Strona główna > Aktualności > Publicystyka > Antyteza dziennikarstwa

Antyteza dziennikarstwa

Czas czytania: 3 min.

Minął już jakiś czas od zapowiedzi powrotu Donalda Tuska na polską scenę polityczną. Nie da się ukryć, że emocje w debacie publicznej towarzyszące temu wydarzeniu to prawdziwy rollercoaster. Od ostrożnego optymizmu, przez radość, aż po krytykę i wściekłe ataki. Cóż, na samym wstępie chcę zaznaczyć, że mam świadomość, iż były Premier jest zdecydowanie postacią niejednoznaczną i, poza tym krótkim wstępem, którym chcę przekazać, że mam świadomość, iż Tusk w oczach wielu urósł do rangi albo zła ostatecznego, albo Chrystusa Narodu, to nie nie zamierzam się tutaj nachylać nad Jego karierą polityczną i oceniać podejmowanych w przeszłości decyzji. Sądzę, że na ten temat wszystko, co mogło być powiedziane, już dawno wybrzmiało. 

Chciałbym za to nachylić się nad działaniami dobrze wszystkim znanej Telewizji Publicznej, a raczej pracującym dla niej dziennikarzom, którzy dzień w dzień zalewają odbiorców siermiężną propagandą, jeszcze bardziej podkręconą, zapewne z okazji powrotu Tuska. Fakt o (mówiąc zachowawczo) nierzetelności mediów państwowych jest doskonale znany od lat, ale zawsze jakoś powstrzymywałem się przed oglądaniem głównego wydania Wiadomości, czy też TVP jako takiego. Wystarczyły mi co ciekawsze screeny pasków grozy, czy też fragmenty materiałów stworzonych przez osoby odpowiedzialne za najbardziej legendarne dokumenty. Szumne nadejście byłego Premiera ostatecznie ten stan rzeczy zmieniło i postanowiłem w końcu zajrzeć w otchłań, żeby mieć jasną, wyrobioną opinię o poczynaniach pracowników stacji, bo na zmienienie zdania o jakości i uczciwości tych materiałów – nie oszukujmy się – nie ma szans.  

Przekrój propagandy

Nie mylił się Nietzsche, mówiąc o możliwych konsekwencjach spoglądania w otchłań, bo mogę powiedzieć ze stuprocentową pewnością, że to, co zobaczyłem i usłyszałem, uderzyło we mnie z całą swoją mocą. Rozpoczynając maraton Wiadomości i wszelkich innych treści pochodnych, przyznaję, że uczucie, które wtedy mi towarzyszyło to przede wszystkim ciekawość – czy naprawdę jest tak źle? Po kilku dniach ciekawość ustąpiła, mówiąc dyplomatycznie, zniesmaczeniu. Moje oczekiwania były zawieszone nisko, a i tak to co dostałem, przeszło jakiekolwiek pojęcie. Nie mówię już o samym poziomie materiałów i ilości jadu w nich zawartego, bo w mniejszym lub większym stopniu na problem wrogości wobec wszystkiego, co nie jest z nami, choruje spora część polskiego dziennikarstwa. To, co boli najbardziej, opiera się o bezwzględny cynizm, który stoi za niemalże każdym działaniem TVP. Wszystko, co propagandziści Telewizji Polskiej robią, stoi w sprzeczności z zasadami rzetelnego dziennikarstwa i zwykłej ludzkiej uczciwości.

Bo jak nazwać słynne już rogi Tuska lub umyślne czekanie na koniec tej samej konferencji prasowej, by udowodnić, że polityk z premedytacją pomija dziennikarza TVP (zresztą nie musiał wtedy odpowiadać – załoga Telewizji Publicznej nie zgłosiła się do kolejki pytań)? Jak nazwać zeszłoroczną kampanię nienawiści przeciwko kandydaturze Trzaskowskiego na prezydenta?  Jak nazwać codzienne pomówienia, ataki na polityków, działaczy i ludzi związanych z opozycją, oraz bezczelną butę płynącą z przeświadczenia o braku konsekwencji? Lista przewinień jest długa i nic nie wskazuje na to, że przestanie się powiększać.

Gorzkich słów kilka

I cóż, nie napisałem nic odkrywczego, doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Sens napisania tego tekstu dyktuję potrzebie zmaterializowania tego, co leży mi na wątrobie. Tym bardziej że tak się wesoło złożyło, iż przyszło mi  studiować dziennikarstwo i widząc, do jak patologicznych rozmiarów postąpiła degeneracja tego zawodu w Polsce, nie tylko za sprawą wyżej wspomnianych propagandzistów (choć w zawodach na wypaczenie sensu dziennikarstwa wiodą zdecydowany prym, odstawiając konkurencję o lata świetlne), to zwyczajnie ogarnia mnie chandra. Oto na uczelni dowiaduję się o cnotach tego zawodu, o tym, jak światłą osobą powinien być dziennikarz i by zawsze kierował się prawdą, oraz o poczuciu misji związanej z wykonywaniem tak odpowiedzialnej funkcji, po to, by ostatecznie rozbić te piękne słowa o szarą, wypaczoną rzeczywistość. Cóż, idylla idyllą, a życie życiem. Szkoda tylko, że bardziej dobitnie nie dało się o tym przekonać. Dziennikarzom TVP mogę tylko gorąco dziękować za ściągnięcie z obłoków i życzyć dalszej odwagi w patrzeniu w lustro.

Autor

  • Student dziennikarstwa II roku, który dobrym filmem lub książką nie pogardzi. Dodatkowo właściciel wyjątkowo żywiołowego psa, a co za tym idzie biegacz. Sercem i duszą zwolennik myśli socjaldemokratycznej.