Dzieci w propagandzie – felieton

Kiedy widzę dziecko, czytam słowa: czystość, niewinność, prawdomówność, dobro. Dlatego marketing lubi wykorzystywać dzieci do swoich celów, wciskania populacji kitów. Jest taka specjalna odmiana reklamy, która w sposób szczególny zaburza prawidłowe postrzeganie rzeczywistości. Nazywa się propaganda.

Źródło: Onet.pl

Pawlik Morozow — syn Stalina

Jest to chyba najbardziej okrutny przykład wykorzystania naiwności i prawdomówności dziecka. Wykreowany przez stalinistów na prekursora ruchu pionierskiego, który pomagał przy budowie kołchozu i skupie zboża we wsi Gierasimowka, w środkowej części ówczesnego ZSRR, po wschodniej części Uralu, na terenie dzisiejszej Rosji.

Podczas tych zajęć, wykrył spisek kułaków — chłopów niechętnych władzy radzieckiej albo kolektywizacji wsi, do których należał jego ojciec. Z tego powodu dziadek miał zamordować go razem z młodszym bratem. Wersja ta prawdopodobnie została spreparowana na potrzeby propagowania upaństwawiania majątku chłopskiego na wsiach i walki z kułactwem.

Równie prawdopodobny wariant mówi, że podpuszczony przez matkę, która miała żal do jego ojca, gdy ją porzucił, doniósł na niego, gdyż pomagał uciekinierom z łagrów, wydając im czyste dokumenty.

Gdy aresztowano jego ojca, rodzina nie miała za co żyć, więc Pawieł zaczął donosić za pieniądze na rolników, ukrywających państwowe zboże. Według tej hipotezy miałby zostać zamordowany, razem z bratem, przez rolników bojących się donosu.

Ostatnia, trzecia opcja, mówi o tym, iż Pawieł Trofimowicz nie doniósł ani razu. Śmierć jego i brata byłaby rodzinną tragedią, niecnie wykorzystaną przez nieempatyczną i amoralną bolszewicką władzę.

Łukasz Piłat

 

To tylko część felietonu. Przeczytaj cały w najnowszym numerze!

 

 

Autor

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *