Koronawirus a przedsiębiorcy

Paulina Filipek

Źródło: Pixabay.

W ciągu ostatnich dwóch miesięcy pogarszająca się sytuacja gospodarcza w kraju coraz mocniej uderza w przedsiębiorców z szerokiego spektrum branż. Aby zatrzymać rozprzestrzenianie się koronawirusa, rząd wprowadził przepisy efektywnie uniemożliwiające funkcjonowanie większości firm zajmujących się usługami oraz handlem. Zakaz wychodzenia z domu dla osób poniżej 18. roku życia (już zmieniony do osób poniżej 13. roku życia), opuszczanie miejsca zamieszkania tylko i wyłącznie, kiedy istnieje taka potrzeba, czy też zamknięcie granic sprawiły, że wszelkiego rodzaju biznesy opierające swoją działalność na konsumentach z dnia na dzień pozostały praktycznie bez dochodów.

Dramatyczną sytuację, w której znaleźli się polscy przedsiębiorcy, najlepiej ukazują prognozy i badania rozlicznych agencji finansowych. Z najnowszych badań Polskiego Instytutu Ekonomicznego wynika, że „niemal co piąte przedsiębiorstwo w Polsce nie posiada rezerw finansowych, a 30 proc. posiada zapasy finansowe tylko na miesiąc lub dwa”. Analizy banków mBank, Credit Agricole i Pekao prognozują wzrost bezrobocia do poziomu około 10%. Co więcej, według badań organizacji Pracodawcy RP z końca marca, prawie 66,5% przedsiębiorstw planuje zwolnić jednego lub więcej pracowników w przeciągu następnych trzech miesięcy. Władze powinny więc być przygotowane, aby odpowiadać za skutki finansowe wprowadzanych restrykcji paraliżujących funkcjonowanie największego sektora gospodarki – usług. Jednak działania podjęte jak dotąd przez polski rząd pokazują jedynie jego niekompetencję i absolutny brak przygotowania na obecną sytuację kryzysową.

Pomoc dla firm jest przede wszystkim niewystarczająca oraz uchwalana ze zbyt dużym opóźnieniem, czego najlepszym przykładem jest brak wprowadzenia stanu nadzwyczajnego, który pozwoliłby przedsiębiorcom występować o odszkodowania wynikające z wszelkiego rodzaju działań rządu. Wprowadzone jak dotąd tarcze antykryzysowe Ministerstwa Rozwoju również nie pokrywają szkód spowodowanych przez obecne restrykcje oraz nadchodzący kryzys. Z trudnościami zmagają się firmy zatrudniające powyżej 10 osób – nie będą one miały dostępu do mikropożyczek w kwocie 5000 zł ani do całkowitego zwolnienia z płacenia składek ZUS dla wszystkich zatrudnionych. Firmom, w których liczba pracowników jest mniejsza niż 10, mikropożyczki będą przysługiwać tylko i wyłącznie wtedy, gdy nie zwolnią ani jednej osoby przez trzy kolejne miesiące, a jeśli tak się stanie, cała kwota będzie musiała zostać zwrócona.

Źródło: Pixabay.

Procedury, które rząd oraz samorządy wprowadzają, aby odciążyć przedsiębiorstwa, są nie tylko niewystarczające, ale również skomplikowane i niezorganizowane. W tzw. tarczy antykryzysowej 2.0 występują niejasności dotyczące kluczowych problemów, na przykład dofinansowania pensji pracowników. „Przedsiębiorca, o którym mowa w ust. 1, może otrzymać pomoc z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych wyłącznie w przypadku, jeśli nie uzyskał pomocy w odniesieniu do tych samych pracowników w zakresie takich samych tytułów wypłat na rzecz ochrony miejsc pracy” (art. 15g ust. 18), „Przedsiębiorca nie może otrzymać dofinansowania w części, w której te same koszty zostały albo zostaną sfinansowane z innych środków publicznych” (art. 15g ust. 18).

Powyższe artykuły pozwalają na dwa różne sposoby interpretować przepisy regulujące, czy poszczególne świadczenia się wykluczają. Nie jest jednoznaczne, czy można pobierać dofinansowanie z kilku agencji i organów. Ponadto, urzędy nie pomagają w rozwianiu tych wątpliwości. Ograniczony personel miał zostać zrekompensowany sprawną obsługą online i telefoniczną. Niestety, jedyną informacją, którą można otrzymać, dzwoniąc na infolinię np. ZUS-u, jest to, że petent jest setny w kolejce do rozmowy z konsultantem. To z kolei skutkuje tym, że ludzie muszą udawać się do urzędów osobiście i narażać siebie, i innych na zakażenie koronawirusem.

Źródło: P. Tracz, KPRM.

Ogromnym minusem przepisów zawartych w tarczach antykryzysowych jest ich niedostosowanie do rzeczywistości. Na wszystkie sklepy spożywcze nałożono wymóg, aby były wyposażone w płyny dezynfekujące i rękawiczki dla pracowników. Jest to zdecydowanie rozwiązanie, które zapobiegłoby szybszemu rozprzestrzenianiu się wirusa, gdyby było proste w wykonaniu. Jednak warto zwrócić uwagę na fakt, że artykuły higieniczno-sanitarne stopniowo drożeją i są bardzo trudno dostępne, a państwo nie zapewnia sklepom funduszy, które umożliwiałyby pokrycie kosztów zakupu tych produktów.

Kolejnym problemem związanym z oderwaniem ustawodawców od rzeczywistości jest termin wypłacenia wspomnianego wcześniej dofinansowania pensji pracowników oraz kwota na nie przeznaczona. Aby gospodarka nie popadła w jeszcze poważniejszą w skutkach recesję, niż jak na razie jest to prognozowane, pomoc dla przedsiębiorców powinna być zapewniona jak najszybciej jest to możliwe. Mimo tego, wnioski o dopłatę zostaną rozpatrzone i zrealizowane najwcześniej w połowie maja. Co więcej, według Łukasza Kozłowskiego, głównego ekonomisty Federacji Przedsiębiorców Polskich, kwota mająca pokryć koszty tego postulatu wystarczy jedynie dla 170 tys. pracowników. Należy wspomnieć, że liczba osób pracujących w Polsce (dane z II kwartału 2019 roku) wynosi około 16 milionów.

Ilustracja: Ewa Mielnik.

Jeśli chodzi o pomoc dla osób zwolnionych w wyniku koronawirusa, których liczba będzie drastycznie rosnąć, zasiłki dla nich będą wahać się pomiędzy 550–1000 zł miesięcznie. Wysokość wypłacanej kwoty będzie zależała od długości stażu pracy. Sama minister Emilewicz przyznała, że „oczywiście ma[my], świadomość, że obecna kwota zasiłku w wysokości 720 zł nie jest adekwatna do sytuacji”, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę rosnące ceny podstawowych produktów, na przykład spożywczych. Jednak podwyższenie zasiłku nie jest na razie planowane.

Aby polska gospodarka nie została doszczętnie zrujnowana, potrzebnych jest więcej ekspertów, którzy będą nadzorowali pracę urzędów i agencji publicznych, więcej przepisów, które umożliwiałyby sprawne zarządzanie kryzysowe odpowiadające sytuacji oraz przede wszystkim więcej środków finansowych, które pomogłyby uniknąć upadłości polskim przedsiębiorstwom. Powyższe przykłady pokazują jednak dobitnie, że obecny rząd nie jest w stanie ani jednego z tych warunków spełnić. Paradoksalnie, nie tego oczekiwałoby się od partii, która posługuje się hasłem „Polacy zasługują na więcej”.