Rada Europy, Europejska czy Unii Europejskiej?

Źródło: David IliFF, Wikimedia.

Już sama przejażdżka ulicami miast podpowie nam, że plakaty wyborcze raczej nie wiszą tam po zeszłorocznej kampanii samorządowej. Wraz ze zbliżającymi się wyborami do Parlamentu Europejskiego (PE) wzrasta częstotliwość debaty publicznej na temat polskiego członkostwa w Unii Europejskiej, a także o samej formule wspomnianej wspólnoty. Mimo wielu podobnych nazw, głównie z rdzeniem euro-, czego przykładem jest sam tytuł, temat UE i zagadnienia z nią związane nie jest skierowany jedynie do ścisłej grupy odbiorców, chyba że takową grupą nazwiemy wszystkich obywateli państw członkowskich wspólnoty. Już mówię (a w zasadzie piszę), o co z tym wszystkim chodzi.

Tuż po drugiej wojnie światowej, przez wzgląd na doświadczenia z nią związane, a także przez rosnący w siłę blok państw komunistycznych zdecydowano się na stworzenie idei integracji europejskiej.

Istotną rolę w tym procesie odegrała, utworzona w 1949 roku, Rada Europy, która była osobną organizacją, działającą głównie na rzecz przestrzegania praw człowieka.

Państwa Europy Zachodniej skupiły się głównie na walorach gospodarczych, przez liczne powojenne straty w tym sektorze, tworząc tym samym kolejno Europejską Wspólnotę Węgla i Stali, Europejską Wspólnotę Atomową oraz z czasem Europejską Wspólnotę Gospodarczą. To wszystko działo się w latach 50. XX w., a o wcześniej wymienionych podmiotach mówimy Wspólnoty Europejskie. Wspominałem, że często będziemy mogli zaobserwować człon „euro–”, prawda?

Zaczęło się od trzech małych i trzech dużych państw — Belgii, Holandii, Luksemburga oraz Francji, Niemiec, Włoch, które nazywamy państwami założycielskimi. W procesie integracji europejskiej nie sposób zapomnieć o takich nazwiskach jak Robert Schuman, Jean Monet czy Alcide de Gasperi. Te osoby uznaje się za ojców założycieli wspólnoty.

Każda składowa UE zmieniała się przez lata. Dołączały nowe państwa, wdrażano nowe regulacje i podpisywano ogólnotematyczne pakty. Jednak warto zatrzymać się na 1979 roku, czyli na pierwszych wyborach do PE, od których dzieli nas aż, a może tylko, 40 lat.

Wtedy UE funkcjonowała na troszkę innych zasadach, a dzisiejsze obowiązki PE wprowadził i ujednolicił Traktat z Lizbony (podpisany w 2007 r., wdrożony w życie dwa lata później), który dodatkowo przeszałcił wspólnotę w typową organizację międzynarodową.

Jednak zanim PE, warto napomnieć o innych organach UE, bo chyba dobrze by było rozwiązać tytułową zagadkę.

Źródło: dimitrisvetsikas1969, Pixabay.

Do głównych instytucji unijnych należy pięć organów, a na co dzień zdarza nam się słyszeć o każdym z nich. Pierwszym jest Komisja Europejska, która ma dość duże możliwości w kontekście całej wspólnoty. KE działa niezależnie od rządów państw członkowskich, mimo że jest to organ posiadający inicjatywę prawodawczą. Czyli inaczej — na prawo, które kształtuje Komisja Europejska i które będzie obowiązywało w każdym z 28 państw członkowskich, żadne państwo nie ma wpływu, przynajmniej w czasie jego tworzenia w KE. Fakt, w skład wchodzi 28 komisarzy po jednym z każdego państwa, którzy są wybierani m.in. na podstawie sugestii państw członkowskich, jednak jeszcze raz podkreślę, że KE działa niezależnie od rządów państw członkowskich. Dodatkowo ten organ czuwa nad przestrzeganiem prawa europejskiego przez państwa członkowskie, dlatego w mediach tak często pojawiało się nazwisko Juncker czy Timmermans, którzy właśnie z ramienia KE zaangażowali się w kwestię zmiany polskich przepisów o Sądzie Najwyższym.

