„Wyzwania są czymś pięknym w życiu”

Wraz z British Alumni Society i Young Talent Management rozpoczynamy wyjątkową serię rozmów z niecodziennymi postaciami. Z młodzieżą, tą młodszą i starszą, której nie brak energii i samozaparcia, by realizować swoje cele. Wspomniane organizacje to prawdziwi skauci talentów, dzięki którym każdy diament nabierze szlifów. Dziś przedstawiamy historię „najświeższych” stypendyndystek prestiżowego programu BAS Scholarship – Martyny Binek oraz Victorii Dahmen.

Ta rozmowa była lekcją. Lekcją szacunku, samozaparcia i wytrwałości. Dziękuję za nią.

(Maciej Kaczmarek – M.K.): Chyba najlepiej zacząć od początku. Zatem tak zacznijmy – od ciebie, od twojej edukacji i ambicji.

(Martyna Binek – M.B.): Cześć! Nazywam się Martyna Binek, mam 17 lat, jestem uczennicą III LO imienia Adama Mickiewicza w Katowicach. Jednak to niedługo się zmieni przez program British Alumni Society, dzięki któremu od września rozpocznę naukę w Wielkiej Brytanii. Zawsze ciężko zacząć mówić o swoich początkach, ale pierwszą kwestią, która kojarzy mi się z moją ścieżką rozwoju jest to, że jest pełna kolorów. Czuję, że jest to oznaka tego, że jestem szczęśliwym oraz ciekawym świata człowiekiem i chyba tak mogłabym […] zobrazować mój cel, jaki chcę mieć w życiu – czyli by ta ścieżka była jeszcze bardziej kolorowa, pełna doświadczeń i nowych emocji, tak tych przykrych, jak i wesołych.

(M.K.): Wiem, że ta barwność Twojego życia, jak i charakteru jest lustrzanym odbiciem twoich sukcesów.

(M.B.): Tak, to prawda. Jestem mieszanką różnych doświadczeń, gdyż z jednej strony bardzo lubię naukę, co zaowocowało wszelakimi sukcesami głównie w dziedzinie geografii i matematyki, a na swoje konto mogę zapisać kilka tytułów laureata i wyróżnień właśnie ze wspomnianej matematyki i angielskiego. Wśród nich są także ogólnopolskie konkursy, jak np. Galileo. Z drugiej jednak strony uczęszczałam do gimnazjum sportowego, gdzie uprawiałam siatkówkę i miałam nawet zaszczyt być kapitanem swojej drużyny. Wraz z zaangażowaniem całego zespołu udało nam się wywalczyć wicemistrzostwo Śląska. Kilka sportów przewinęło się przez moje życie [śmiech], gdyż trenowałam też m.in. tenisa. Ale tak, jak wspomniałam na początku, skupiłam się na szeregu różnych doświadczeń, głównie z dziedziny nauki.

(M.K.): A jak to wpływa na twoje ambicje? Z czym łączysz swoją przyszłość?

(M.B.): Moja przyszłość to głównie nauka, w tym edukacja, której częścią jest sport. Jest on dla mnie odskocznią od codzienności. To nauka koncentracji, gry zespołowej, ale przede wszystkim budowanie własnego charakteru, dzięki któremu jestem w stanie osiągać sukcesy w nauce. Więc podsumowując, przyszłość widzę jako głównie naukę, ale podpartą przez sport.

(M.K.): Czyli jedno wzajemnie uzupełnia drugie.

(M.B.): Z całą pewnością. Bez jednego nie byłoby tak intensywnej pracy nad drugim. Bez tego połączenia nie byłabym tym samym człowiekiem i nie miałabym takiego bagażu doświadczeń, a przy okazji pewnych sukceców w sporcie, gdyby nie nauka, a w nauce, gdyby nie sport.

(M.K.): Victorio, a jak to wygląda w twoim przypadku?

(Victoria Dahmen – V.D.): Dzień dobry, nazywam się Victoria Dahmen, mam 15 lat i jestem uczennicą Publicznego Liceum Ogólnokształcącego Politechniki Łódzkiej. Obecny rok szkolny spędziłam w Stanach Zjednoczonych w ramach stypendium Future Leaders Exchange Program. Dzięki programie FLEX, uczyłam się w trybie Advanced Placement. Jako stypendystka BAS-u kolejne dwa lata spędzę w żeńskiej szkole katolickiej w Mayfield School w Wielkiej Brytanii. Moja pasja do nauki zaczęła kształtować się już w szkole podstawowej. Zapisywałam się na wiele kół zainteresowań oraz dopytywałam o interesujące mnie zagadnienia. Tak naprawdę od zawsze otaczałam się książkami i dzięki temu dostałam się do najlepszego gimnazjum w Łodzi, czyli do Gimnazjum Politechniki Łódzkiej. To tam wspaniali nauczyciele czuwali nad rozwojem procesu mojej nauki. Dzięki nim oraz mojej pracy uzyskałam poczwórny tytuł laureata w Wojewódzkich Konkursach Przedmiotowych z języka niemieckiego, chemii, fizyki i biologii. Zostałam również finalistką z chemii i wiedzy o społeczeństwie. Mimo młodego wieku zostałam finalistką XXVI Konkursu Chemicznego im. Ignacego Łukasiewicza. Byłam także laureatką i finalistką wielu prestiżowych konkursów w tym „Fascynująca Fizyka”, „First Step to Success” i „Człowiek, Równowaga, Zdrowie”. Jestem stypendystką Krajowego Funduszu na Rzecz Dzieci oraz stypendstką prezydent Łodzi w ramach funduszu „Mia100 Zdolnych”. Co do zainteresowań, to skupiam się na neurobiologii, ale angażuję się także w debaty czy kluby przemówień publicznych.

(M.K.): Neurobiologia? Mam wrażenie, że to dość „wymagające” zainteresowanie. Jak na nią natrafiłaś?

(V.D.): Szczerze mówiąc, samodzielnie zaczęłam czytać naukową literaturę w tym temacie i dołączałam do różnych grup nt. neurobiologii. W tym kierunku rozwijam się m.in. z Krajowym Funduszem na Rzecz Dzieci, gdzie uczymy się o zachowaniu czy programowaniu neuronów w odpowiednich programach komputerowych. Rozważamy proces uczenia się na poziomach molekularnym, behawioralnym, poznawczym i obliczeniowym. Swoją drogą, w USA jako jeden z przedmiotów wybrałam psychologię, która wspomaga mnie w nauce neurobiologii.

(M.K.): Wiem, że pochodzisz z niewielkiej miejscowości. Czy to wpłynęło na twoją edukację?

(V.D.): Mieszkanie w małej miejscowości utrudnia rozwój osobisty, ale nie sprawia, że jest on niemożliwy. Przyznam, że często musiałam wstać o 5:00 rano, by dojechać do szkoły
i zdążyć na dodatkowe zajęcia. Jednak dzięki samozaparciu oraz wytrwałości udało mi się przezwyciężyć te trudności i w pełni wykorzystać mój potencjał. Obecnie [przez sytuację epidemiczną – przyp. red.] dysproporcje w dostępie do dobrej edukacji choć trochę niweluje Internet za pomocą zdalnych warsztatów i wykładów. Warto podkreślić, że w konkursie BAS równe szanse mają osoby ze wszystkich miejscowości. BAS pierwszy krok do spełnienia marzeń!

(M.K.): Martyno, a jak to było w Twoim przypadku?

(M.B.): Ja od urodzenia mieszkam w Tychach, choć do liceum udałam się do Katowic, by spróbować czegoś nowego, bo przyznam, że w uniwersyteckim mieście miałam lepsze perspektywy. Mimo to, gdyby nie edukacja i praca włożona w rozwój w Tychach, to nie byłabym w szkole w Katowicach. A z kolei LO w Katowicach było drogą do edukacji za granicą m.in. poprzez BAS i spotkania z uznanymi oraz wybitnymi absolwentami szkoły. Mam nadzieję, że ja także będę mogła tam zajrzeć w takiej roli. [śmiech] To właśnie w Katowicach po raz pierwszy usłyszałam o British Alumni Society.

(M.K.): Victorio, ty nie uczyłaś się w Katowicach, ale jednak dowiedziałaś się o BAS-ie. Jak to się stało?

(V.D.): Przyznam, że już od początku gimnazjum szukałam edukacji za granicą, co skończyło się m.in. pozytywną aplikacją na program FLEX i nauką w USA. Bardzo zainspirowała mnie wycieczka do Anglii, gdzie zwiedziliśmy m.in. Uniwersytet w Oxfordzie. To wtedy zamarzyłam o studiach w Wielkiej Brytanii. Rok później złożyłam odpowiednią aplikację do konkursy stypendialnego British Alumni Society. W obecnym roku szkolnym rekrutacja do BAS-u wyglądała troszkę inaczej, gdyż pośredniczył w niej Internet. Mimo to, byłam bardzo zadowolona z przebiegu rozmowy. Już po kilku godzinach otrzymałam telefon z pozytywną decyzją zarządu i ze skierowaniem do szkoły w Mayfield, która posiada bogatą, 160-letnią historię. British Alumni Society zaoferowało mi pełne stypendium – wraz ze zwolnieniem za naukę oraz internat. BAS daje uczniom możliwość do edukacji na najwyższym poziomie, spełniania najskrytszych marzeń i poznania angielskiej kultury.

(M.K.): Wydaje mi się, że nastawienie na konkretne cele, jak w tym przypadku najlepsza edukacja, to również pewne ograniczenia w innych kwestiach. Czy miałaś kiedyś problem z połączeniem zainteresowań i nauki?

(V.D.): Nauczyłam się tym zarządzać. Naukę i zainteresowania dopełniałam m.in. występami w Chórze Dziecięcym Teatru Wielkiego w Łodzi i szkołą muzyczną pierwszego stopnia. Zawsze musiałam wszystko odpowiednio zaplanować, by nic nie stracić. Mimo to, doba trwa bardzo krótko [śmiech] i faktycznie czasem musiałam z czegoś zrezygnować. Regularnie uprawiam sport, gram na fortepianie i czytam książki.

(M.K.): A ty, Martyno? To połączenie zainteresowań z nauką było bezkolizyjne?

(M.B.): Tak, bo uczyłam się tego, co mnie interesuje! To mój cały sekret. Tak naprawdę nigdy nie uczę się czegoś, co mnie nie ciekawi, bo po prostu szkoda mi na to czasu w życiu. [śmiech] Oczywiście, mam takie swoje „małe” zainteresowania, by mój umysł trochę odpoczął. Dzięki temu intensywniej mogę zabrać się za naukę.

(M.K.): Zmieniając lekko temat, czy miałaś jakieś obawy przed wszelkimi aplikacjami? To jednak duże wyzwanie zawsze zachować trzeźwość umysłu.

(M.B.): Zawsze rządziło mną myślenie typu: „a spróbuj”, choć trzeba przyznać, że wiele [wyzwań – przyp. red.] mi się nie powiodło. Stresik czułam m.in. przed rozmowami rekrutacyjnymi do BAS-u, choć dominowała adrenalina. Wszystkie wyzwania budziły we mnie ekscytację i zapał do dalszej pracy. O każdym takim doświadczeniu myślałam jako o nowej szansie i czymś, co mnie rozwinie. Zachęcam wszystkich do takiego podejścia – by po prostu próbować. Wyzwania są czymś pięknym w życiu.

(M.K.): Victorio? Jak ty się na to zapatrujesz?

(V.D.): Często jestem najmłodszą osobą w moim środowisku, ale nigdy się nie obawiam. Staram się być pewna siebie i dawać z siebie wszystko. W procesie rekrutacyjnym BAS szczerze odpowiadam na zadawane mi pytania, starałam się opisać moje pasje, ambicje i osobowość.

Gdy aplikowałam do USA, martwiłam się o poziom swojego angielskiego, ale okazało się, że w szkole otrzymuję oceny A+, czyli 100%. Oczywiście, za tym stała ciężka praca i rzetelne tłumaczenie wszystkich niezrozumiałych na lekcjach słów. Ktoś, kto nie podejmuje wyzwań, już na początku jest przegranym.

(M.K.): Masz pewną wiedzę na ten temat i możesz porównać edukację w Polsce i za granicą. Jak to widzisz?

(V.D.): Z moich obserwacji wynika, że Polacy studiujący za granicą mają bardzo szeroką wiedzę z różnych dziedzin […] i mogą wypowiadać się na wiele różnych tematów. W Polsce stawia się też dużą wagę na naukę języków obcych, dzięki czemu wielu Polaków zna płynnie j. angielski, ale ma też motywację do nauki innych języków. Jeżeli chodzi o różnice, to dla przykładu nauka w Wielkiej Brytanii kończy się zdawaniem matury brytyjskiej, czyli egzaminami Advanced Level. Dzięki dobremu wynikowi z tego egzaminu możemy stać się uczniami najlepszych brytyjskich uniwersytetów. Co ciekawe, wybór przedmiotów na programie A Level jest bardzo szeroki – szerszy niż w polskiej szkole, gdyż uczniowie wybierają od 3 do 5 subjects z puli dziedzin takich jak np. prawo, literatura angielska czy polityka, ale także z tych „standardowych” przedmiotów. Ważną różnicą w edukacji angielskiej i polskiej jest internat, gdzie mieszkają obywatele różnych części świata. Tym samym tworzy się multikulturowe środowisko, przez co, moim zdaniem, można uczyć się dużo wydajniej. […] Co do pewnych wad polskiego systemu szkolnictwa, one z całą pewnością istnieją, choć miałam szczęście, że trafiłam do szkół, które problemy polskiej edukacji ograniczyły do minimum. Dzięki zaangażowaniu moich nauczycieli tak naprawdę doświadczyłam zagranicy w Polsce. Oczywiście wciąż trzeba promować naukę dla samorozwoju, by miała ona rzeczywistą wartość. Powinniśmy nasze wartości i poglądy bazować na wiedzy z wielu źródeł.

(M.K.): Martyno, masz jakieś przemyślenia na ten temat?

(M.B.): Ja dopiero rozpocznę edukację za granicą. Mimo to i tak przystępuję do kursu IB, co przygotowuje mnie do matury międzynarodowej. Ale jak wspomniałam, całość swojej edukacji spędziłam „w ryzach” polskiego systemu szkolnictwa, którego, delikatnie mówiąc, nie pochwalam. Z pewnością niedociągnięciami naszego systemu są m.in. sposób myślenia i bardzo duże oparcie edukacji na nauce pamięciowej. Oczywiście, wielu uczniów przeciwstawia się tej kwestii i wyraźnie wykorzystuje swoją wyobraźnię, lecz wciąż obserwujemy „zaśmiecanie” umysłów młodych Polaków znaczeniami, często wpajanymi specjalnie pod test. Tutaj powstaje kolejna okropna rzecz w całym systemie, czyli nastawienie, by uczyć się jedynie pod sprawdzian czy pod oceny. Przy okazji tej sprawy mam w głowie taką utopijną wizję polskiego systemu edukacji, który nie oczekiwałby tyle od uczniów w zakresie przedmiotów niebędących w obrębie ich zainteresowań. […] Być może gdyby to zmienić, to uczniowie tak często nie sięgaliby po ściąganie i różne niesprawiedliwe formy nauki, bo to kompletnie mija się z celem. Podobno taka jest wizja tego wszystkiego, ale jak widać trochę się pogubiliśmy. Mimo to, z drugiej strony ta wielopłaszczyznowość wpływa na rozwój i nie jest tak, że wszystko w polskiej edukacji jest złe, lecz wiele aspektów wręcz prosi się o modernizację.

(M.K.): Victorio, jak już wspomniałaś wcześniej, otrzymywałaś duże wsparcie od nauczycieli. Może przy tej okazji pamiętasz jakieś wyjątkowe historie?

(V.D.): Pamiętam, że po kwalifikacji do II etapu konkursu wojewódzkiego z biologii, otrzymałam ogromne wsparcie od Pana Dyrektora Zespołu Szkół Politechniki Łódzkiej Tomasza Piotra Kozera. Pan Dyrektor oprócz pełnionej funkcji jest także pełnym pasji nauczycielem biologii. Poświęcił mi swój czas i dał wiele cennych uwag i wskazówek w przygotowaniu do kolejnego etapu konkursu, za co jestem bardzo wdzięczna. To właśnie jedna z takich sytuacji, które dodają mi siły i sprawiają, że pamiętam je do dzisiaj. [śmiech] Przyznam, że nigdy nie spotkałam się z taką otwartością, jak właśnie w PLOPŁ [Publiczne Liceum Ogólnokształcące Politechniki Łódzkiej – przyp. red.] i czuję, że to dobry moment by podziękować choć części nauczycieli, którzy mi to wsparcie przekazali. To m.in. moja wychowawczyni z gimnazjum PŁ, anglistka p. prof. Garska, dzięki której mogłam dużo lepiej zrozumieć nie tylko język, ale i kulturę państw anglojęzycznych. […] Ponadto p. prof. Kłos, która przygotowała mnie do licznych konkursów fizycznych. Jest dla mnie skarbnicą wiedzy i wzorem do rozwoju, szczególnie w dziedzinie fizyki, wciąż jeszcze zdominowanej przez mężczyzn. W tym gronie jest także cudowna biolog p. prof. Waczyńska i fenomenalni nauczyciele chemii – p. prof. Szubiakiewicz, p. prof. Klimaszewski i p.prof. Samulkiewicz, którzy prowadzili wyjątkowe zajęcia w laboratoriach Politechniki Łódzkiej. P. prof. Chylińska i p. prof. Maciaszek, które dostrzegły moje zamiłowanie do nauk humanistycznych, co zaowocowało wyróżnieniem w Międzynarodowym Konkursie Literackim „Słowo i Tożsamość” oraz tytułem finalisty w Wojewódzkim Konkursie z Wiedzy o Społeczeństwie. Na szczególne podziękowania zasługuje mój matematyk i obecny wychowawca p. prof. Wyrzykowski. Udowadnia on, że matematyka „nie tylko uczy, ale także bawi”. Dziękuję mu za codzienny przykład, jak być mądrym i dobrym człowiekiem. Za dobre słowa, dodające mi skrzydeł, na których „polecę” do Wielkiej Brytanii na stypendium BAS. Cała kadra pedagogiczna poświęciła mi ogrom czasu, by jak najlepiej przygotować mnie na wyzwania nauki! To zainteresowanie przedmiotami, które wpoili mi ci nauczyciele sprawiło, że dostrzegam je w każdym elemencie codzienności. Dzięki tej szkole pokochałam edukację, naukę i samorozwój!

(M.K.): Martyno?

(M.B.): Kiedy wypracowałam tytuł laureata z ważnego konkursu z geografii, moja pani profesor podziękowała za wybranie właśnie tego przedmiotu, bo uważała, że dałabym radę z każdej dziedziny, którejkolwiek bym się nie podjęła. Swoją drogą finalnie w IB wybieram fizykę, a nie geografię. Właśnie te słowa przywołuję w myślach, gdy mam podjąć jakąś decyzję – „Martyna, możesz wszystko!”

(M.K.): To co, wraz z BAS-em zmierzacie w kierunku „nowej” przyszłości?

(V.D.): Z pewnością to niesamowicie pomocna inicjatywa, którą stworzyli i rozwijają Polacy. To charytatywne przedsięwzięcie, które może zmienić życie nas – młodych ludzi. […] Uważam, że decyzja British Alumni Society zmieni moje życie o 180 stopni, zapewni katalog możliwości i otworzy wiele drzwi w przyszłości. Sądzę, że inicjatywa stworzona przez Panią Marzenę Reich jest godna szczerego podziwu. BAS już od dziesięciu lat daje ogromną szansę zagranicznej edukacji polskim uczniom szkół średnich. Komisja Stypendialna British Alumni Society idealnie dopasowała moje zainteresowania i charakter do profilu szkoły w Mayfield. Inicjatorka konkursu stypendialnego już zmieniła życie wielu młodym uczniom, dając im możliwość edukacji w prywatnych szkołach brytyjskich. Społeczność BAS bardzo ciepło przyjęła mnie do swojego grona, alumni służą radą i pomocą. Każdego zachęcam do wysłania swojej aplikacji w przyszłym roku szkolnym! Podsumowując całość tej rozmowy, chcę jedynie podkreślić, że musimy odważnie kroczyć przez życie. Stańmy się obywatelami świata, bądźmy świadomi naszych możliwości, świadomi naszych marzeń. Tym samym pamiętajmy też o naszych korzeniach i o tym, co umożliwiło nam tak dobry start.

(M.K.): Martyno, coś czuję, że teraz czas na słowo motywacji z twojej strony.

(M.B.): Z racji, że odbiorcami są młodzi ludzie z wielkimi ambicjami, życzę wam, abyście się nie bali nowych wyzwań! Żebyśmy razem budowali nasze „kolorowe” ścieżki. Niech będą zawiłe, niech będą pełne przeszkód, lecz sprawmy, by wywoływały one uśmiech nie tylko na naszej twarzy. Należy czerpać z takich okazji jak właśnie British Alumni Society, gdyż właśnie to stypendium jest jednym z najlepszych doświadczeń, z jakim miałam okazję się spotkać. To tutaj możemy naprawdę rozwinąć skrzydła. Zatem jeszcze raz zachęcam czy to do aplikacji do BAS-u, czy to do innych form rozwoju. Bądźmy odważni, gdyż pozytywnie wspominamy tylko to, co zrobiliśmy.

Rozmowa przeprowadzona w dniu 06.06.2020 r.

Ilustracja: Agata Szmytkowska

Źródło: Martyna Binek, zbiory prywatne. 

Ilustracja: Agata Szmytkowska

Źródło: Victoria Dahmen, zbiory prywatne.