutaj do pewnej łatwowierności, jaka jest powszechna w naszym społeczeństwie. Do tego, że „czucie i wiara” nadal silniej mówi do wielu ludzi niż „mędrca szkiełko i oko”. Brak u nich jakiegoś zdrowego sceptycyzmu. Jako dowód na potwierdzenie swoich tez podają nieraz historie „osób ozdrowiałych” umieszczone na stronie Jerzego Zięby. Bez jakiejkolwiek refleksji nad tym, że papier przyjmie wszystko. To przecież tylko słowa. Bez dokumentacji medycznej, bez opinii niezależnych ekspertów. Kiedyś znów ktoś udowadniał mi, że „ludzie to kupują, więc to musi działać”. Może to wina systemu edukacji? Systemu edukacji, który nie jest oparty na nauce krytycznego myślenia, a na „wkuwaniu” suchych faktów i dogmatów? Bez wyjaśniania, dlaczego jest tak, a nie inaczej, a często nawet przy tłamszeniu ucznia, który nie zadowoli się samą formułką do wkucia, ale zada to kluczowe dla nauki i filozofii pytanie „dlaczego?”. Bo przecież łatwiej niż myślenia przyczynowo-skutkowego czy analizy rozmaitych zjawisk uczyć po prostu tak jak u Gombrowicza, że „Słowacki wielkim poetą był”. Jeżeli nie zmienimy kształtu edukacji, to zwolenników ruchów pseudonaukowych będzie coraz więcej. I jest jeszcze jeden ważny obowiązek, jaki leży przed państwem polskim. Obowiązek ochrony obywateli przed rozmaitymi hochsztaplerami. Ludzie głoszący teorie absurdalne, godzące w porządek naukowy i równocześnie niebezpieczne dla innych muszą być ścigani karnie. I nie, nie godzimy tutaj w jakąś wolność osobistą czy wolność prowadzenia badań. Jeżeli Jerzy Zięba wykaże słuszność swoich tez i zostanie ona potwierdzona niezależnymi badaniami i metodologią naukową, to wtedy będzie mógł je wciskać ludziom. Obawiam się jednak, że udowodnienie słuszności owych śmiesznych tez, jest niemożliwe.

Tagi: