Przejdź do treści

Amerykański sen, czyli jak Waszyngton zaspał

Trwająca wojna w Ukrainie skupia na sobie uwagę całego świata. To sprawia, że łatwo przeoczyć kluczowe wydarzenia, które miały miejsce w innych regionach globu.

Amerykanie, poprzez swoje podejście, ustępują pola chińczykom. Bardzo ważnym pytaniem w obecnej chwili jest to, jak Waszyngton zamierza połączyć trwającą już od wielu lat politykę zwrotu w stronę Indo-Pacyfiku z poradzeniem sobie z trwającą wojną w Europie.

Chińska ofensywa dyplomatyczna na wyspy na południu Pacyfiku

W ostatnim miesiącu miała miejsce chińska ofensywa dyplomatyczna na wyspy południowego Pacyfiku. Przed przejściem do dalszej analizy warto zwrócić uwagę na fundament tych rozmów, którym jest małe zaangażowanie Amerykanów w regionie. Słuchając wypowiedzi przedstawicieli tych krajów, widać gorycz spowodowaną atmosferą niskiego zainteresowania ze strony Waszyngtonu.

Świetnym przykładem jest rybołówstwo, które dla większości krajów wyspiarskich jest ono absolutnie najważniejszą częścią gospodarki. W tamtym regionie wymaga ono również wsparcia, głównie technicznego.

W odpowiedzi na prośby o pomoc, Amerykanie sporadycznie oferują wsparcie w postaci kilku kutrów. Chińczycy natomiast rozpisują gigantyczny kontrakt na renowację całej floty, szkolenia dla lokalnych rybaków i rozległe wsparcie logistyczne, wspierając sektor rybołówstwa we wszystkich jego aspektach. To właśnie może służyć jako papierek lakmusowy atmosfery lekceważenia ze strony Amerykanów oraz żywego zainteresowania ze strony Chin.

Chińska ofensywa

W kwietniu doszło do wycieku informacji dot. planowanego podpisania traktatu o bezpieczeństwie pomiędzy Wyspami Salomona a Chinami. Kontrakt ten mocno zaniepokoił największego dotychczasowego sojusznika Wysp – Australię. Podczas gdy jego treść była niejawna, z przecieków wynikało, że może zmienić bardzo wiele. Miały w nim się znaleźć zapisy m.in. o tym, że chińskie służby będą obecne na Wyspach Salomona w roli policji, a także że chińska marynarka będzie miała miały swobodny dostęp do ich portów.

Na przełomie maja i czerwca było już potwierdzone, że taki dokument zostanie podpisany, a jego treść rzeczywiście zawiera tak radykalne zapisy. Okazało się również, że Chiny nie zamierzają na tym poprzestać. Pekin przygotował podobne traktaty dla 9 innych krajów wyspiarskich.

Ich treść pokrywała bardzo wiele aspektów. Chińczycy zaoferowali przeprowadzanie szkoleń dla lokalnych sił policyjnych i dyplomatycznych. Ma to być częścią szerokiej współpracy w kwestii ogólnie pojętego bezpieczeństwa, oczywiście pod przywództwem Pekinu. Poza bezpieczeństwem pojawiły się również wzmianki o ustanowieniu handlu bezcłowego, budowie lokalnej sieci internetowej, a także utworzeniu sieci chińskich Instytutów Konfucjusza.

Szczyt na Fiji, czyli jak Chiny chciały odwrócić uwagę

Chiński minister spraw zagranicznych, Wang Yi, zorganizował na Fidżi szczyt z ministrami spraw zagranicznych 10 krajów wyspiarskich – Wysp Salomona, Kiribati, Samoa, Fidżi, Tonga, Vanuatu, Papui-Nowej Gwinei, Wysp Cooka, Niue i Sfederowanych Stanów Mikronezji. Celem było przedyskutowanie warunków i omówienie podejścia tych krajów do oferowanych przez Chiny kontraktów.

Ostatecznie nie doszło do ich podpisania – powodem były obawy o możliwość zwiększenia napięć w regionie. Z późniejszych wypowiedzi przedstawicieli krajów wyspiarskich wynika jednak, że rozważania o wprowadzeniu takiej umowy w życie zostały raczej przeniesione na później niż jednoznacznie odrzucone.

Dla dobrego zrozumienia sprawy ważne jest spojrzenie na nią z szerszej perspektywy geopolitycznej. Przede wszystkim, cała akcja ze strony chińskiej została przeprowadzona bardzo na szybko. Kraje, które miały zostać sygnatariuszami tych umów, zdawały się zaskoczone ich kompleksowością i zakresem. Umowy poruszające kwestię właściwie całego bezpieczeństwa kraju, nie mogą być ogłaszane na miesiąc przed i omawiane na jednym szczycie.

Z komentarzy przedstawicieli krajów, którym została zaproponowana ta oferta, wynika jasno, że to nie ich treść, a właśnie gwałtowność, z jaką Chiny przeprowadziły całą akcję, była głównym argumentem za niepodpisywaniem kontraktów.

Ostatecznie umowę podpisały jedynie Wyspy Salomona.

Chińskie motywy

W mojej opinii realne podpisanie umów w tak szybkim tempie nigdy nie było chińskim celem; w Pekinie nikt na to nie liczył. Kluczowe dla chińskich motywacji był trwający równolegle ze spotkaniem na Fidżi szczyt QUAD w Tokio.

W ostatnim czasie QUAD, czyli forum bezpieczeństwa pomiędzy Indiami, Japonią, Australią i Stanami Zjednoczonymi zyskuje na znaczeniu. Spotkanie w Tokio było na to najlepszym dowodem. Dalsze rozwijanie współpracy pomiędzy tymi czterema mocarstwami oznacza dla chińczyków zdecydowane zmniejszenie ich dominacji w regionie.

Chińskie zaniepokojenie QUAD-em, widoczne niedopracowanie treści prezentowanych umów, a także gwałtowność ich ogłoszenia i organizowania szczytu w Fidżi wskazuje, że dla Chin głównym motywem tych działań było odwrócenie uwagi od szczytu w Tokio oraz pokazanie, że to oni rządzą w regionie.

Szczyt Ameryk

Wyspy Pacyficzne nie są jedynym regionem, gdzie Amerykanie wykazali ostatnio brak rozeznania w realiach i niewystarczające zainteresowanie.

Na 8 czerwca br. Stany Zjednoczone zapowiedziały zorganizowanie Szczytu Ameryk. Zorganizowany po raz pierwszy w 1994 r. w tym miesiącu miał swoją 9. odsłonę. Poprzednia edycja, 4 lata temu, była kompletną porażką – Donald Trump nawet się na niej nie pojawił. Tym razem miało być jednak inaczej. Na miesiące przed samym wydarzeniem, amerykańska administracja zapowiadała, że tegoroczny szczyt będzie „wielkim zwrotem na południe”.

Wykluczanie niektórych uczestników – przepis na porażkę

Ostatecznie jednak kompletnie się to nie udało. Na szczyt, który miał być wielkim krokiem w stronę szerszej współpracy w Amerykach, nie zostały zaproszone 3 kraje – Nikaragua, Kuba i Wenezuela. Ta decyzja położyła się cieniem na całym przebiegu szczytu. W odpowiedzi na to wykluczenie, wydarzenie zbojkotował prezydent Meksyku – Andrés Manuel López Obrador. Ostatecznie nie pojawili się na nim również przedstawiciele Boliwii i Salwadoru, a Honduras i Gwatemala wysłały oficjeli niższego szczebla.

To, że na największy szczyt ostatnich 4 lat organizowany przez Amerykanów dla własnego regionu część krajów nie wysłała delegacji, a inne postanowiły nie nadawać mu najwyższego priorytetu, pokazuje masywny spadek wpływu Stanów Zjednoczonych w regionie.

Właśnie dlatego decyzja Waszyngtonu o odgórnym odrzuceniu któregokolwiek z krajów jest bezsensowna i odklejona od realiów. Argumentem administracji Bidena było to, że są to kraje autorytarne i niedemokratyczne. Ważne dla zrozumienia oburzenia pozostałych krajów regionu jest to, że wcale nie chodzi o to, że Kuba czy Wenezuela to ich partnerzy;. dla wielu krajów są one nawet większym problemem niż dla Stanów Zjednoczonych (przykładowo do Kolumbii uciekło już ponad 1.7 miliona wenezuelskich uchodźców).

Problemem jest podejście, jakie decyzją o wykluczeniu tych trzech krajów pokazał Waszyngton. Zakłada ono, że Ameryka Południowa dalej jest „podwórkiem Stanów Zjednoczonych” i nic w regionie nie może się wydarzyć bez aprobaty z Waszyngtonu.

Rzeczywistość od wielu lat wygląda zupełnie inaczej. Handel między Chinami a krajami Ameryki Południowej wzrósł z 18 mld USD w 2002 r. do prawie 449 mld USD w 2021 r., dzięki czemu Chiny stały się głównym partnerem handlowym Brazylii, Chile, Peru i Urugwaju. W ostatnich latach właściwie wszystkie kraje z regionu przestały uznawać Tajwan za kraj (co w dyplomacji jest symbolem sojuszu z Chinami).

W ostatnich miesiącach Ekwador proponował Stanom Zjednoczonym podpisanie paktu o wolnym handlu. Waszyngton odmówił. Kilka miesięcy później świat obiegła informacja o tym, że Ekwador przeprowadza intensywne rozmowy na ten sam temat z Chińczykami.

Brak zaangażowania

Administracja Bidena zdaje się być nieświadoma realiów politycznych w tych regionach świata. W najlepszym wypadku ich działania mają na celu podtrzymanie status quo. Co gorsza, w niektórych sytuacjach wygląda to tak, jakby mieli nadzieję, że to kraje z regionu, będą zabiegać o uwagę Stanów, nie na odwrót.

Realia wyglądają zupełnie inaczej. Chiny, dzięki swojej potędze gospodarczej i doktrynie poszerzania wpływów na całym świecie, podkopują amerykańskie wpływy i proponują znacznie lepsze oferty. Zaniedbywanie pacyficznych wysp i niezaproszenie któregokolwiek kraju na Szczyt Ameryk ukazuje ignorancję i zacofanie w polityce Waszyngtonu.

Pomimo skupienia na wojnie na Ukrainie, Stany Zjednoczone nie mogą sobie pozwolić na odpuszczenie pozostałych regionów. W kwestii Pacyfiku nie tylko Tajwan czy Japonia mają kluczowe znaczenie.

Jeśli Biden realnie chce zwiększyć wpływ Ameryki na Azję, musi utrzymywać dobre relacje z własnymi sąsiadami i pilnować, żeby kraje ważne strategicznie nie zostały „przejęte” przez Chiny.

Fot. nagłówka: Kevin Lamarque/Reuters

O autorze

Zafascynowany tym, jak właściwie działa świat, piszę (i mówię) o polityce międzynarodowej. Kierowany tym poczuciem zacząłem pisać artykuły do Kongresów już w lutym 2022 roku, a obecnie tworzę mój autorski podcast - Sprawy Uparcie Międzynarodowe.