Strona główna > Aktualności > Publicystyka > Abdykacja polityki młodzieżowej

Abdykacja polityki młodzieżowej

four person looking at the city

My, młodzi, od zawsze mieliśmy swoje miejsce w polityce. Byliśmy częścią zmian, które nas bezpośrednio dotyczyły. Zawsze rozmawialiśmy o tym, było to częścią naszej codzienności, a naszą rzeczywistość ocenialiśmy przez pryzmat naszych poglądów. My się nie zmieniliśmy, ale rzeczywistość wokół nas już tak. Świat na początku XX wieku był  większy, jeszcze wiele było do zbadania, odkrycia, wykrystalizowania. Teraz prawie wszystko jest na wyciągnięcie ręki.

Polska, która w 1918 roku powstała po 123 latach rozbiorów, stanęła przed gigantycznymi wyzwaniami: zjednoczenia prawnego, ustabilizowania gospodarki, pokonania gigantycznych nierówności społecznych i odbudowania po zniszczeniach z pierwszej wojny światowej. Zarówno w Polsce jak i na całym świecie szukano odpowiedzi na wiele pytań, w tym na te, jak mają wyglądać nowoczesne państwa, jak pokonać nierówności i gigantyczne podziały.

Starcie wizji

W starciu ideologii prawie każdy miał swoją cegiełkę, a w Polsce dwudziestolecia międzywojennego można było znaleźć całe spektrum politycznych barw.  To krystalizowanie się ideologii, a ostatecznie,
po ciężkich walkach i dramatycznych doświadczeniach, zwycięstwo demokracji. Na zachodzie rozkwit demokracji nastał wraz z zakończeniem drugiej wojny światowej. Rok 1952  (założenie Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali) można uznać za symboliczny – wtedy powstał zalążek Unii Europejskiej. W Polsce na demokrację trzeba było poczekać – jednak nie było to czekanie bierne. Idea solidarności łączyła nie tylko różne grupy zawodowe, ale także pokolenia.

Demokracja jednak po kilkudziesięciu latach, zarówno w Polsce jak i na całym świecie zaczęła upadać. Chociaż systemy polityczne nadal trwają i trwać raczej będą przez długie lata, to w naszych głowach już nie ma miejsca dla demokracji. Nie jest ona w trakcie kryzysu, lecz agonii, w której ma siłę jedynie łapać ostatnie wdechy.

Czy jest to zbyt radykalne stwierdzenie? Zapewne tak – są jeszcze miejsca i są ludzie, którzy w demokrację głęboko wierzą i stosują jej elementarne zasady. Tylko czy demokratów nadal jest więcej?

Synonimem demokracji jest rozmowa. Bez dialogu (norm tolerancji i powściągliwości) nie ma szans na budowanie demokratycznego państwa prawa. Warunkiem demokracji jest akceptacja pluralizmu i wzajemny szacunek.

Te zdania przecież słyszeliśmy milion razy. Łatwo powiedzieć, trudno wcielić w życie. No i pozostaje pytanie, gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla młodych?

Co nas łączy i co nas dzieli

Badania prowadzone wśród amerykańskich wyborców pokazują, że do czasu gdy partie polityczne były pluralistyczne o wiele łatwiej było znaleźć porozumienie. Tak długo kiedy mamy między sobą relacje, widzimy wspólne punkty, jesteśmy gotowi do poświęcania znacznie więcej czasu i nawet 6 razy więcej pieniędzy (Putman, 2000; Putnam i Campbell 2010).

Warto jednak zauważyć istotną różnicę pomiędzy tym, co widzimy teraz, a tym, co było 100, 50 czy 30 lat temu. PKB Polski na mieszkańca w 1938 roku wynosił 2182 dolarów, a w 2019 roku – 33 891 dolarów. Świat w dwudziestoleciu międzywojennym wkraczał w czasy wielkich przemian społecznych. Rodziła się powszechna edukacja, kształtowała się służba zdrowia, rozpoczęła się elektryfikacja. To wszystko jest dzisiaj dla nas oczywistością. Trzydzieści lat temu Polska obudziła się na nowo, po upadku komunizmu rozpoczęto niezbędne reformy całego państwa – było o co się spierać, ale też o co razem walczyć.

W ciągu ostatnich kilku lat świat znacznie zmienił się za sprawą trzech sił: powszechnego dostępu
do Internetu, poszerzaniu kompetencji państw i wzrostowi jakości życia. Te rzeczy zmieniły znacznie świat, w jakim żyjemy. Nadal istnieje wiele problemów, które trzeba rozwiązać, ale jest ich nieporównywalnie mniej niż w przeszłości. Skoro już nie ma wielkich problemów, wielkich wyzwań do pokonania to nie wokół czego się jednoczyć. Tak długo jak mamy wspólny cel – możemy się dogadywać (Stenner, 2005).

Polityka w XXI wieku jest sztucznie napompowana do granic możliwości. Jest jak balon, który za chwilę może pęknąć. Wtedy roztrzaska się na milion kawałków – agresja, brak tolerancji, brak chęci do współpracy czy rozmowy. Najgorsze w tym wszystkim będą jednak totalitaryzmy – nie ustrojowe, ale te w naszych sercach.

Polityka młodzieżowa jest bezpośrednim odbiciem polityki tej dużej. Gdy kłócą się partie, walczą też ich młodzieżówki. Poza tym każdy z nas obserwuje to, co dzieje się w polityce i jak dramatycznie wygląda debata publiczna. Instytut Polish Cognition Lab PAN przeanalizował tendencje polityczne i opinie wśród młodych. Zdecydowanie negatywnie młodzi oceniają zarówno działania polityków jak i kompetencje.

Druga storna medalu

Oprócz tych działań widać także ewidentne zmiany na korzyść młodych. Organizacje młodych coraz częściej są wysłuchiwane przez polityków,  coraz częściej tworzone są mniej lub bardziej wpływowe instytucje dialogu rząd-młodzi. Super!

My jednak totalnie nie czujemy, że coś możemy zmienić. Aż 46% młodych Polaków ma poczucie wykluczenia młodych ludzi z polityki (42% nie ma zdania), a 33% uważa że polityka jest nieinteresująca (46% nie ma zdania w tej sprawie). Znaczna większość z nas nie chce ani się angażować, ani nawet obserwować tego, co dzieje się w sferze polityki. Nie widzimy też celu aktywności: przecież i tak nic się nie zmieni. To nasza abdykacja.

Nie możemy się jednak temu dziwić,  gdy tylko spojrzymy na działanie wielu młodzieżowych organizacji czy na jakość debaty publicznej. Czy jakiś polityk wspomina przynajmniej od czasu do czasu w publicznych wypowiedziach o działaniach własnej młodzieżówki? Idąc dalej tym tropem: czy młodzieżówki rzeczywiście robią coś co przyciągnie do nich ludzi dopiero wdrażających się świat polityki? Setna jałowa debata o gospodarce nie ciekawi już prawie nikogo. Tak samo jak akcje zakłócania wypowiedzi polityków z przeciwnej opcji, które mogą jedynie zrazić. Nawet jeżeli to nas nie odstrasza to warto zadać sobie pytanie: czy naprawdę taką politykę chcemy robić?

Nie każda młodzieżówka taka jest – dlatego właśnie działam w jednej z nich. Zarówno te jak i inne organizacje młodzieżowe mogą wykonywać konstruktywną i merytoryczną pracę czy organizować akcje, w których raczej szukamy tego, co nas łączy niż tego, co dzieli.   Tam można znaleźć wiele osób, którzy angażują się na 200%. Każdy kto należy do tej grupy odpowie, że działanie to niezwykłe, fascynujące doświadczenie. To jest hobby, które wciąga. Pozostaje pytanie – czy jest to zajęcie
dla wszystkich?

Odpowiedź jak zwykle brzmi: to zależy. Politykami czy działaczami społecznymi zostanie zapewne niewielu z nas, ale każdy stanie w którymś momencie przed kartą do głosowania i będzie musiał zaznaczyć „X” przy kandydacie A lub B. W wielu innych sytuacjach również będziemy musieli
dokonywać wyboru. 

Warto dodać: każdy kto angażuje się aktywnie w społeczeństwo obywatelskie albo chociaż interesuje się tym tematem ma gigantyczną przewagę – wiedzę i doświadczenie. Jeśli nie możemy w tej kwestii liczyć na szkołę, ani my sami się tego nie nauczymy to powstaje gigantyczny problem, który objawia się
m.in. gigantyczną polaryzacją, wzajemną niechęcią i niepotrzebnymi emocjami. Nade wszystko jednak brakiem wrażliwości na drugiego człowieka.

Nowe perspektywy

Czy da się zmienić ten trend? Czy młodzieżowa polityka może znaleźć temat do dyskusji i odkrycia w sobie czegoś, co przyciągnie więcej osób? Możemy wciąż powtarzać i zwracać uwagę na to, jak istotne jest to, aby przyciągnąć i zaciekawić polityką nowe osoby. Tylko że to nic nie zmieni. Tym apelem nie dotrzemy do nikogo, zwłaszcza jeżeli nie zaproponujemy czegoś nowego.

Skoro więc brak sprawczości i podziały zniechęcają nas do działania, może warto poszukać tematu, który nas rzeczywiście łączy. Problem katastrofy klimatycznej stał się „idealnym kandydatem”
na to miejsce. Rzeczywiście temat ten dotyczy wszystkich, mówi o tym praktycznie każda organizacja młodzieżowa i nawet dzięki temu udało się pozyskać wiele nowych twarzy do działania.

Nie był to jednak skok gwałtowny. Wszyscy zaakceptowaliśmy te propozycje. Jeżeli jednak wszyscy się z tym zgadzamy to po co o tym rozmawiać… Zwłaszcza, gdy przez bardzo długi czas politycy, w szczególności prawicowi, ignorowali kompletnie ten problem. Szczytem tego była decyzja Donalda Trump-a o wyłączeniu USA z paryskiego porozumienia klimatycznego. Wtedy utwierdził on nas w przekonaniu, że niewiele możemy zrobić w związku z naszym wspólnym celem
– klimatem (poza oddaniem głosu na polityków pro-klimatycznych).

Może dla odmiany spróbujmy znaleźć coś nam bliższego… Zauważa się, że lokalne działania
(tzw. parafialne), związane z grupą osób, z którymi się utożsamiamy,  mobilizują nas najbardziej
do działania (Burke, 1994). Tak się po części stało – stąd gigantyczna popularność Młodzieżowych
Rad Miast czy Gmin. To jest idealne rozwiązanie, ale tym razem dla odmiany chętnych jest więcej
niż miejsc w radach. Może poszukamy czegoś z nieco innej przestrzeni: samorządy uczniowskie, szkolny wolontariat czy inne projekty społeczne – od tego warto zacząć, a później zobaczymy.

Może gdy uda nam się zorganizować własnymi siłami szkolny koncert czy imprezę integracyjną w naszej szkole poczujemy, że się da? Gdy zbierzemy te 400 czy 500 zł i przekażemy je na fundację, której podopiecznym jest ktoś z naszych kolegów i koleżanek, to zdamy sobie sprawę, jak wielką radość daje pomaganie innym.  Wtedy dogadamy się z osobami o różnych poglądach – bo tam poznamy wielu ludzi, którzy będą je mieć różnorakie. A co będzie dalej? Stowarzyszenie, fundacja? Czas pokaże. Jest to jednak  dobry start, miejsce gdzie możemy nauczyć się zarządzania, współpracy, koordynacji, rozwiązywania konfliktów i szukania pomysłów.

Czy działania lokalne, drobne to jedyna droga? Dróg zapewne są setki, ale moim zdaniem najlepszą jest ta, na której wielu z nas może odnaleźć siebie.