Jest też Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który, jak można się domyślić, sprawuje funkcję sądowniczą i rozstrzyga spory między państwami członkowskimi czy instytucjami. Trybunałów, pod które podlega Polska, też jest kilka, więc jeżeli słyszeliście inne nazwy, to raczej nie były one wymyślone, jednak skupiając się na UE, jest to główna instytucja sądownicza wspólnoty.

Źródło: Tauno Tõhk, Flickr.

No dobra pora rozwikłać zagadkę. Zacznijmy od Rady Europejskiej, na której czele stoi Donald Tusk. W ramach działania, do którego zalicza się określanie głównych kierunków polityki czy rozwoju, odbywają się spotkania głów państw i rządów państw członkowskich. Oczywiście w tych posiedzeniach uczestniczą reprezentanci innych organów, ale główną różnicą do Rady Unii Europejskiej jest to, że Rada Europejska posiada przewodniczącego, który sprawuje kadencję przez 2,5 roku i w jej skład wchodzą głowy państw członkowskich.

Z kolei Rada Unii Europejskiej skupia ministrów państw członkowskich, w zależności od omawianego problemu może to być minister zdrowia, rolnictwa, gospodarki wodnej i tak dalej, a prezydencja w niej trwa pół roku. Prezydencję obejmuje dane państwo, a właściwe minister je reprezentujący – obecnie jest to Rumunia, a Polska po raz kolejny obejmie tą funkcję w 2025 roku (wcześniej miało to miejsce w 2011 roku). Rada UE posiada inicjatywę ustawodawczą i jest głównym organem decyzyjnym.

W całym tym zawirowaniu nazwami najlepiej spojrzeć na to od najkrótszej, do najdłuższej nazwy. I takim sposobem wiemy, że Rada Europy to osobna organizacja działająca na rzecz ochrony praw człowieka, Rada Europejska to organ UE skupiający szefów państw, gdzie przewodniczącym jest Donald Tusk, a Rada Unii Europejskiej to organ, gdzie obradują ministrowie państw członkowskich, a prezydencja w niej trwa pół roku. Raczej nie takie trudne, ale jednak wymaga namysłu.

I finał – Parlament Europejski. Z obecnymi danymi jest lekki problem, z racji ewentualnego Brexitu, dlatego przedstawione liczby będa dotyczyły wyborów z 2014 roku.

To właśnie tutaj, do PE, wybieramy swoich reprezentantów, których jest 51, a całość organu stanowi 751 eurodeputowanych. Liczba przedstawicieli przypadających na kraj oczywiście się różni przez wzgląd na rozwój czy ilość mieszkańców. Dla przykładu Finlandia ma ich jedynie 13, a Włochy 73.

Tak jak w polskim parlamencie w PE są pewne frakcje, które skupiają polityków o danych poglądach. Załóżmy, że do PE dostaną się politycy PiS-u, którzy wejdą w skład frakcji najbliższej ich poglądom. Tak samo będzie z każdym innych eurodeputowanym. Wśród największych sił w PE są EPP, czyli Europejska Partia Ludowa, w skład której wchodzą głównie partie o poglądach proeuropejskich i konserwatywno–liberalnych czy Postępowy Sojusz Socjalistów i Demokratów (S&D), liczące kolejno 219 i 189 przedstawicieli.

Parlament Europejski głównie współtworzy prawo, kontroluje budżet i KE. Jest także miejscem największych sporów i dyskusji.

26 maja wybierzemy swoich reprezentanta do Parlamentu Europejskiego. Mimo że wszyscy kandydaci przekonują nas o swojej chęci zmian i ciągłej pracy, to dobrze wiemy, że może być to dla niektórych czas pięciu lat laby, a później dożywotniej emerytury. Nie chcę się żegnać, a powiedzieć do zobaczenia, na wyborach, które jednoczą w różnorodności.

Maciej Kaczmarek

Zapraszamy do lektury III numeru gazety, w którym artykuł ten został opublikowany!

Autor

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *