Wywiad z Szymonem Hołownią

Wywiad z Szymonem Hołownią
Kandydatem na Prezydenta RP

Jakie podjąłby pan działania w celu walki z obecnym kryzysem klimatycznym? Co z neutralnością klimatyczną? Jest pan za jak najszybszym osiągnięciem neutralności klimatycznej przez Polskę?

Uważam, że jest to kwestia, którą polskie władze muszą się zająć natychmiast i której rozwiązania proponuję od samego początku mojej kampanii. Jedną z pierwszych moich decyzji jako prezydenta będzie zwołanie Rady Gabinetowej w sprawie kryzysu wodnego. Postuluję także prowadzenie instytucji „zielonego weta”, czyli narzędzia działania prezydenta, które będzie dotykało każdą ustawę potęgującą kryzys wodny albo oddalającą nas od dekarbonizacji i osiągnięcia neutralności klimatycznej w 2050 roku. Trzeba dążyć do rozproszenia energetycznego, powołać pełnomocnika osób wykluczonych i pełnomocnika praw zwierząt. Ponadto jestem przekonany, że Polska powinna dołączyć do Europejskiego Zielonego Ładu i korzystać z rozwiązań wypracowanych w tym temacie na arenie międzynarodowej.

Co sądzi pan o obecnym stanie psychiatrii dziecięcej? Czy ma pan pomysł na działania mające na celu jej poprawę?

Psychiatria dziecięca to jeden z wielkich wyrzutów sumienia systemu ochrony zdrowia w Polsce. Mamy kilkuset psychiatrów dziecięcych na dziesięć milionów dzieci i młodzieży. To skandalicznie mało. Wdrażana reforma systemu ochrony zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży idzie w dobrym kierunku, ale jest przeprowadzana stanowczo zbyt wolno. Jako prezydent będę chciał zrobić wszystko, by jak najszybciej załatać tę dziurę w systemie i przyspieszyć jego naprawę, żeby Polska zeszła z hańbiącego drugiego miejsca w Europie pod względem prób samobójczych u dzieci. To straszne, że my, dorośli, zbudowaliśmy świat, w którym dzieci chcą zakończyć swoje życie. Jako obywatel robiłem zbiórki na dziecięce telefony zaufania. Od początku mojej kampanii wyborczej grupy wolontariuszy działające w całej Polsce – lokalne oddziały Ekipy Szymona pracujące we wszystkich 16 województwach – prowadzą akcję Gramy w Kolory, czyli zbiórkę przyborów szkolnych i materiałów artystycznych przydatnych w terapii zajęciowej dla dziecięcych oddziałów psychiatrycznych, które są jednymi z najbardziej niedofinansowanych gałęzi polskiej służby zdrowia. To na razie proste działania solidarnościowe, które prowadzimy. Jako prezydent będę miał wpływ na sprawy systemowe i w tym temacie zamierzam działać niezwłocznie.

Czy ma pan pomysł jak rozwiązać problemy polskiej oświaty po nieudanej reformie? Może należy inaczej zreformować szkołę, postawić na rozwój kompetencji miękkich i odchudzić podstawę programową?

Zależy mi na stworzeniu niezależnego, odpowiedzialnego i długofalowego programu rozwoju systemu edukacji. Zdaję sobie sprawę, że prezydent nie ma decydującego wpływu na kształt tego systemu. Chcę jednak, aby Pałac Prezydencki stał się miejscem, w którym będą się wykuwać nowoczesne idee dla edukacji i w którym spotykać się będą ludzie, którzy edukację na co dzień współtworzą. Jeżeli chcemy, by edukacja wspięła się na wyższy poziom, zacznijmy od podstaw. Nauczyciele muszą zarabiać godnie, a państwo musi traktować ich „serio”. Nauczyciel przychodzący do pracy powinien otrzymywać na starcie wynagrodzenie odpowiadające średniej krajowej, czyli ok. 3 800 zł netto gwarantowane przez rząd centralny. W dalszej kolejności wynagrodzenie to powinno rosnąć w miarę wzrostu umiejętności i wiedzy nauczyciela. Oczywiste jest, że szkoła powinna być współtworzona w porozumieniu i z udziałem władz samorządowych. Środkiem do tego byłoby powołanie nowej centralnej instytucji – Komisji Edukacji Narodowej, z udziałem nie tylko ekspertów, ale i przedstawicieli interesariuszy edukacji. Byłaby to niezależna agencja, która zastąpi upolitycznione, zbędne kuratoria oświaty. „Nauczanie” musi zostać zastąpione przez aktywne „uczenie się”, wspólne doświadczania i eksperymentowanie. Nabywanie wiedzy praktycznej i kompetencji kluczowych w realizowaniu dobrego i szczęśliwego życia, odchudzanie i większa elastyczność podstawy programowej oraz dopasowanie do wyzwań rynku pracy to aspekty, które musimy uwzględnić, aby uleczyć nasz chory system. Wyzwania dla szkoły przyszłości to zatem rozwój tzw. kompetencji miękkich, czyli społecznych oraz emocjonalnych. Tylko odejście od ciągłego oceniania i etykietowania na rzecz promowania takich wartości jak ekspresja własnej osobowości, szacunek dla siebie i innych oraz radykalna empatia nie tylko w stosunku do drugiego człowieka, ale w ogóle do każdego żywego stworzenia, jest ścieżką, którą powinna podążać edukacja.

Co sądzi pan o pomyśle wprowadzenia lekcji edukacji seksualnej do polskich szkół?

Edukacja seksualna jest potrzebna. Wiedza z tego zakresu powinna być realnie i bez ideologii przekazywana w naszych szkołach. Niestety, w dzisiejszych czasach młodzież czerpie tę wiedzę z zatrutych źródeł, a cała edukacja, w tym edukacja seksualna, jest w dużym stopniu dotknięta przez politykę. Decyzje polityków w tej sprawie wiele kosztują nas wszystkich. Należy to zmienić.

Lekcje religii w szkołach powinny być finansowane z budżetu państwa? I czy w ogóle powinny się odbywać w szkołach?

Po pierwsze, to społeczność szkolna – rodzice, nauczyciele i dzieci – a nie biskupi albo ministrowie – powinna decydować o katechezie w szkole. Jeśli w społeczności szkolnej jest taka wola, powinno się takie lekcje zamówić, a jeśli nie, to nie. Jeżeli dziecko nie chce uczestniczyć w lekcjach religii, powinno mieć możliwość uczestniczenia w lekcjach etyki i uważam, że uczestnictwo w jednym z tych przedmiotów powinno być obowiązkowe. Etyka też jest bardzo potrzebnym przedmiotem i nie powinna być traktowana jako zastępcza forma ucieczki od zajęć z religii. Etykę trzeba w szkole dowartościować.

Dlaczego, według pana, młodzi ludzie nie interesują się polityką, polskim życiem publicznym? Czy jest szansa, aby odwrócić tę niekorzystną tendencję? Dlaczego młodzi ludzie powinni na pana zagłosować?

Młodzi ludzie nie interesują się polityką, bo polityka nie interesuje się nimi. Dzisiejszych partyjnych polityków nie obchodzi młodzież, czyli także przyszłość naszego kraju na pokolenia, bo są zajęci pilnowaniem swoich stołków, swoich interesów na okres swojej kadencji. Tymczasem wśród wielu grup, które dziś wymagają specjalnego przyjrzenia się, zauważenia i uszycia dla nich autorskiego programu, są ludzie młodzi. W swojej kancelarii jako prezydent zamierzam powołać pełnomocnika do spraw ludzi od 18. do 30. roku życia. Chciałbym, abyście wy, którzy wchodzicie w dorosłe życie i zapuszczacie pierwsze korzenie – zakładacie rodziny, firmy, układacie swoją przyszłość – mieli kogoś, z kim możecie realnie pogadać, co w państwie działa, a co nie działa. Żeby wasz start w życie był jak najbardziej sensowny.

W swojej kampanii dużo mówi pan o zakończeniu „POPiS-u”, o odcięciu się od partyjniactwa. Dlaczego więc na czele pana sztabu stoją ludzie związani z takimi środowiskami – chociażby szef sztabu Jacek Cichocki (związany m.in. z rządem Donalda Tuska i Ewy Kopacz)?

Jacek Cichocki nigdy nie był członkiem Platformy Obywatelskiej. Owszem, współpracował z Donaldem Tuskiem, ale jako bezpartyjny fachowiec. Jest typem państwowca, który pracuje dla dobra Rzeczypospolitej. Potwierdził to m.in. będąc jednym z organizatorów Euro 2012. Bardzo wysoko oceniam jego kwalifikacje organizacyjne i analityczne. Cieszę się, że zechciał objąć funkcję szefa mojego sztabu.

Co będzie pana głównym priorytetem podczas prezydentury?

Mam kilka priorytetów, którymi chciałbym się zająć od pierwszych dni urzędowania. Po pierwsze, musimy jak najszybciej zawalczyć o to, aby Polki i Polacy możliwie jak najkrócej odczuwali skutki kryzysu koronawirusa. Przyjęta przez Sejm tzw. Tarcza Antykryzysowa jest dziurawa i niewystarczająca. Boleśnie przekonują się o tym przedsiębiorcy, którzy muszą dziś zawieszać lub zamykać swoją działalność oraz pracownicy, którzy tracą pracę. W moim Minimum Antykryzysowym wskazuję na pięć punktów, które jako prezydent zamierzam rekomendować, aby zmniejszyć skutki pandemii i ratować te gałęzie gospodarki, które dziś dramatycznie tego potrzebują. Po drugie, priorytetem na pierwszy rok mojej prezydentury będzie wypracowanie recepty na uleczenie systemu ochrony zdrowia w Polsce. Dlatego proponuję trzyfilarowy program Recepta na zdrowie, który pozwoli na dopasowanie świadczeń medycznych do zmieniających się potrzeb społeczeństwa. Postuluję w nim nowy system organizacji, aby zwiększyć efektywność działania ochrony zdrowia oraz definiuję stabilne źródła jej finansowania. I po trzecie, zamierzam zająć się wsparciem samorządów i być ich rzecznikiem we władzach centralnych, przede wszystkim w związku z rozpoczynającym się kryzysem gospodarczym. Samorządy powinny otrzymać dodatkową kwotę subwencji ogólnej w związku z ponoszonymi wydatkami i stratami. Wspólnie z samorządowcami z całej Polski stworzyliśmy Kartę Samorządową, która dokładnie definiuje moje plany ochrony i wsparcia samorządów. Przygotowałem już szczegóły tych trzech projektów, są dostępne dla wszystkich na mojej stronie internetowej.

Źródło: Silar, Wikimedia.